W starym „Przekroju” ostatnią stronę prowadził nieoceniony Ludwik Jerzy Kern. Jednym ze stałych elementów była tam sentencja, komentująca dookolną rzeczywistość. U schyłku lat 70. Kern umieścił tam opinię: „Statystyka powie wszystko. Oprócz prawdy”.
Młodszym trzeba wyjaśnić — za komuny Polska była we wszystkim w światowej czołówce i „dynamicznie rosła w siłę”. Dowodem roczniki statystyczne, którymi musiał umieć się posługiwać każdy uczeń. Pełno liczb zawierały artykuły „Trybuny Ludu” i przemówienia działaczy. Zewsząd człowiek się dowiadywał, że na przykład produkcja telewizorów wzrosła od 1900 roku o kilka tysięcy procent. Jak więc cenzura Kernowi taką myśl przepuściła? Licho wie.
Dzisiaj cenzury nie ma, ale żonglowanie liczbami pozostało. Choćby w sprawie bezrobocia. Oficjalnie wynosi ono około 17,8 proc. — prawie trzy miliony ludzi. Ale te dane obejmują tylko zarejestrowanych w urzędach pracy. Ile naprawdę jest bezrobotnych? Nie wiadomo, choć pracuje ledwie połowa osób w wieku produkcyjnym.
Z drugiej strony — pracodawcy coraz głośniej mówią o kłopotach ze znalezieniem pracowników. Brakuje ich, bo niektórzy szukają pracy — za lepsze pieniądze — na Zachodzie, a wielu bezrobotnych zarabia w szarej strefie. Powodem jest też choćby reforma oświaty, która sprawiła, że niemal nie kształci się już wykwalifikowanych robotników.
Te wiadomości o kłopotach pracodawców zainspirowały magików od liczb. Już słychać wróżby, że bezrobocie zacznie migiem spadać. Rząd obwieścił nawet w strategii rozwoju kraju, że za dziesięć lat wyniesie ono „tylko” 9,5 proc. Dlaczego nie 10,2 albo 9,1 proc.? Nie wiadomo. Tym bardziej że żaden rząd nie wymyślił jeszcze, jak problem strukturalnego bezrobocia w Polsce rozwiązać. Chyba trzeba nam więcej umiaru w posługiwaniu się danymi statystycznymi — i w ocenie bieżących zdarzeń, i w prognozach.
Bezkrytycznym wyznawcom magii liczb dedykuję anegdotę Stefana Kisielewskiego, opowiedzianą u jezuitów w Toruniu, też pod koniec lat 70. PZPR-owskiemu kacykowi miał powiedzieć (może to wymyślił, bo był fantasta): „Jeśli pan zdradza żonę cztery razy w tygodniu, a ja wcale, to statystycznie przypada na nas po dwa razy. Tylko jaką ja mam z tego przyjemność?” No, właśnie.