Hawe znów bez inwestora

opublikowano: 01-06-2015, 00:00

Whitestone, które miało finansować wykup menedżerski światłowodowej spółki, wycofało się z transakcji.

Miało być jak nigdy, a skończyło się jak zawsze — Marek Falenta po raz kolejny nie dogadał się z inwestorem, zainteresowanym przejęciem kontroli nad światłowodowym Hawe.

Whitestone Capital, luksemburski wehikuł, kierowany przez Waldemara Tevnella i Siergieja Skaterszikowa, wycofał się z negocjacji. Miał wesprzeć finansowo w wykupie menedżerskim Pawła Sobkowa, prezesa spółki, i Pawła Paluchowskiego, wiceprezesa, a także objąć akcje nowej emisji.

Luksemburskie fiasko

Zgodnie z raportami giełdowymi, negocjacje dotyczyły objęcia akcji nowej emisji za 30 mln zł i przejęcia pakietu papierów Hawe, który jest w posiadaniu cypryjskiego podmiotu Trinitybay Investments.

— Mieliśmy odmienne strategie co do dalszego rozwoju spółki i przeznaczenia pieniędzy z ewentualnej emisji. Nadal uważamy, że spółka jest atrakcyjna, ale w obecnej sytuacji nie ma co myśleć o powrocie do rozmów — mówi tylko Waldemar Tevnell, szef Whitestone Capital.

Hawe poinformowało, że wykup menedżerski teoretycznie może jeszcze dojść do skutku — na razie wydłużono termin zakończenia negocjacji i zawarcia ostatecznej umowy do 15 czerwca.

— Projektując transakcję MBO, przygotowaliśmy kilka wariantów, które zakładają również objęcie emisji akcji przez inne podmioty niż Whitestone. Myślę, że w ciągu tygodnia będziemy mogli poinformować rynek o ostatecznym kształcie transakcji. Brak udziału Whitestone w objęciu emisji nie musi jednak oznaczać wycofania się ze współpracy z Hawe — mówi Paweł Sobków.

W piątek, 29 maja, zapadały dwie serie obligacji Hawe na łącznie 10 mln zł. Czy spółka je wykupiła? — Jesteśmy blisko finału procesu związanego z wykupem obligacji — mówi Paweł Sobków.

Dziwne negocjacje

Nie jest jasne, iloma akcjami Hawe faktycznie dysponuje dziś Marek Falenta. Według raportów spółki, inwestor osobiścieposiada 8,28 mln papierów (7,7 proc.), a kojarzona z nim cypryjska spółka Trinitybay Investments ma 28 mln akcji, czyli 26,1 proc. Na walnym spółki 13 maja Trinitybay zarejestrowało 17,66 mln akcji, czyli 16,5 proc. kapitału.

Tymczasem negocjacje z Whitestone pierwotnie, w połowie kwietnia, dotyczyły pakietu 17,6 proc., a zgodnie z raportem z 13 maja — w grę wchodziła sprzedaż „co najmniej 14,45 proc.”.

Choć Trinitybay jest jednoznacznie kojarzone z Markiem Falentą, inwestor oficjalnie nie potwierdza, że jest zaangażowany w spółkę. Na pytanie o to, czy on lub któryś z członków jego rodziny jest udziałowcem cypryjskiego wehikułu, nie udzielił nam odpowiedzi. W negocjacjach z Whitestone brał jednak udział. W jakiej roli, jeśli nie jako udziałowiec Trinitybay?

„Uczestniczę w negocjacjach obejmujących swoim zakresem sprzedaż mojego pakietu akcji. Jestem przekonany, że w przeciągu najbliższych kilku tygodni będziemy mogli dopiąć tę transakcję” — tak jeszcze w czwartek, tuż po zwolnieniu przez prokuraturę (patrz ramka), Marek Falenta odpowiadał na nasze pytania o negocjacje z Whitestone.

Opuszczanie okrętu

Marek Falenta przez lata dbał o poprawę reputacji swoich biznesów, ściągając znane nazwiska. Członkiem zarządu Hawe przez kilka miesięcy był Jarosław Bauc, a przez radę nadzorczą spółki przewinęła się cała plejada rynkowych gwiazd, m.in. Tomasz Misiak i Grażyna Piotrowska-Oliwa.

Wszyscy dawno zdążyli już jednak zniknąć ze spółki. Podczas walnego Hawe 18 maja akcjonariusze odwołali ostatniego niezależnego członka rady nadzorczej, krakowskiego biznesmena Wiesława Likusa.

— Nie wiem, jakie były powody odwołania mnie z rady nadzorczej — otrzymałem po prostu taką informację od sekretarki i podziękowałem za współpracę — mówi Wiesław Likus. Na rynku w ostatnich tygodniach spekulowano, że jeden z polskich milionerów po cichu skupuje akcje Hawe z rynku i może dokonać przewrotu we władzach spółki. Według naszych źródeł miał to być właśnie Wiesław Likus — ten jednak szybko ucina spekulacje. — Nie mam żadnych akcji Hawe — mówi Wiesław Likus. © Ⓟ

Inwestor kontra śledczy

Marek Falenta, uznawany przez prokuraturę za centralną postać tzw. afery taśmowej, ciągle ma problemy z prawem. W ubiegłym tygodniu został zatrzymany na polecenie warszawskiej Prokuratury Okręgowej, która postawiła mu zarzuty korupcyjne w związku z przedstawieniem przez biznesmena fałszywego zwolnienia lekarskiego w innej sprawie — toczącym się w białostockiej prokuraturze postępowaniu dotyczącym podsłuchiwania pracowników handlującej węglem firmy Energo z Bielska Podlaskiego. Przyznał się do winy. „Przyznałem się do tego, że będąc chorym nie poszedłem do lekarza, tylko poprosiłem znajomego o pomoc w zorganizowaniu zwolnienia lekarskiego. Koszmarne nieporozumienie i mój ewidentny błąd” — napisał Marek Falenta na blogu. Biznesmen zanotował jednak w ubiegłym tygodniu jeden sukces w walce z Temidą — został uniewinniony w sprawie dotyczącej podejrzenia korumpowania przed dekadą pracownika częstochowskiego zakładu energetycznego w związku z działalnością firmy Electus, niegdyś kontrolowanej przez Marka Falentę i zajmującej się skupowaniem długów szpitali.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu