To ostatni rok, kiedy polskie huty korzystają z tak szerokiej pomocy publicznej. Dlatego urzędnicy powinni szybko zdecydować o wprowadzeniu inwestora do PHS.
Negocjacje hutnicze z Unią Europejską zamknęło de facto podpisanie traktatu akcesyjnego. Jednak i po referendum polski rząd będzie mieć wiele pracy, jeśli chce skorzystać z wynegocjowanych z Unią „przywilejów”. Ten rok jest bowiem ostatnim, w którym krajowi producenci mogą korzystać z pomocy publicznej. Największą pulę otrzymały Polskie Huty Stali (PHS) — 2,9 mld zł. Pomoc ta może być jednak o 1,6 mld zł mniejsza, jeśli taką kwotę wierzytelności wykupi przyszły inwestor strategiczny PHS. Jeśli jednak koncernu nie uda się szybko sprywatyzować, jako państwowe wsparcie zostanie potraktowana zamiana tych długów na akcje (wierzycielami są bowiem spółki należące do Skarbu Państwa). Ale trzeba to będzie zrobić jeszcze w tym roku, co nie musi być — z uwagi na rozmowy z wierzycielami -— wcale takie łatwe. Dlatego tak ważne jest szybkie wprowadzenie inwestora do PHS. Równie ważne są także gwarancje na inwestycje w walcownię blach Huty Sendzimira. Unia wyraziła na nie zgodę, ale na razie nikomu nie przychodzi do głowy uruchomienie tej inwestycji. Projekt jest wart około 800 mln zł i na jego rozpoczęcie w przyszłym roku będzie za późno. Problem w tym, że do szczegółów projektu modernizacyjnego zastrzeżenia mają inwestorzy. Wyjściem z sytuacji nie będzie odwlekanie zwiększenia puli gwarancji rządowych, lecz po prostu przyśpieszenie decyzji prywatyzacyjnych.