Krośnieńska Huta Szkła Makora, jeden z nielicznych już producentów kolorowego szkła ręcznie formowanego w Polsce, odradza się po zapaści branży w ostatnich latach. Spółka zaczynała od dzierżawy dwóch pieców hutniczych w hucie Tarnowiec, należącej do Inco Veritas.
Obecnie jest właścicielem tej huty i wiedzie się jej coraz lepiej. W 2011 r. Makora miała 5,5 mln zł przychodów ze sprzedaży netto, podczas gdy rok wcześniej — 2,1 mln zł. Zysk netto wzrósł z 111 tys. zł w 2010 r. do 636 tys. zł w 2011 r. Makora prognozuje, że w tym roku jej sprzedaż wzrośnie o 40 proc.
— Wiele hut szkła nie przetrwało kryzysu, który wybuchł w 2008 r. Te, które zostały, mają problem ze sprzedażą w związku z embargiem nałożonym na Iran, który był jednym z największych odbiorców kryształów. My mamy pełen portfel zmówień — mówi Bogdan Kasprzyk, prezes huty. Spółka szuka nowych rynków zbytu oraz rozszerza ofertę.
— Wprowadzamy nowe technologie produkcji, które ograniczą koszty. Chcemy konkurować ceną, a także zintensyfikować produkcję — podkreśla prezes. Makora oferuje produkty pod markami: Makora, Makora Studio Line oraz Jabłoński Crystal.
— Pod tą ostatnią marką rozpoczęliśmy sprzedaż m.in. szklanych doniczek do storczyków. Nawiązaliśmy współpracę z odbiorcą w USA, który ma 600 punktów sprzedaży w USA i Kanadzie. Pierwsza partia 4 tys. produktów już tam popłynęła — podkreśla Bogdan Kasprzyk. Spółka chce rozwijać także produkcję szkła oświetleniowego (szklane klosze do lamp).
— Ten rynek ma dla nas duży potencjał, bo obecnie nie ma w Polsce producenta szkła oświetleniowego kolorowego. Jedynie Biaglas z Białegostoku produkuje szkło oświetleniowe, ale opalowe — twierdzi Bogdan Kasprzyk.
Makora przygotowuje się do objęcia 40 proc. udziałów w podwyższonym kapitale zakładowymspółki Inlight, właściciela marki Sotto Luce. Inlight jest producentem opraw oświetleniowych sygnowanych tą marką i wyłącznym dystrybutorem. Ostateczna decyzja o transakcji zapadnie, kiedy znane będą już wyniki Inlightu za 2011 r. Jedynym problemem Makory jest wzrost cen gazu, który stanowi 40 proc. kosztów.
— Rocznie płacimy za gaz dostarczany przez PGNiG 3,5 mln zł. W 2011 r. w związku z dwiema podwyżkami taryfy musieliśmy zapłacić o 0,5 mln zł więcej. Od stycznia 2012 r. PGNiG obniżyło nam cenę o 5 groszy na metrze sześciennym, ale kiedy otrzyma nową taryfę, cena znów pójdzie w górę, mimo że gaz kupujemy bezpośrednio z pobliskiego złoża — mówi Bogdan Kasprzyk.