Wczorajsze ostre zniżki na GPW potwierdziły wyjątkową słabość naszego rynku. Co prawda ich zakres był nieco mniejszy niż na największych giełdach w Europie, ale WIG20 wypadł bardzo blado na tle czeskiego PX50, czy przede wszystkim węgierskiego BUX-a. Panika wywołana wielkością straty Deutsche Bank w IV kw. i prawdopodobnymi potrzebami kapitałowymi HSBC Holdings miała wpływ na pogorszenie klimatu wokół instytucji finansowych, ale nie uzasadniała takiej przeceny naszych banków, jaka miała wczoraj miejsce na warszawskim parkiecie. Tym bardziej, że według danych przedstawionych przez NBP depozyty i kredyty polskich banków wzrosły zarówno w ujęciu rocznym, jak i w stosunku do poprzedniego miesiąca. To nie wskazuje na istotne pogorszenie się ich wyników za poprzedni kwartał.
Trudno więc fundamentalnie uzasadnić przecenę jaka ma miejsce w sektorze finansowym. Bardziej prawdopodobne jest to, że nasze banki zostały obrane jako cel wycofywania kapitału przez zagraniczne fundusze. Widać to po obrotach jakie obserwujemy na PKO BP. Wczorajszy wolumen na tej spółce- ponad 5,6 mln akcji- był najwyższy od końca października.
Karty na GPW rozdaje obecnie zagranica, a polskie fundusze obrały-chyba słuszną-taktykę na przeczekanie tego okresu. Pogorszenie klimatu inwestycyjnego w czasie raportów spółek było spodziewane, chociaż po świątecznym rajdzie przyszło szybciej niż można było sądzić. Większy od szacunków spadek grudniowej sprzedaży detalicznej w USA był tylko zapalnikiem do wczorajszej panicznej wyprzedaży. Nad rynkami cały czas unosi się duch wyników kwartalnych, które według obecnej wiedzy będą gorsze od prognoz i to one determinują obecne zachowanie inwestorów.
Suma danych, jakie nadeszły zza oceanu, nie miała wbrew pozorom tak tragicznej wymowy jak to się wydaje na pierwszy rzut oka. Poza fatalną sprzedażą detaliczną, było kilka bardzo dobrych informacji. Indeks MBA - wnioski o kredyty hipoteczne w USA - wzrósł do 1324,8 pkt. i był najwyższy od lipca 2003 r. W sierpniu wynosił on zaledwie nieco ponad 400 pkt. 3-miesięczny Libor dolarowy (oprocentowanie pożyczek międzybankowych) spadł do 1,09 proc. To najniższy poziom od VI 2003 r. i był prawie 4-krotnie mniejszy niż 3 miesiące temu. Zupełnie nie przebiła się informacja Fed o wzroście sprzedaży obligacji korporacyjnych do 82 mld USD. To z kolei największa wartość od maja zeszłego roku i 2-razy wyższa niż we wrześniu.
Rynki muszą się zmierzyć z sezonem raportów i przebrnąć przez publikację odczytów PKB USA za poprzedni kwartał. Skurczenie amerykańskiego produktu krajowego brutto ma wynieść 4-6 proc. i tym razem taką wielkość nie szacują analitycy, ale prognozuje ją Denis Lockhart, prezes Banku Rezerw Federalnych z Atlanty.
Dzisiaj poznamy decyzję ECB ws. stóp procentowych. Spodziewana obniżka o
25-50 pkt. bazowych nie wpłynie jednak istotnie na obraz handlu. Większe
wrażenie może wywołać liczba tzw. nowych bezrobotnych w USA (szacunek 520 tys.).
Poprzednie 2 odczyty były zaskakująco pozytywne. Bardzo istotne będą raporty
amerykańskich korporacji. Przedstawią je Intel ( przewidywany spadek zysku do 4
centów na akcję), Genentech oraz JP Morgan Chase, który przesunął publikację z
21.01. Podobny krok zapowiedział Citigroup, który swoje wyniki ma podać jutro, a
wcześniej zamierzał to zrobić 22 stycznia. Najczęściej takie przesunięcia wiążą
się z lepszymi rezultatami niż oczekuje to rynek, ale równie dobrze banki chcą
jak najszybciej przebrnąć przez trudny dla siebie okres. Złe wiadomości już
dotarły z Apple Inc. Steve Jobs. CEO tej firmy, zamierza udać się na długi urlop
z powodu „bardziej skomplikowanych” problemów zdrowotnych.