Podwyższyć wiek emerytalny i oszczędzać poza filarami — tak zdaniem ekspertów można chronić swoją emeryturę.
Głównym celem rządu przy nowelizacji niektórych ustaw dotyczących działania systemu ubezpieczeń społecznych jest zmniejszenie przyrostu długu publicznego. Najważniejsze zmiany dotyczą filarów pierwszego i drugiego. W przypadku Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) rząd chce zmniejszyć procent ze składek przekazywany funduszom z 7,3 do 2,3 proc. Ostatecznie od 2017 r. do OFE ma być odprowadzane 3,5 proc. składki. To, co traci OFE, zostanie przesunięte na indywidualne konta osobiste, zarządzane przez ZUS.
— Jeżeli ktoś poważnie myśli o przyszłości, powinien szukać innych możliwości odłożenia na emeryturę niż pierwszy i drugi filar. Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, a propozycje rządu to rozwiązania na góra dwa lata — mówi Marek Lipiński, wykładowca SGH i właściciel portalu www.misterinvestor.pl.
Poza tym rząd chce uruchomić także Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE). Będzie je można założyć tam, gdzie IKE, oraz w OFE. Najważniejsza różnica pomiędzy IKE a IKZE to ta, że wpłaty na IKZE będą zwolnione z podatku, ale już wyjście z konta będzie podlegało podatkowi dochodowemu. W przypadku IKE sytuacja jest odwrotna — wpłaty są ograniczone do konkretnej kwoty, a wyjście nie jest obciążone podatkiem dochodowym.
Pójdą w akcje
Jak dotąd projekt spotyka się głównie z krytyką. Rząd poza odebraniem części składek OFE chce zmienić także limit lokat aktywów funduszy w akcje. W 2011 roku został on ustalony na poziomie 42,5 proc. Ma on być stopniowo zwiększany do poziomu 62 proc. w 2020 r., a w kolejnych latach ma wzrosnąć nawet do 90 proc.
Zdaniem prof. Stanisława Gomułki z BCC, prawdopodobnie nie wszystkie OFE wykorzystają limity, ale zwiększą udział środków lokowanych w papiery akcyjne z obecnych 30 do 50 proc.
— Poza tym OFE będą działały tak jak teraz, starając się jak najlepiej zarządzać tymi pieniędzmi. Ta kwota, która jest obecnie zgromadzona w OFE, nie ulegnie zmianie, przynajmniej nie ma takich planów. A pomimo zmniejszenia procentu, ze składek OFE powinny co roku dostawać około 10-15 mld zł — szacuje Stanisław Gomułka.
— Jesteśmy funduszem, który w najwyższym stopniu wykorzystuje limity inwestowania w instrumenty akcyjne. Poziom zaangażowania w te instrumenty zależy przede wszystkim od aktualnej ich atrakcyjności. Tak wysokie, jak proponuje rząd, limity inwestycyjne mogą dotyczyć wyłącznie aktywów klientów najmłodszych, w przeciwnym razie poziom agresywności inwestycji OFE byłby nadmierny i stanowiłby ewenement na skalę światową — tłumaczy Anna Horsecka, prezes PTE Polsat.
Więcej konkurencji
Czy OFE zmieniają strategię w związku z tymi zmianami?
Jak mówi Anna Horsecka, o żadnej zmianie strategii na razie nie może być mowy. To, co wiadomo na pewno, to że zmieni się procent ze składek przekazywany do OFE. Reszta, także limity inwestowania w akcje, to jak dotąd tylko deklaracje.
— Na pewno mogę powiedzieć tylko tyle, że emerytury będą niższe. Rząd w uzasadnieniach przedstawia tylko matematykę, która ma posłużyć do akceptacji społecznej zmian w systemie emerytalnym. Te wyliczenia nijak mają się do rzeczywistości — dodaje Anna Horsecka.
Zdaniem ekspertów problemem jest także to, że wśród OFE jest za mało konkurencji.
Według Marka Lipińskiego, gdyby dokładniej przyjrzeć się OFE, to ich strategie inwestycyjne w większości są takie same, dlatego wybór OFE nie ma aż tak dużego wpływu na emeryturę.
— Konkurencja mogłaby być większa, ale obecnie wygląda to tak, a nie inaczej ze względu na rozwiązania legislacyjne. Fundusze chcą to zmienić, ale ze strony rządu nie ma odpowiedzi. Wszystkie rozmowy na temat zwiększenia konkurencyjności wśród OFE kończyły się na rozwiązaniu najprostszym, czyli obcięciu prowizji — ocenia Anna Horsecka.
— Należałoby się zastanowić, w co OFE powinny inwestować. Dobrze by było, gdyby stworzono funduszom nowe możliwości inwestowania, na przykład za granicą — dodaje Marek Lipiński.
Co pozostaje
Jeśli obecny system emerytalny nie jest w stanie zapewnić godziwych emerytur, to jakie możliwości ma obywatel, który nie chce na starość zostać na lodzie?
Jak tłumaczy Marek Lipiński, w 2001 r. oszczędności Polaków wyniosły 330 mld zł, w 2008 było to już 860 mld zł. Jednak 400 mld zł z tej sumy znajduje się na lokatach bankowych. Świadczy to o małej świadomości Polaków co do możliwości inwestowania. Obecnie na rynku jest ich poza systemem emerytalnym.
Jego zdaniem poważnie należy podejść do edukacji Polaków z zakresu inwestowania, co także powinno być w interesie rządu.
— Wszystko zaczyna się od ustalenia profilu inwestowania. Jest ich kilka, po wyborze można ocenić, jakie instrumenty pasują komuś najbardziej. Później portfel należy zmieniać co dwa lata, jeśli jest taka potrzeba, bo najgorszą sytuacja jest wtedy, gdy rynek idzie do góry, a nasz portfel stoi w miejscu. Na 5-7 lat przed przejściem na emeryturę trzeba już zabezpieczyć odłożone pieniądze w bezpiecznych instrumentach — radzi Marek Lipiński.
Według Stanisława Gomułki emerytury wcale nie muszą być niskie. Zależy to od kilku czynników. Najważniejszym z nich jest podwyższenie wieku emerytalnego.
— Polacy muszą zrozumieć, że podniesienie wieku emerytalnego leży w ich interesie. Osoby przed 70. rokiem życia często oszczędzają więcej, co dodatkowo wpływa na jakość życia po zakończeniu pracy. Drugą sprawą jest zmniejszenie przywilejów emerytalnych niektórych grup zawodowych, zwłaszcza służb mundurowych. Obecnie są one zdecydowanie zbyt duże. Należy pamiętać że 10 proc. PKB przeznaczone jest na wypłacanie obecnych emerytur. Składki pokrywają 50 proc. tego zapotrzebowania, a w przypadku KRUS tylko 6 proc. — tłumaczy prof. Gomułka.
Eksperci są zgodni co do jednego. Jeśli wiek emerytalny zostałby podniesiony, należałoby stworzyć miejsca pracy także dla osób po 50 roku życia, których konkurencyjność na rynku pracy jest mniejsza niż ludzi młodych. l
