Sante — po francusku zdrowie. 13 lat temu Andrzej Kowalski założył firmę, kierując się właśnie tym słowem. I wyszło mu to na zdrowie.
Warszawskie rodzinne przedsiębiorstwo złapało wiatr w żagle. W ostatnich czterech miesięcach nawiązało nowe kontakty z zagranicznymi firmami i eksport rusza pełną parą — do Danii, Szwecji, Niemiec, na Litwę i Łotwę. W porównaniu z zeszłoroczną pięcioprocentową sprzedażą produkcji za granicę, obecne 20-30 proc. to naprawdę imponujący wynik. Ale Sante ma apetyt dużo większy.
Halo? Zdrowie
Andrzej Kowalski założył firmę trochę z konieczności. Przez 10 lat w dużym przedsiębiorstwie uruchamiał centrale telefoniczne. Po 1990 r. w firmie rozpoczęły się masowe zwolnienia. Trzeźwo stwierdził, że na bezrobocie przecież nie pójdzie.
— W tamtych czasach zaczęło powstawać bardzo dużo firm. Doszedłem do wniosku, że własny biznes będzie najlepszym wyjściem z sytuacji — tłumaczy Andrzej Kowalski, prezes Sante.
Pomysłowy biznesmen miał różne zainteresowania — polityka, gospodarka, zdrowy tryb życia. Padło na to ostatnie. Postanowił wejść w branżę zdrowej żywności. Jednak ze swoimi niewielkimi środkami mógł pójść tylko w jednym kierunku.
— Kiedy nie masz kapitału, nie ruszysz z produkcją. Pozostaje handel. I tak zrobiłem — wspomina Andrzej Kowalski.
Zaczął od wizyt w podwarszawskich hurtowniach medycznych i spożywczych. Zaopatrzył się w produkty i leki ziołowe. Wynajął pawilonik targowy na warszawskiej Saskiej Kępie. Tak w 1992 r. przy udziale żony i brata powstała firma Sante.
Uśmiech losu
Interes się kręcił. Do budki ze zdrową żywnością doszedł pawilon na ul. Wałbrzyskiej, potem jeszcze jeden na ul. Egipskiej. Firma szybko przerodziła się też w „hurtownię obwoźną”.
— Żeby mieć towar z mniejszą marżą, musiałem w hurtowni kupić więcej. Zacząłem więc rozwozić produkty po sklepikach. Zaopatrywałem i siebie, i innych — opowiada Andrzej Kowalski.
Sante ruszyło też z własną produkcją. Zaczęło się trochę od przypadku.
— Wprowadziliśmy sprzedaż ziaren: soi, roślin strączkowych, oleistych. W hurtowniach kupowaliśmy je luzem, ale klient musiał dostać już gotowy produkt — tłumaczy Andrzej Kowalski.
Firma wynajęła małe pomieszczenie w warszawskim przedszkolu. Tam właśnie przedsiębiorcy sami pakowali kupiony towar w torebeczki. Potem stworzyli z kupowanych surowców mieszankę typu müsli, takich płatków do mleka. Surówka Piękności Kleopatra, była pierwszym własnym produktem.
Sojowe kontakty
Sukces Kleopatry przekonal Sante do rozwijania produkcji. Firma kupiła urządzenia do stabilizacji surowców. Stopniowo zwiększała zatrudnienie. W 1998 r. mogła już przenieść się do własnej — kupionej i wyremontowanej siedziby na ul. Przydrożnej w Warszawie. Zaczęła też poszerzać ofertę. Do flagowych produktów, jak müsli i chrupiące crunchy dołączyły produkty sojowe — kotlety, pasztety, dania typu fix, pasty. I nie tylko te wyprodukowane przez Sante.
— Zaproponowaliśmy kooperację belgijskiej firmie Alpros. Zgodzili się. Zostaliśmy jej wyłącznym dystrybutorem na Polskę. To było jakieś sześć lat temu, a współpracujemy do dziś — mówi Andrzej Kowalski.
Poza tym dostarczają na polski rynek słodziki Sweetex i Peptis amerykańskiej firmy Merisant.
W budowie
Przez ponad 12 lat swojego istnienia Sante przekształciło się z małego producenta i dystrybutora artykułów spożywczych z grupy tzw. zdrowej żywności w niekwestionowanego lidera w swojej branży. Artykuły Sante można kupić w takich sklepach, jak m.in. Albert, Hypernova, Auchan, Carrefour, Geant, Intermarche, Kaufland, Lidl, Makro Cash & Carry, Piotr i Paweł, Rossman, Selgros, Tesco. Z badań AC Nielsen wynika, iż w 2004 r. Sante miało 27-procentowy udział w rynku müsli. To o trzy procent mniej niż Nestle, ale...
— Nie wzięto pod uwagę tego, że sprzedajemy nasze produkty pod swoją marką, ale także pod markami własnymi dużych sieci handlowych — informuje Andrzej Kowalski.
W 2002 r. firma kupiła i zmodernizowała zakład produkcyjny w Sobolewie k. Garwolina, w którym produkuje i konfekcjonuje kluczowe wyroby.
— Inwestycja w budynek po upadłych zakładach przemysłu drzewnego pochłonęła dwa miliony złotych. To dużo, ale już przygotowujemy się do budowy kolejnego zakładu o powierzchni siedmiu tysięcy metrów kwadratowych. Niedługo kupimy nowe linie technologiczne do wyposażenia hali — mówi Andrzej Kowalski.
Styl życia
Sante stawia na nowe produkty. W ciągu ostatnich kilku miesięcy pojawiły się na półkach sklepowych batoniki Crunchy, ryże z serii Santino i cała gama dżemów, wafli, syropów, ciastek słodzonych fruktozą Dietto. Firma jest też w trakcie przekształcania formuły strony internetowej.
— Naszą misją jest nie tylko produkowanie zdrowej żywności, ale i wspieranie profilaktyki zdrowego żywienia. Na nowej stronie zamieścimy przepisy, informacje, porady dietetyczne, interesujące linki. Ma ruszyć po świętach — obiecuje Andrzej Kowalski.
Zdaniem prezesa
Co bym zrobił, gdybym spotkał złotą rybkę?
Andrzej Kowalski, prezes Sante
Może bym powiedział: — Ty rybko idź precz, ja sobie poradzę. W życiu nie można liczyć na żadne rybki, ale na siebie. Najgorsze, co może się stać, to wygrać. Wygrana się rozejdzie, a człowiek osiądzie na laurach. Po co mi to?



