Heroina w kurniku.pl

Karol Jedliński
03-10-2008, 07:18

Wszystkie tuzy internetu chcą go mieć. A  jemu nie po drodze takie tango. W pojedynkę zjada Polakom 10 mln godzin miesięcznie. Uzależnia.

Jesień 2008. Bardzo ważny dzień w historii pewnej giełdowej spółki z północnej Polski. Będzie fuzja albo jej nie będzie. Kończy się kilkugodzinna przerwa w negocjacjach, a tymczasem prezesa nie można wyciągnąć z gabinetu. Zmęczenie, medytacja, stres? Nic podobnego. Szef zasiedział się na Kurniku. Jest jedną z ćwierć miliona osób przewijających się tam każdego dnia. Rozgrywa czwartą już partię szachów. Dręczy go myśl, czy nie kupić swego ulubionego serwisu. Rząd wielkości — co najmniej kilkanaście milionów złotych. Ale warto, Kurnik ma możliwości zarabiania wielkich sum.

Asystentka pogania. Ostatnia partia kończy się remisem.

Z jajami. W kurniku
Zima 2001. 23-letni Marek Futrega, student informatyki na UW. Fan designu, ale tego spod znaku prostoty. Pochodzi z Morąga i jest typem komputerowca. Potrafi ślęczeć nad maszyną kilkanaście godzin dzień w dzień. Zarabia, m.in. sprzedając oprogramowanie do czatów, razem z kolegą robią kilkadziesiąt tysięcy złotych obrotu miesięcznie. Lubi poćwiczyć umysł, grając w warcaby, tysiąca czy scrabble. Oczywiście w internecie. Tyle że żadna z istniejących stron mu się nie podoba. Nie podoba się — sam zrób! I tak 15 czerwca, z akademika, rusza Kurnik.pl. Prosty aż do bólu.

Kilka lat później interesują się nim wszyscy wielcy polskiego internetu. Kuszą ich oszałamiające statystyki Kurnika. Ale Kurnik nie jest — na razie — na sprzedaż. "Dziękuję, proszę odezwać się za rok" — odpisuje na oferty Marek Futrega. I co roku historia się powtarza.

Ot, zwykły dzień. Wieczorem, tuż po 21, w Kurniku gwarno. W jedną z prawie czterdziestu gier online —od kanasty i chińczyka, przez kółko i krzyżyk, po literaki (scrabble) — gra jednocześnie ponad 30 tys. osób. Na stronie playok.com można znaleźć prawie 30 wersji językowych Kurnika. Przetłumaczonych spontanicznie i za darmo przez internautów! Tu jest mniej gier i mniej użytkowników, bo ledwie kilkuset — przede wszystkim z Chin, Hiszpanii czy Holandii. Katują głównie szachy.

Dużo później. O 4.30 rano na Kurniku siedzi wciąż 1,7 tys. osób. Niektórzy właśnie zaczynają dziesiątą godzinę gry non stop. Nie wyśpią się na walne, zawalą egzamin, przebimbają połowę szkolenia. Bo w Kurniku grasuje złodziej. Czasu. Miesięcznie setkom tysięcy Polaków wykrada 10 milionów godzin. Prawie dwa tysiące minut na łebka…

— Wiele razy ostrzegałem, by obchodzić się z Kurnikiem ostrożnie. Chociaż można powiedzieć, że to przecież nie leży w moim interesie — zaznacza Marek Futrega.

Pytaj pan. Konkretnie
Umówić się z nim przed południem "na mieście" nie sposób. Raz, że wciąż potrafi się zasiedzieć do późna (niekoniecznie grając), dwa, że nigdzie mu się nie spieszy. Pełen luz, spotkajmy się na herbatce. W ogóle dziennikarzy nie kusi, PR-u nie robi. Rok temu ukazał się o nim jedyny tekst, w "Gazecie Olsztyńskiej". Średnio mu się podobał. Szczególnie tytuł: "Genialny chłopak z Morąga podbija świat za pomocą kurnika". No i w czasie sesji fotograficznej kazali "geniuszowi" obściskiwać monitor starawego maca… A tu żaden z niego geniusz i model. Skromny, dokładny i prosi o precyzyjne pytania. Numeru komórki do siebie nie podaje (choć pokazuje — oczywiście nowego — iPhone’a). Tylko e-mail. Za to sprawdza go całkiem często ("iPhone to narzędzie, a nie tylko bajer").

— Znajdziemy się, będę w brązowej kurtce — pisze.

Spóźniam się prawie kwadrans. Człowiek w brązowej kurtce był punktualnie.

— Cholerne korki — tłumaczę, pokazując gęsty miks tramwajów i samochodów na głównej ulicy. Leje.

Czym przyjechał, że jest o czasie?

— Rowerem, tam stoi — pokazuje.

— Roverem? — pytam, szukając wzrokiem potężnej brytyjskiej terenówy.

Rowerem, białym. Samochodu nie ma i mieć nie zamierza. Minimalista, przedmioty nie są najważniejsze. W końcu zarabia w wirtualnym biznesie.

Witam. Za ile?
Później okaże się, że wysiaduje miliony, ale mieszkania też nie ma. Wynajmuje, w bloku na obrzeżach Warszawy. Urzekło go tym, że było puste. I takie pozostało. Choć nie jest tak, że przymiera głodem i ma tylko dwa podkoszulki.

— Wielu internautów wciąż myśli, że ja jeszcze na tym nie zarabiam. A tymczasem mam umowę z o2. Oni mają wyłączność na reklamę na serwisie i wliczają sobie jego statystyki — tłumaczy Futrega.

W zamian dostaje przyzwoitą sumę.

— Nie myślę jednak o maksymalizacji zysków, lecz o zwiększeniu popularności serwisu. Choć stać mnie na to, by żyć jak burżuj — mówi.

Dowód: o2 może wykorzystywać Kurnik jako planszę reklamową, ale tylko w ściśle określonym zakresie. Żadnych denerwujących pop-upów, top layerów czy innego dziadostwa. Gracz ma się koncentrować na grze, a nie na latającym okienku.

— To, co drażniło mnie na innych serwisach z grami, to ich przekombinowanie. Zbędne efekciarstwo. Postawiłem na rozbudowane statystyki, szybkie serwery, trafiam do innego audytorium niż tylko nastolatki — zaznacza.

Zdarza się więc tak:

— Kontaktują się, proponują interesy. Dlatego wiem, że wiele osób ze świata biznesu ma konta na Kurniku — zdradza Marek Futrega.

Gram. Mam 5. dan
Adam Guz, doradca i inwestor, właściciel GoAdvisers, a do tego anioł biznesu inwestujący w dobrze rokujące przedsięwzięcia, to przede wszystkim fan golfa. A co na drugim miejscu?

— No i gram na Kurniku, w brydża. Ten gość to genialny jest — rzuca.

Znowu "genialny".

— Zamiast gapić się, oczywiście po pracy, w telewizor, wolę poćwiczyć karty czy literaki — tłumaczy Adam Guz, na Kurniku pod nickiem mad64.

Tak ma szansę zmierzyć się z najlepszymi. Dość powiedzieć, że nietrudno spotkać tu brydżowych mistrzów Polski. A szachiści z tytułem arcymistrza: Krasenkow, Macieja? Witamy. A do tego np. Jakub Borlik, vel "wolfer", mistrz Europy w młynku. Nie wiadomo, kto jest mistrzem globu w kółku i krzyżyku czy piłkarzykach na kartce w kratkę, ale można podejrzewać, że i tak gra na Kurniku. Leszek Sołdan, współwłaściciel giełdowej spółki  Wola Info, na Kurniku ma kilka nicków, najbardziej znany to handy2. Teraz zarabia jako konsultant informatyczny, właśnie jest w drodze do Chin, jedzie na Olimpiadę Sportów Umysłowych. Sołdan, 5. dan, to gracz go, czyli trzeciej na świecie, po szachach i brydżu, najpopularniejszej dyscyplinie sportów umysłowych: gra w nią ponad 60 mln osób. Nagrody główne w turniejach dochodzą do 400 tys. dol. Ewenement — go oparło się technologii. Superkomputer przegrywa z bardzo przeciętnymi graczami.

— Dlatego też ta gra ma przyszłość w internecie, bo nie można oszukiwać, zaprzęgając do gry maszyny — uważa Sołdat, jedenastokrotny indywidualny mistrz Polski w go, obecny prezes Polskiego Stowarzyszenia Go.

Po nocach? Ćpam.
Wróble ćwierkają, że częstymi gośćmi Kurnika są też prezes  GTC i szef Gemiusa Piotr Ejdys. Ten informatyk po UW, wykładowca akademicki, maratończyk i dyplomowany sędzia piłkarski, którego specjalnością jest sztuczna inteligencja, nie pogardzi wojną umysłów w Kurniku. Inny, biznesowy potentat (ale nazwisko!) niestety zastrzega anonimowość, jednak się przyznaje:

— Żona myśli, że w nocy przy laptopie szlifuję dokumenty firmowe — tłumaczy.

Społeczność: oto siła Kurnika. Ta zwykle lepiej wykształcona, z ambicjami. Znakomity target dla reklamodawców. To ona opanowała wiele pokoi gry (nazywanych od nazw wiosek z okolic Morąga) i to ona tworzy niepisaną etykietę Kurnika. Chamstwo jest niemile widziane. A do tego tysiące graczy, którzy potrafili zmobilizować swoje portfele w chwili zagrożenia. Bez nich Kurnika mogłoby już dawno nie być. Może właśnie dlatego Marek Futrega nie chce nabijać "ich" miejsca reklamami?

— Kilka lat temu były dwie zbiórki na serwery. Ludzie, w tym ja, spontanicznie odszukiwali się po internecie i zachęcali, by dać stówę, dwie, parę złotych. Udało się — to Adam Guz.

W sumie Kurnik dostał zastrzyk prawie 90 tys. zł, ot, na gębę, za obietnicę, że będzie działać. Kurnikowcy zaufali, że tu nie chodzi o komercyjne zapędy. To w internecie kolejny ewenement. Zwykle projekt, który nie potrafi sobie zapewnić instytucjonalnego finansowania, umiera śmiercią naturalną. Naszą-klasę uratował cichy inwestor z Estonii, który postanowił już zarabiać na całego. A tu niemal rodzina: nieznajomi gracze łączą się w pary i potem zapraszają Marka Futregę na chrzciny, śluby, imprezy itp. Choć są i takie listy: "Witam, chciałbym dowiedzieć się, czy mógłby zostać zablokowany mój aktualny adres IP? Moi rodzice są ze mną na wakacjach i zamiast zwiedzać, wolą całymi dniami grać w brydża i inne gry. Wiem, że w sumie nie leży to w pana interesie, ale czy mógłby pan zrobić ten wyjątek i zablokować mój IP na najbliższy miesiąc?". Heroina... Najwięksi rywale Kurnika w Polsce są prawie dwa razy mniej uzależniający.

Niepokój. Quo vadis?
Publiczność serwisu zdaje się, dorasta do jego większej komercjalizacji:

— Nie wiedziałem, że właściciel Kurnika ma deal z o2. Wcale mnie to nie bulwersuje. Uważam wręcz, że mogłyby pojawić się bardziej inwazyjne reklamy. Z biznesowego punktu widzenia mogę coś poklikać — w czasie, gdy komputer rozkłada karty — zaznacza Adam Guz.

Widzi tu maszynkę do zarabiania pieniędzy, która może się zaciąć. Czas wskoczyć grzędę wyżej.

— Trochę niepokoi mnie brak nowych cech, nowych możliwości Kurnika. Boję się, że ktoś może zrobić lepszy Kurnik bis, mając wsparcie marketingowe i finansowe. I w ten sposób odebrać użytkowników pierwowzorowi — uważa właściciel GoAdvisers.

Kolejny ewenement: regułą w krajach z rozwiniętym społeczeństwem internetowym jest dominacja wielkich graczy w kategorii gier wieloosobowych. Firmy takie jak Kurnik są zwykle jedynie poddostawcą gier dla dużych portali. Ale nie w Polsce. Marek Futrega ma świadomość, że tu trudno będzie osiągnąć coś więcej. Dlatego rozwija playok.com, zagraniczną gałąź Kurnika.

— Mam też serwis Garnek.pl, który także jest prosty i skutecznie przyciąga fanów zdjęć. Prowadzę także słownik alternatywny, który przydaje się przy grze w literaki, jest też wykorzystywany na Linuksie i w przeglądarce Firefox. Za darmo — zaznacza Marek Futrega.

A oferty kupna płyną. Ostatnio są już ośmiocyfrowe. Trafiają jednak do człowieka, dla którego kasa nie jest fetyszem. Zarabiał już pod koniec podstawówki, na "Grajku", odtwarzaczu muzyki. Wysyłał kopie "Grajka" na dyskietkach. "Pierwszy polski odtwarzacz modułów" — wabił w ogłoszeniach na łamach prasy komputerowej.

— W mieszkaniu mam biurko, komputer, materac. Więcej mi nie potrzeba. Z milionami nie miałbym obecnie co zrobić. Stać mnie na to, czego potrzebuję, czyli głównie długie podróże. Myślę więc o Krzemowej Dolinie, jako inspirującym miejscu. Może pomieszkałbym tam rok i zobaczył, jak to jest? — zastanawia się Marek Futrega.

Hm, Silicon Valley, mekka internetu. Czyha na intratną propozycję z Google’a?

— Nie liczę na to.

Wsiada na rower i odjeżdża.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Heroina w kurniku.pl