Zrzucając propagandowo inflację na złego Putina – który wpływa, ale jedynie częściowo – nie mają ograniczeń w gaszeniu pożaru benzyną. Dlatego przyjęte we wtorek rozporządzenie Rady Ministrów o wysokości płacy minimalnej w 2023 r. właściwie nie powinno być zaskoczeniem. Niestety, dla pracodawców i przedsiębiorców – przede wszystkim mikro- i małych – jest wieścią hiobową.
Tegoroczna miesięczna płaca minimalna brutto wynosi 3010 zł, zaś stawka godzinowa 19,70 zł. Przedkładając partnerom z Rady Dialogu Społecznego propozycje na przyszły rok władcy kraju pierwszy raz od stworzenia kategorii płacy minimalnej ogłosili rozbicie podwyższania jej na dwa etapy. Od 1 stycznia 2023 r. kwoty miały wynosić odpowiednio 3383 zł oraz 22,10 zł, zaś od 1 lipca – 3450 zł oraz 22,50 zł. Rozłożenie na dwa tempa potwierdza nieuchronne według rządu – czyli w niezgodzie z bajkami prezesa NBP – umacnianie się przyszłorocznej inflacji. Poza tym ma to oczywisty kontekst wyborczy, wszak druga podwyżka od 1 lipca będzie w październiku 2023 r. przy urnach pamiętana znacznie lepiej, niż jednorazowa od 1 stycznia.
Rząd wyjął proinflacyjnego królika z kapelusza i podrzucił go w górę. Od 1 stycznia 2023 r. kwoty płacy minimalnej będą wynosiły odpowiednio 3490 zl oraz 22,80 zł, natomiast od 1 lipca – 3600 zł i 23,50 zł. Tempo podnoszenia zatem przyspiesza, aby został wykonany rozkaz Jarosława Kaczyńskiego o osiągnięciu przez płacę minimalną w 2024 r. poziomu 4000 zł. Za rok kolejne rozporządzenie wyda jeszcze rząd PiS i trafi ono w sam szczyt kampanii wyborczej. Łatwa do zapamiętania liczba 4000 zł zostanie rozegrana propagandowo jako jeszcze jeden przykład realizowania obietnic. Oczywiście głęboko pod dywan schowana zostanie realna wartość tej kwoty. Pozorna, czysto arytmetyczna rewaloryzacja jest mirażem i elementem nakręcania inflacyjnej spirali.

Konfederacja Lewiatan: Zły sygnał dla gospodarki
Zaskakująco wysoka podwyżka płacy minimalnej w warunkach galopującej inflacji i kryzysu energetycznego uderzy w przedsiębiorców oraz zatrudnienie. Po przedstawieniu rządowej propozycji Radzie Dialogu Społecznego (RDS) strona pracodawców zwracała uwagę, że część przedsiębiorców może mieć problem z rosnącymi kosztami pracy, także w kontekście wysokich cen energii. Dlatego decyzje finalne są dużym zaskoczeniem. Dyskusja w RDS pokazała różnice, przede wszystkim w kontekście oceny zagrożenia inflacją i spiralą cenowo-płacową, która uderzy nie tylko w gospodarkę, ale przede wszystkim w realne dochody gospodarstw domowych. Pracodawcy opowiadali się za wzrostem wynikającym z obowiązujących wskaźników.
Strona pracodawców oczekuje od rządu pilnego przedstawienia nadzwyczajnych działań. Galopująca inflacja i niekontrolowane wzrosty cen energii są już realnym problemem w działalności gospodarczej. Rząd powinien przedstawić konkretne decyzje na rzecz ograniczenia kosztów działalności firm, zwłaszcza w kontekście łagodzenia cen energii. Niestety, w miejsce realnych działań łagodzących przedsiębiorcy otrzymują kolejną złą informację.
