Gwiezdny krzyż walecznych

Rafał Kerger
opublikowano: 2008-09-19 00:00

Czy Angelina Jolie i Brad Pitt zagrają w Polsce za 12 mln dolarów? Tak. Jeśli potraktują naszą superprodukcję prestiżowo.

ylwester. Andrzej Bartkowiak i Marek Żydowicz, żegnając 2006 rok, pociągają coś mocniejszego. Rozmowa schodzi na polskie seriale. Andrzej Bartkowiak opowiada, że jego dzieci, które zabrał tu ze Stanów, są wyraźnie zdegustowane tym, co można obejrzeć w polskiej telewizji. Nawet popularne sitcomy odwzorowujące oryginały zza oceanu trącą myszką. Pada propozycja: tato, zrób tu w Polsce jakiś porządny serial.

Nie zgłębiając nadmiernie dalszych szczegółów tego sylwestrowego wieczoru — tak właśnie zaczął się największy projekt filmowy w dziejach polskiej kinematografii.

Film i serial o życiu Meriana Caldwella Coopera — Amerykanina, który walczył w I wojnie światowej, a po niej wstąpił do wojska polskiego i stworzył Eskadrę Kościuszkowską — mają kosztować 55 mln dolarów.

Zabrały się do niego znane w światku filmowym postaci. Andrzej Bartkowiak od 1972 r. mieszka w Stanach Zjednoczonych, gdzie początkowo pracował w przemyśle reklamowym oraz robił zdjęcia do obrazów niezależnych twórców. Dziś jest jednym z najbardziej cenionych polskich operatorów na stale pracujących w Hollywood oraz reżyserem. Ma za sobą takie filmy, jak: "Honor Prizzich", "Adwokat diabła" czy "Zabójcza broń 4" (jako operator) oraz "Od kołyski aż po grób" czy "Doom", już jako reżyser.

Marek Żydowicz zaś jest cenionym w branży organizatorem Camerimage — Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych oraz producentem filmowym. Wspólnie z Davidem Lynchem buduje również studio filmowe w Łodzi.

Inwestorami tuzy

W "Krzyżu walecznych" — taki roboczy tytuł otrzymał projekt — wystąpić ma plejada gwiazd. Od miesięcy wiele plotkuje się o tym, kto powalczy o rząd dusz widzów na całym świecie. Ostatnia koncepcja jest jednak iście bombowa. Dwie główne role — Coopera i jego narzeczonej Daisy — ma zagrać najgorętsze małżeństwo amerykańskiej sceny filmowej: Brad Pitt i Angelina Jolie. Wśród drugoplanowych anglojęzycznych bohaterów mógłby zaś brylować nie kto inny, jak Josh Hartnett.

Liczne role Polaków, w tym m.in. marszałka Piłsudskiego, mają zostać powierzone czołówce rodzimych gwiazd. Spośród młodych wybór padnie na pewno na kogoś z kwintetu: Jan Wieczorkowski, Marcin Dorociński, Andrzej Młynarczyk, Maciej Zakościelny, Marcin Kwaśny. Spośród doświadczonych aktorów propozycja jest dla Bogusława Lindy. Czy Linda zostanie Piłsudskim? Tego na razie Marek Żydowicz i Andrzej Bartkowiak zdradzić nie chcą. Wiadomo za to, że zaproszą do współpracy także gwiazdy zza wschodniej granicy.

Oficjalnie wiadomo również tyle, że 49 proc. z 55 mln dolarów budżetu na film i serial wyłoży amerykański dystrybutor. Po naszej stronie w produkcję na pewno zaangażuje się Telewizja Polska, bo bardzo chce serialu, w którym mocniej wyeksponowane zostaną wątki polityczno-historyczne (będą w nim grali głównie polscy aktorzy — gwiazdy pokroju Pitt i Jolie niechętnie tracą czas na seriale). Dokrętki do serialu zostaną zrobione w trakcie zdjęć do filmu.

Inwestorami znad Wisły będą też na pewno duże polskie spółki giełdowe, w tym państwowe. Gdy padają pytania o Telekomunikację Polską, Orlen, Pocztę Polską czy KGHM, zaprzeczeń nie słychać. Pada jednak okrągłe zdanie, że w Polsce jest wiele firm i osób, które są zainteresowane zainwestowaniem w film, który może mieć dystrybucję w kilkudziesięciu krajach. "To zawsze działa uspokajająco na inwestorów".

Kolejnym pewnikiem jest, że połowa z polskiego budżetu na "Krzyż walecznych" zostanie przeznaczona na gaże dla aktorów. Ogromną większość z około 12 mln dolarów pochłonie wynagrodzenie dla Pitta i Jolie lub innych gwiazd, gdyby pary nie udało się namówić. Czy to jednak wystarczy, by skłonić tuzy hollywoodzkiego ekranu tego pokroju? Brad Pitt potrafi przecież zarobić 20 mln dolarów za jeden film.

Jan Rodowicz, prezes EC1 Films, spółki, która w imieniu Żydowicza i Bartkowiaka odpowiada za superprodukcję i jej budżet, przekonuje, że nie zawsze kasa jest najważniejsza.

— W tym filmie najbardziej pociągająca dla gwiazd może być historia — dorzuca Marek Żydowicz, który rozglądał się za scenariuszem i dobrą historią od kluczowego sylwestra 2006.

Bo Polska wygrała

Wybór na historię życia Meriana C. Coopera padł z co najmniej dwóch przyczyn. Pierwsza jest prozaiczna. W posiadaniu Agencji Filmowej był akurat taki ciekawy scenariusz filmu, napisany przez prawnika Pawła Szałamacha i historyka Iwo Bendera. To na jego podstawie amerykański scenarzysta Wayne McDaniel stworzył historię, którą zekranizuje Andrzej Bartkowiak, reżyser filmu (serial zrobi inny polski reżyser).

Zdecydowało jednak również, a może przede wszystkim, to, że Merian C. Cooper jest postacią niezwykle barwną i do tego spełnia warunek sine qua non, aby zainteresować produkcją Amerykanów. Jest znany, bohaterski i pomagał innemu narodowi walczyć z najeźdźcą. Do tego w końcu, m.in. dzięki Cooperowi i jego lotnikom, odnieśliśmy zwycięstwo w wojnie z bolszewikami, które zwieńczyła bitwa warszawska. Polsce potrzebny jest film historyczny z happy endem. Amerykanom zaś przyda się historia, w której bohatersko pomagają zdawałoby się przegranemu narodowi, na który spada niemal dziesięciokrotnie liczniejsza Armia Czerwona. Na film o pięknej klęsce, na przykład powstania, raczej nie sypnęliby groszem.

— Cooper to pełen ambicji, fantazji i odwagi młody Amerykanin, zafascynowany swoim pradziadkiem, który wałczył o niepodległość Stanów Zjednoczonych wraz z polskimi ochotnikami u boku Pułaskiego i Kościuszki — bohaterów narodowych Polski i Stanów Zjednoczonych — tłumaczy dr Andrzej K. Kunert, konsultant historyczny filmu.

Po zakończeniu I wojny światowej Cooper przyjechał z Francji do Lwowa z pierwszym transportem pomocy żywnościowej. Początkowo kierowała nim chęć zyskania sławy i przeżycia emocjonujących przygód, z czasem jednak jego nastawienie się zmieniło.

Połowa maja 1919 r. Z generałem Tadeuszem Rozwadowskim, którego poznał we Lwowie, Cooper trafił do Józefa Piłsudskiego i zaproponował mu, że zrezygnuje ze służby w armii amerykańskiej i wstąpi do polskiego lotnictwa. Początkowo Piłsudski nie rozumiał, o co jankesowi chodzi, i sądząc że młody oficer chce zostać najemnikiem, skrzywił się. Cooper wspominał potem: "Zerwałem się na nogi i powiedziałem mu, że nie przyjmę żadnego awansu, póki nie zasłużę na to w walce i że nie przyjmę ani centa ponad to, co otrzymuje polski oficer. Płomienne, wiercące oczy Marszałka patrzyły na mnie przez sekundę, a potem wstał i uścisnął mi rękę".

Od października 1919 r. Cooper został zastępcą majora Cedrica Faunt-le-Roya, dowódcy 7. Eskadry Myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki, w której służyło kilkunastu pilotów amerykańskich. Eskadra, nazywana Kościuszkowską, odegrała poważną rolę w wojnie polsko-bolszewickiej, m.in. w walkach z Armią Konną Budionnego, o czym świadczą choćby zapisy w dzienniku walczącego po drugiej stronie frontu Izaaka Babla.

Wojna i miłość

Oprócz zasług amerykańskich pilotów i zwycięstwa wojsk Piłsudskiego w bitwie warszawskiej film Andrzeja Bartkowiaka i serial, który przy tej okazji powstanie, eksponuje także wątek miłosny — również osnuty na prawdziwej historii.

Podczas swojej przygody w Polsce Merian C. Cooper miał romans z Angielką Marjorie Crosby Słomczyńską (Daisy) — to ją miałaby zagrać Angelina Jolie. Kluczowy moment dla ich związku?

Lipiec 1920 r. Okolice Równego. Dwupłatowego myśliwca Ansaldo Balilla, który pilotuje Cooper, strącają Rosjanie. Pilot zginął — niesie wieść, ale Merian uszedł z życiem. Dostał się do niewoli sowieckiej. Bolszewicy go nie poznali, choć usilnie wtedy na niego polowali (Budionny wyznaczył pół miliona rubli dla tego, kto zabije lub schwyta kapitana Coopera). Cooper nie miał munduru ani dokumentów. Jedyną rzeczą, dzięki której można go zidentyfikować, jest robocze ubranie z naszywką Frank Mosher. Jako robotnika bolszewicy kierują go do przymusowej pracy.

Dziewięć miesięcy później uciekł z obozu i po pokonaniu 700 km (pieszo) wrócił do Warszawy.

Był rok 1921. Daisy wyszła za mąż za innego oficera. Miała małe dziecko.

Poniewczasie Cooper dowiedział się, że to jego syn. A do małżeństwa doszło honorowo, w myśl niepisanej zasady, że dziewczyny zabitego żołnierza, na dodatek w ciąży, nie można zostawić samej sobie.

10 maja 1921 r. W Belwederze Merian C. Cooper zostaje udekorowany przez marszałka Józefa Piłsudskiego najwyższym polskim orderem wojskowym — Orderem Virtuti Militari V klasy. Niemal dzień później, z duszą na ramieniu, wraca jednak do USA. Ma plan. Robi tam karierę producenta filmów. I to wielką.

Merian C. Cooper wyprodukował przeszło 60 filmów, m.in. "King Konga" (1933), którego był także współscenarzystą, współreżyserem i w którym sam wystąpił (grał pilota samolotu atakującego King Konga). Odpowiada też za "Rio Grande" (1950) Johna Forda z Johnem Wayne’em. Także on skojarzył na ekranie słynną parę taneczną Freda Astaire’a i Ginger Rogers.

Syn Daisy i Coopera Maciej Słomczyński został za to pisarzem i znakomitym tłumaczem. Przełożył na polski "Ulissesa" Joyce’a, wszystkie dzieła Szekspira, "Raj utracony" Miltona, "Piotrusia Pana" Barriego, "Alicję w krainie czarów" Carrolla oraz "Podróże Guliwera" Swifta.

Słaba historia? Raczej nie.

Instytut dołoży

Krakowskie Przedmieście. Warszawa. Z okien Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, którym kieruje Agnieszka Odorowicz, widok jest niezgorszy. Przez ulicę Pałac Prezydencki. Po sąsiedzku minister kultury.

Dyrektorka — niezależnie od wytycznych ekspertów wciąż oceniających projekty filmowe — ma decydujący głos, na co instytut sypnie kasą, a na co nie. I do tego, w jakiej wysokości będzie dotacja.

— Projekt filmu o Cooperze dostał od nas wsparcie na etapie przygotowywania scenariusza. Biorąc pod uwagę aspekt promocji polskiej historii i tego niezwykłego, wielkiego zwycięstwa oraz ogromne szanse tego projektu na rynku globalnym — nazwiska Coopera jest legendą w Hollywood — najpewniej wesprzemy ten projekt także na etapie produkcji. Choć oczywiście nie będę niczego przesądzać już dziś — mówi Agnieszka Odorowicz.

Żydowicz i Bartkowiak zamierzają starać się o wsparcie instytutu w sesji, która odbędzie się 1 grudnia tego roku.

Ile "Krzyż walecznych" dostanie? Na razie największe pieniądze otrzymał Andrzej Wajda i "Katyń" (6 mln zł).

Tak czy inaczej, dotacja wcale nie będzie kluczowa dla decyzji o realizacji projektu. Będzie dobrze, gdy pokryje 5 proc. kosztów filmu i serialu.

— Decydujące będzie, czy znajdzie się na tyle znacząca część pieniędzy po polskiej stronie, aby mocny amerykański dystrybutor lub koproducent nie przejął projektu. Wtedy wątek polski może zostać zmarginalizowany, a Andrzej Bartkowiak jako reżyser nie miałby pełnej swobody. A tego nie chcemy — przyznaje Agnieszka Odorowicz.

Marek Żydowicz wierzy, że projekt się powiedzie. Koniec zdjęć przewidziano wstępnie na rok 2010. Scenariusz już jest. Dla serialu powstaje. Będzie miał osiem odcinków.

— Rozmawiamy z bardzo poważnymi partnerami w Stanach Zjednoczonych. Nie bez znaczenia w tych rozmowach jest to, że Andrzej Bartkowiak zaangażował się w projekt. On jest bardzo ceniony jako twórca wielu filmów, które odniosły komercyjne sukcesy. Wayne McDaniel, scenarzysta, też nie jest anonimowy. Napisał "The Ben Stiller Show", serial, który zdobył Emmy. Jest współautorem scenariusza do filmu "Epidemia", który zarobił 188 mln dolarów — mówi Marek Żydowicz.

Scenariusz przyszłości

Sylwester. Andrzej Bartkowiak i Marek Żydowicz, żegnając 2010 rok, pociągają coś mocniejszego. Rozmowa schodzi na polskie filmy i seriale. Andrzej Bartkowiak opowiada, że jego dzieci, które zabrał tu ze Stanów, są wyraźnie zachwycone ich filmem o Cooperze. Serialem, którego premierowy odcinek TVP nadała w święta — też.

Tak właśnie kończy się rok, w którym polska kinematografia wyprodukowała wielki kasowy przebój. Do tego nasz kraj zrobił sobie właśnie największe public relations od lat.

Pokazaliśmy, że oprócz spektakularnych porażek potrafiliśmy w swojej historii zwyciężać. I to spektakularnie. W końcu decydującą o zwycięstwie nad bolszewikami bitwę warszawską Vincent d’Abernon, brytyjski polityk, dyplomata i pisarz, nazwał "osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata". Może na wyrost. A może nie. n

Superprodukcja po superprodukcji?

Triumfalny przemarsz Jana III Sobieskiego z Wawelu na krakowski rynek zakończył w niedzielę 14 września, kulminacyjne obchody 325. rocznicy Wiktorii Wiedeńskiej.

Kraków trzykrotnie organizował obchody wiktorii wiedeńskiej. W 1883, 1933 i w 1983 r. Tym razem odbyło się około 30 imprez. Na małym rynku trwał jarmark krakowsko-wiedeńsko-turecki. W katedrze odprawiono uroczystą mszę. Radni uczcili rocznicę uroczystą sesją. W sobotę wieczorem na Błoniach odbył się spektakl "Venimus, Vidimus, Deus Vicit".

W obchody mocno zaangażował się Mariusz A. Białek, pomysłodawca filmu o odsieczy wiedeńskiej, dzięki czemu przypomniał o projekcie za 200 mln zł, o którym mówi się, że jego główną gwiazdą może być Mel Gibson. W Polsce na potrzeby finansowania "Victorii" pomysłodawca zarejestrował już dedykowany inwestycyjny fundusz filmowy, pierwsze takie narzędzie nad Wisłą.

— Powoli pracujemy nad stroną amerykańską. Jeżeli znajdziemy tam poważnego dystrybutora, zaczniemy sprzedawać jednostki funduszu. Szansa na zadowalającą stopę zwrotu dla inwestorów pojawi się wyłącznie wtedy, gdy film będzie dystrybuowany na całym świecie — mówi Białek.

Przekonuje, że wierzy, iż premiera filmu może się odbyć 11 września 2011 r., w 10. rocznicę zamachu na World Trade Center i Pentagon.