Po 11 latach przerwy na rynek wchodzi kolejny niezależny broker foreksowy zarejestrowany w Polsce. Za HFT Brokers stoją Tomasz Rulka, Robert Walicki i Krzysztof Głowala. Do tej pory byli kojarzeni z innym biznesem — dystrybucją usług telefonii komórkowej sieci Plus i T-Mobile. W warszawskim biurze HFT Brokers można spotkać specjalistów pracujących wcześniej u konkurencji. W tym gronie są Daniel Kostecki z X-Trade Brokers (XTB) oraz Marcin Bogusz i Tomasz Uściński z TMS Brokers. Ten ostatni był członkiem zarządu TMS.



— Firma jest nowa, ale ludzie, którzy ją tworzą, mają dużą wiedzę o rynku forex — zaznacza Tomasz Szymański, szef marketingu HFT, wcześniej w Noble Securities. — Jestem sceptyczny, jeśli chodzi o szanse powodzenia projektu. Widać w nim fascynację sukcesem XTB — mówi Maksymilian Skolik, dyrektor departamentu rynków nieregulowanych w DM mBanku.
Miliardowa wycena
Gdy w październiku 2010 r. Enterprise Investors zdecydował się zapłacić 224 mln zł za mniejszościowy pakiet XTB, dało to wycenę całej spółki na poziomie 1,1 mld zł. Przeprowadzona dwa miesiące później oferta publiczna TMS wyceniła tego brokera na 215 mln zł. Pierwszy miał w 2010 r. 66,7 mln zł zysku netto, drugi — 17,1 mln zł.
— Nie jest tak, że w ciemno postawię na sukces HFT, ale krzyżyka na nich nie położę. Zatrudnili naprawdę dobrych ludzi — zaznacza Filip Kaczmarzyk, dyrektor departamentu rynków zagranicznych w Noble Securities. Inni eksperci są sceptyczni.
— Osiem lat temu był to rynek dziewiczy, dający kilkudziesięcioprocentowe stopy zwrotu. Od dwóch lat — mocno nasycony — uważa Sebastian Zadora z DM Banku Ochrony Środowiska.
— Na każdym młodym i dynamicznie rosnącym rynku jest okres, gdy 1-2 podmioty spijają śmietankę i notują zyski nieosiągalne potem dla innych. Tak było na foreksie. Nie można jednak porównywać stanu sprzed 5-7 lat do obecnego. Nie ma eldorado — mówi Maksymilian Skolik.
Od giełdowego debiutu zyski TMS wyraźnie maleją. W XTB nie jest źle, ale broker rozwinął działalność za granicą. Prowadzi ją w formie oddziałów: działalność w Polsce i poza nią jest księgowana jako biznes polskiej spółki. Na rynku panuje jednak dość powszechna opinia, że to zagranica ratuje wyniki XTB, gdyż rynki, na których działa, znajdują się na tym etapie rozwoju, na którym Polska była kilka lat temu
. — Nie wypowiadamy się na ten temat — ucina Cezary Andrzejczyk z XTB. O inwestorów foreksowych zabiega coraz więcej domów maklerskich. W ostatnim czasie przypominały sobie o nich zwłaszcza te powiązane z bankami. W 2014 r. rachunki foreksowe zaczęły otwierać domy maklerskie PKO BP i ING Securities, w 2012 — mBanku i BZ WBK.
— Nie jest już tak, że z czymkolwiek się wejdzie, zarobi się dużo pieniędzy. Stawiamy na jakość. W bankowości też była duża konkurencja, ale pojawił się Alior Bank i pokazał, że można zrobić coś lepiej i osiągnąć sukces — mówi Tomasz Rulka, członek zarządu HFT Brokers. Jego zdaniem, broker chce osiągnąć break even po dwóch latach działalności.
Wabik dla klientów
Głównym atutem HFT — co po angielsku oznacza zautomatyzowany handel wysokich częstotliwości — ma być system automatyzacji składania zleceń w odpowiedzi na dane makroekonomiczne o nazwie Robotero. Inwestor może ustawić w nim z wyprzedzeniem wygenerowanie zlecenia otwarcia określonej pozycji w zależności od tego, o ile dane odbiegną od konsensu Reutersa. Ma to skrócić generowanie zlecenia o czas potrzebny na zapoznanie się z danymi po publikacji, podjęcie decyzji, kliknięcia w komputerze inwestora i przesłanie zlecenia na serwer brokera. W HFT droga zlecenia klienta na rynek może zaczynać się dopiero od serwera domu maklerskiego. Broker zapewnia, że daje to zaledwie 80 milisekund opóźnienia w stosunku do publikacji danych rynkowych.
— Oczywiście nie jest to czas, który daje przewagę nad funduszami hedgingowymi, które inwestują miliony w technologię i tak naprawdę kreują ten rynek. Ale chcemy się trochę do nich zbliżyć i dać coś, co obecnie nie jest dostępne dla Kowalskiego — komentuje Tomasz Uściński, szef sprzedaży HFT.
— W segmencie handlu wysokich częstotliwości liczy się garstka specjalistycznych podmiotów. Twierdzenie, że w tego rodzaju technologicznym wyścigu partycypować mogą także osoby fizyczne, uznać można za mrzonkę — kwituje Maksymilian Skolik.