Gracz na włościach

Rafał Kerger
opublikowano: 30-11-2007, 07:42

Rządzi gruntami w sercu Krakowa, Katowic, Łodzi. Marek Koźmiński wykłada biznesowe karty na stół.

Katowice. Połowa października. Wtorek. Samo południe. Licytacja terenu starego dworca. 8 tys. mkw. plus budynki w centrum Katowic. Zakończyła się w mgnieniu oka. Ostatecznie stanęła do niej tylko jedna spółka. Eurostar Real Estate, własność 36-letniego Marka Koźmińskiego, byłego reprezentanta Polski w piłce nożnej, kupił dworzec od PKP za cenę minimalną — 45,45 mln złotych. Powstaną tu galerie, butiki i knajpki, będzie część biurowa. 100 mln zł — co najmniej jeszcze tyle pochłonie inwestycja.

Medialna transakcja w Katowicach miała jeszcze jedną wartość. Rynek poznał możliwości finansowe Marka Koźmińskiego i jego wspólników — finansisty Luca Giardiego oraz adwokata i doradcy podatkowego Luciano Nataloniego. Ludzi, którzy — tylko z własnego portfela — wyłożyli na grunty w Polsce ponad 50 mln euro.

Odkryliśmy więc człowieka, który rządzi dziesiątkami hektarów gruntów w sercach Krakowa, Katowic i Łodzi, a o dobrą parcelę potrafi zabiegać nawet w Watykanie. Inwestora, który aby zdobyć tereny, negocjuje z właścicielami spółek giełdowych przejęcie kontrolnego.

Wielki na hucie

Jan Krzysztof Bielecki zwierzył się kilka lat temu, że przed jednym z meczów reprezentacji rozmawiał przez trzy godziny z pewnym piłkarzem i, o dziwo, nie zamienili ani słowa o piłce. Mówili o przedsiębiorstwach. I ten piłkarz doskonale znał rynek oraz reguły nim rządzące. Tym piłkarzem był Marek Koźmiński. Proroctwo przyszłych sukcesów?

— Cóż, do dziś spotykam się jeszcze z uśmieszkami, gestami politowania, gdy pierwszy raz przychodzę na negocjacje biznesowe. Bycie wicemistrzem olimpijskim nic tu nie zmienia. Dopiero gdy wyłożę karty na stół i pokażę, czym zarządzam, kontrahenci zaczynają mnie traktować poważnie — wyjawia Marek Koźmiński.

Na pierwszą komercyjną inwestycję w nieruchomości Koźmiński wyłożył ledwie 100 tys. dolarów.

— Proszę o powagę. Na początku lat 90. mało kto miał u nas taką sumę. I nie chodziło o byle jaką inwestycję — puszcza oko Koźmiński.

Idziemy przez rynek w Krakowie. Skręcamy. Sławkowska. W każdym razie — szok. Kamienica, do której wchodzimy, jest piękna. W środku marmury, winda, gdzieniegdzie biura, gdzieniegdzie mieszkania. Około 20 mln złotych można by za nią dostać.

— Wygląd i aranżacja tej kamienicy to moja sprawka. Ale nie zarobiłem na niej aż tak wielkich kokosów, bo sprzedałem ją dużo przed ostatnim boomem na rynku. Żydom — opowiada Koźmiński.

W ścisłym centrum Krakowa prezes Eurostar Real Estate miał lub ma też kilka innych interesów. Prywatnych i firmowych.

W latach 90. kupował i sprzedawał również tereny pod pawilony i hale handlowe, supermarkety, stacje benzynowe. Do dziś niektóre z tych inwestycji przynoszą mu stałe dochody z tytułu najmu.

Przed mistrzostwami europy w piłce nożnej w 2012 r. w centrum Krakowa powstanie luksusowy hotel Marka Koźmińskiego. Na 42 lata niezagospodarowaną część swojego ogrodu wydzierżawili mu ojcowie misjonarze św. Wincentego a Paulo, rezydujący przy Stradomskiej 4.

— Musieli dostać zgodę z Watykanu. Dogadaliśmy się z nimi, bo byliśmy konkretni. Nie mogli nam tego terenu sprzedać, więc go wydzierżawili — opowiada Koźmiński.

Więcej? Jest więcej. O wiele więcej.

Na skraju Nowej Huty, w kierunku centrum Krakowa straszą zgliszcza po Prefabecie Kraków, który produkował tu tak zwaną wielką płytę na potrzeby gierkowskiego programu budowy mieszkań. Nad zgliszczami góruje stara wieża ciśnień. Marek Koźmiński był na jej szczycie. Bo tylko z niej można zobaczyć całość wielkiego terenu, który należy dziś do jego spółki.

— Powstanie tu spore osiedle z kilkoma tysiącami mieszkań. Teren świetnie skomunikowany z centrum. Chcemy przedstawić przystępną ofertę. W sprzedaży nie więcej niż 5 do 6 tys. złotych za metr. Skoro w Niemczech da się zarabiać na tak wycenianych inwestycjach, u nas też musi się dać — opowiada Marek Koźmiński.

Nie ukrywa sentymentu do Nowej Huty. Tu się przecież wychował. W Hutniku Kraków nabierał pierwszych piłkarskich szlifów.

— Oprócz tego, co pokazałem, mam jeszcze w Krakowie dwie inne, mniejsze, kilkuhektarowe działki. Można na nich wybudować 40-50 tys. mkw. powierzchni mieszkalnej — zdradza Koźmiński.

Do tego dochodzi 7 ha przy Spodku w Katowicach, na osiedle około 100 tys. mkw. powierzchni mieszkalnej, wspomniany dawny dworzec w Katowicach i planowana inwestycja na ulicy Korfantego — także w centrum Katowic.

Przy Korfantego Koźmiński chce budować duży obiekt handlowo-usługowo-hotelowy, dorównujący zlokalizowanemu także w centrum stolicy Górnego Śląska hotelowi Qubus.

Na Dolnym Śląsku Eurostar kupił 17 ha we Wrocławiu — na duże osiedle w dzielnicy Psie Pole. Oprócz tego Koźmiński kończy także negocjacje o kupnie 100 ha w Łodzi.

— Negocjujemy też przejęcie pakietu akcji giełdowej spółki. Niebawem powinien się pojawić list intencyjny w tej sprawie. Niedługo wejdziemy również w logistykę. Mamy dwa tereny na oku, za chwilę zdecydujemy się na konkretny. Chcemy przygotować dokumenty pod bazę kolejowo-drogową na Śląsku z bezpośrednim przeładunkiem z pociągu na tiry. Coś, czego praktycznie w Polsce nie ma — dorzuca Koźmiński.

Mrówcza robota

Marek Koźmiński, piłkarz, zawsze uchodził za wzór do naśladowania. Nieprzesadnie widowiskowy. Ambitny. Pracowity. Skuteczny. Marek Koźmiński, prezes, jest podobny. Wprost przyznaje, że opowiedział nam niemal o wszystkim, co ma, bo szanuje „Puls Biznesu”. Inaczej by tego nie zrobił, bo nie lubi się chwalić. Nie prowadzi też spółki giełdowej, więc pełna informacja go nie obowiązuje.

— W Eurostarze jestem niemal alfą i omegą. Zwykle ja wybieram, negocjuję i ja kupuję. Pracuję z notariuszem, z prawnikiem. Mam biuro, ale mnie w nim nie ma. Jadę do Warszawy, mam trzy, cztery spotkania — wracam do Krakowa. Na drugi dzień jadę na przykład do Wrocławia. I tak w kółko. Samochód, samolot, pociąg. Co się da — opowiada Koźmiński.

Kiedy mrówcza praca Marka Koźmińskiego da włosko-polskiej spółce pierwsze poważne wyniki finansowe?

— Firmę założyliśmy trzy lata temu. Jestem cierpliwy, bo wiem, że swoje piętno na branży odciśniemy. Myślę, że pierwszy projekt, który zostanie skomercjalizowany, to ten pod Spodkiem. O co nam chodzi? Skupujemy grunty, doprowadzamy je do takiego stanu, żeby uzyskać pozwolenie na budowę. Potem wnosimy je do wspólnego przedsięwzięcia, z funduszem, bankiem lub z innym podmiotem, który sfinansuje budowę lub po prostu sprzedajemy nasz projekt tym instytucjom — wykłada strategię Eurostaru Koźmiński.

Były piłkarz ocenia przyszłość bardzo realnie. Na razie nie ma mowy o bezpośrednim wejściu jego spółki na Giełdę Papierów Wartościowych.

— Mimo że zacząłem na rynku nieruchomości jako dwudziestoparolatek, od trzech lat prężnie działa Eurostar, na razie jeszcze jestem szczeniakiem — mam dopiero 36 lat. Szczyty w biznesie mogę osiągnąć dopiero za 10-15 lat. Co się tyczy giełdy, nie powiem, rozważaliśmy i taką drogę uzyskania dodatkowego kapitału. Niemniej teraz możliwości dla deweloperów jest ogrom — fundusze, kredyty, branżowi inwestorzy. Może Pirelli zrobi z nami kiedyś jakiś interes? Mamy przecież włoskie korzenie — enigmatycznie mówi Koźmiński.

Chyba — po prostu — nie chce spalić gruntu. Gracz na spalonym, o czym doskonale wie, oznacza koniec akcji.

Zresztą Marek Koźmiński raz prawie w biznesie się spalił. Dlaczego? Tuż po zakończeniu kariery chciał połączyć przyjemne z pożytecznym i przejął pakiet kontrolny Górnika Zabrze.

Zakręt w Zabrzu

Jego rządy w czternastokrotnym mistrzu Polski trwały dwa lata i skończyły się w 2005 r. Górnik dołował. W Zabrzu go znienawidzili.

— Umówmy się, na Śląsku nie lubią obcych — to raz. Dwa? Uważam, że zamieszanie wywołała zazdrość środowiska piłkarskiego. Osiągałem te same cele, czyli utrzymanie w I lidze, dajmy na to, za dwa miliony złotych. Inni łożyli na to osiem. A potem mówiono, że Koźmiński to żaden właściciel, bo pieniędzy nie ma — denerwuje się Koźmiński, zaczepiony o Zabrze.

Nie twierdzi jednak, że to była porażka. Uważa, że udało mu się na tym biznesie nie stracić, a długi klubu z Zabrza spadły z siedmiu do czterech milionów. I obiecuje, że jeszcze będzie miał swój klub, ale najpierw zrobi karierę z Eurostarem i sprawi, że będzie mógł łożyć na zespół. Co rok pięć milionów złotych, czyli tyle, co na przykład Kolporter w Kielcach. Koźmiński postanowił tak po fiasku rozmów o przejęciu Pogoni Szczecin, którą miał sponsorować, w zamian za przychylność miasta w sprawie atrakcyjnych gruntów.

— Powiem więcej. Na wejście do Górnika było dla mnie za wcześnie. W Pogoni znowu spalony. Moje doświadczenia z Zabrza pozwalają mi jednak osiągać sukcesy biznesowe. Przecież nie gdzie indziej, lecz tam, nauczyłem się prowadzenia prawdziwie publicznej spółki. Z ludźmi, długami, wymaganiami. Jak przejmowałem klub, nie było jeszcze Eurostaru — mówi Koźmiński.

Włoski styl

Włoska woda. Włoski makaron. Włoska restauracja. Samochód? Jednak niemiecki — porsche cayenne. Marek Koźmiński mówi o sobie, że jest Polakiem, ale z rodziną prowadzi włoski styl życia.

— Do dziś mamy tam dom. Jaosia, moja żona, synowie Kuba i Maciek odpoczywają we Włoszech prawie całe wakacje — zdradza Marek Koźmiński.

Kariera piłkarska we włoskiej Serie A wpłynęła zatem nie tylko na jego działalność biznesową, ale też na zwykłe, prywatne życie.

— Dlaczego wróciliśmy, skoro połowę dorosłego życia spędziliśmy we Włoszech? W Polsce nadal, ciężko pracując, można zostać kimś. W Italii to nie takie łatwe. A ja jestem chorobliwie ambitny — uśmiecha się Koźmiński.

Znów przejeżdżamy przez centrum Krakowa.

— Widzicie ten płot w kierunku rynku, tuż za plantami?

— Też twoje?

— Plomba na rogu Siennej, do której właścicieli długo nikt nie umiał dotrzeć. Zbuduję tam luksusową kamienicę z dwoma kondygnacjami podziemnymi, do których windą będą parkować samochody. Połowę w zamian zostawię sobie i zamieszkam tam z rodziną. Połowę wezmą dotychczasowi właściciele działki.

— Ile będziecie mieli tam metrów?

— 500. Trzy ostatnie piętra.

Przytulne gniazdko. Szczególnie dla człowieka, który mówi wprost, że ma chrapkę na bycie miliarderem.

Rafał Kerger, r.kerger@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane