Gutenberg wciąż pozwala zarobić

Anna Dermont
15-05-2006, 00:00

Lata 90. przewróciły ich życie do góry nogami. Ze spokojnych handlarzy artykułów przemysłowych stali się poważnymi biznesmenami.

Bogdan Baszak i jego żona Irena wykorzystali warunki sprzyjające tak zwanej prywatnej inicjatywie. Założyli firmę Kea.

— W 1990 roku rozpoczęliśmy działalność produkcyjno-usługową. W porównaniu z tym, co robiliśmy wcześniej — sprzedażą wyrobów przemysłowych — była to odważna decyzja — mówi Bogdan Baszak.

Wybór branży poligraficznej nie był przypadkowy. Podczas wielu podróży służbowych do USA, Emiratów Arabskich czy Chin państwo Baszakowie przekonali się, że im lepiej wydrukowana oferta sprzedaży, tym większa jej skuteczność. A że wzrokowców wśród nas wielu, małżeństwo bez wahania postawiło na poligrafię.

— Można powiedzieć, że połknęliśmy bakcyla Gutenberga, potocznie uważanego za wynalazcę druku. A ponieważ dla nas to odkrycie zawsze było jednym z najdoskonalszych sposobów utrwalania myśli, chcieliśmy się nim zajmować — dodaje z uśmiechem Bogdan Baszak.

Trudne lekcje

Można powiedzieć, że puścili się na szerokie wody. Na szczęście ich historia nie skończyła się jak wyprawa Zabłockiego po mydło.

— Początki były ciężkie, bo przeszkody piętrzyły się nawet w sprawach błahych, czysto formalnych. Rynek nie funkcjonował jeszcze na zdrowych, ekonomicznych zasadach i nieraz dostaliśmy kilka bolesnych lekcji, na przykład od niesolidnych klientów. Doskwierał nam też brak doświadczenia poligraficznego i znikoma znajomość rynków zbytu — wspomina Irena Baszak.

Mimo to nie dali za wygraną. Uczyli się na własnych błędach i robili wszystko, żeby ich firma zaistniała na rynku.

— Nic nie przyszło samo, ale z drugiej strony, gdyby wszystko szło po naszej myśli, nie mielibyśmy motywacji do działania i zamiast iść do przodu, stalibyśmy w miejscu — dodaje właściciel firmy Kea.

Zaczęli od drukowania kalendarzy, prospektów, broszur, ulotek reklamowych i opakowań. W realizację każdego zlecenia wkładali dużo wysiłku, a pracownikom powtarzali, że w rzeczywistości ich pracodawcą jest klient. To on pozwala uzyskiwać zysk i jest partnerem biznesowym, dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby go nie stracić.

Coś za coś

Potwierdzeniem, że obrana strategia jest dobra, był nie tylko dynamiczny wzrost obrotów, ale też certyfikat jakości, uzyskany w 1998 r.

— Byliśmy jednym z pierwszych zakładów poligraficznych, który otrzymał ISO — obecnie Zintegrowany System Zarządzania Jakością i Środowiskiem. Dzięki temu zyskaliśmy prestiż i znaleźliśmy się o klasę wyżej — mówi Bogdan Baszak.

Ponieważ klientów było coraz więcej, firma musiała wybrać specjalizację. Baszakowie postanowili skoncentrować się na druku kartonowych pudełeczek z tektury litej. Dzięki temu zyskali pewną i stałą grupę odbiorców — firmy farmaceutyczne. O tym, że podjęli trafną decyzję, przekonali się szybko. Usługami ich drukarni zaczęły się interesować firmy z różnych branż.

Kea zarabiała coraz więcej, ale jej założyciele nie trwonili zysków. Wiedzieli, że bez inwestycji w sprzęt i nowoczesne technologie ich biznes nie utrzyma mocnej pozycji na rynku.

— Musieliśmy unowocześniać infrastrukturę. Kupiliśmy między innymi najnowszej generacji maszyny drukujące, dwu-, pięcio- i sześciokolorowe, w pełni skomputeryzowane urządzenia do wykrawania i łamania, linie składające i sklejające oraz uszlachetniające druk. Były to przedsięwzięcia kosztowne, ale intratne — mówi Irena Baszak.

100 procent mocy

Szerokie zastosowanie nowego sprzętu widać po ofercie drukarni Kea. Specjalizuje się w produkcji wielobarwnych opakowań kartonowych, zapewnia kompleksowe przygotowanie projektowo-techniczne, druk i jego uszlachetnianie oraz pełną obróbkę introligatorską. Niebawem zakład będzie pracował na jeszcze wyższych obrotach. W ubiegłym roku Kea oddała do użytku nowoczesną halę druku, a w lutym podpisała umowę z firmą Heidelberg na dostawę i uruchomienie najnowszej na świecie linii drukującej do produkcji opakowań.

Jaki jest sposób na sukces według założycieli drukarni?

— Może brzmi to banalnie, ale najważniejsze są: ekspansywna polityka skierowana na zdobywanie klienta, unowocześnianie systemu zarządzania, rozbudowa działów kontroli jakości, informatyki, logistyki, marketingu i inwestycje w kapitał ludzki — wymienia Bogdan Baszak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Gutenberg wciąż pozwala zarobić