„Lepiej jeszcze nie jest, ale ma być” — tak pisaliśmy w kwietniu ubiegłego roku o spółce Harper Hygienics, która od debiutu na GPW w 2010 r. przynosiła inwestorom giełdowym niemal same rozczarowania. Producent wyrobów kosmetycznych i higienicznych ogłosił wtedy prognozy na dwa lata i zapowiadał redukcję przygniatającego go zadłużenia dzięki wsparciu rosyjskiego inwestora branżowego — Maralbeka Gabsattarowa, oraz jego grupy iCotton. Teraz, po kilku szybkich zmianach w zarządzie, prognozy zostały po cichu odwołane w raporcie kwartalnym opublikowanym pod koniec grudnia.

— Mamy nowy zarządi musimy zweryfikować przyjęte wcześniej założenia — mówi Amit Tilani, dyrektor finansowy i członek zarządu Harper Hygienics.
Prognozy do kosza
Harper został wprowadzony na giełdę w 2010 r. przez fundusz Enterprise Investors, który w 2004 r. zainwestował w niego 118 mln zł. W ofercie publicznej 40-procentowy pakiet sprzedano za 53 mln zł, co oznaczało 4,1 zł za walor. W kolejnych latach kurs spadał, a zadłużenie rosło i w marcu 2017 r. 60-procentowy pakiet akcji został sprzedany za 1 EUR inwestorowi branżowemu — zarejestrowanej na Łotwie spółce iCotton, za którą stoi Maralbek Gabsattarow. Na giełdzie za akcję spółki płacono wtedy około 1 zł. Teraz płaci się 0,13 zł, a kapitalizacja skurczyła się do niespełna 9 mln zł.
Zgodnie z opublikowaną pod koniec kwietnia prognozą spółka miała mieć w 2018 r. 286,7 mln zł przychodów i 15,1 mln zł zysku na poziomie EBITDA, a w 2019 r. 332,6 mln zł przychodów i 24,6 mln zł EBITDA, zmniejszając jednocześnie wskaźnik dług netto/EBITDA z poziomu 5,5x w 2018 r. do 3,5x w 2019 r. Tymczasem w raporcie jednostkowym za pierwsze półrocze zarząd poinformował o „odwołaniu w całości prognozy na rok 2018” z powodu zmian w składzie zarządu oraz konieczności podjęcia czynności zmierzających do remontu i inwestycji w maszyny w fabryce w Mińsku Mazowieckim. Spytaliśmy spółkę o to, ile pieniędzy jest potrzebnych na remont i inwestycję w maszyny w fabryce w Mińsku Mazowieckim, w jaki sposób Harper chce pozyskać te pieniądze i czy możliwe jest przeprowadzenie emisji akcji lub udzielenie pożyczki przez głównego akcjonariusza. Odpowiedź w skrócie? Nie wiadomo.
— Obecnie jesteśmy w trakcie szacowania środków, które przeznaczymy na reorganizację naszej fabryki w Mińsku Mazowieckim, co w konsekwencji przyczyni się do zwiększenia innowacyjności i automatyzacji produkcji. Na tym etapie jeszcze nie rozważamy źródeł finansowania tej inwestycji — mówi Amit Tilani.
Uciążliwe zadłużenie
W 2017 r. spółka miała 243,5 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, czyli o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Wynik na poziomie EBITDA spadł jednak o połowę, do 5,7 mln zł, a na poziomie netto strata wyniosła 6,7 mln zł. Głównym problemem Harpera jest wysokie zadłużenie, co jest pokłosiem wartej około 100 mln zł inwestycji w linię produkcyjną Arvell do produkcji włóknin. Rosyjscy inwestorzy po wejściu do spółki podkreślali, że sprzedawanie produkowanej na niej włókniny odbiorcom biznesowym okazało się nieopłacalne. Popyt na wytwarzane samodzielnie przez Harpera produkty z tej włókniny też rozczarował. Na 30 września zobowiązania krótkoterminowe Harpera przekraczają aktywa obrotowe o prawie 53 mln zł, na co zwracali uwagę audytorzy. Zarząd jednak podtrzymuje, że mimo to nie ma ryzyka dla kontynuacji działalności spółki.
— Spółka od dłuższego czasu posiadała taką strukturę. Podejmujemy liczne działania zmierzające do zmiany tych proporcji. Sytuacja jest pod kontrolą, spółka na bieżąco reguluje swoje zobowiązania — mówi Amit Tilani.
Przypomnijmy, że 8 października ze stanowiska prezesa Harpera zrezygnował Rafał Szczepkowski, a 28 listopada prezesem przestał być mianowany na jego miejsce Adam Pieniacki. W raporcie bieżącym napisano, że jako uzasadnienie rezygnacji wskazał „brak możliwości pełnienia funkcji”.