Z górą dwadzieścia lat temu satyryk Jacek Fedorowicz ukuł termin „przymiotnik niwelujący”. Rzeczownik opatrzony tym przymiotnikiem zmieniał znaczenie na swoje przeciwieństwo. W czasach PRL takim przymiotnikiem niwelującym był „socjalistyczny”. To wyjaśniało fenomen demokracji socjalistycznej i socjalistycznej praworządności.
Realny socjalizm na szczęście przeminął, ale przymiotniki niwelujące wracają — np. „społeczny”. Gdy jakiś polityk rzuca hasło sprawiedliwości społecznej, można być pewnym, że gdzieś w tle czai się podwyżka podatków. Te refleksje przychodzą nam na myśl, gdy odżywa sprawa przedwojennych obligacji.
Trybunał Konstytucyjny orzekł wczoraj, że przedwojenne obligacje mają nie tylko wartość numizmatyczną. Komentując ten werdykt premier Jarosław Kaczyński przyznał, że sprawę trzeba rozwiązać, ale zastrzegł, że wątpliwe jest „przyjęcie zasady, że biedni Polacy muszą zapłacić potomkom bogatych Polaków”. Skoro premier tak wielką wagę przywiązuje do polityki historycznej, to może warto się pokusić o ekonomię historyczną. Autorytet państwa buduje się nie tylko pomnikami, ale też dotrzymywaniem umów. Sprawiedliwość na tym nie ucierpi. No, chyba że sprawiedliwość społeczna.
Adam Sofuł