Im bliżej UE, tym złoty mocniejszy

Marek Knitter
opublikowano: 2002-12-31 00:00

Mijający rok dla rynku walutowego był wyjątkowy. Obfitował w wiele ważnych wydarzeń, które przyprawiały inwestorów o szybsze bicie serca.

W telegraficznym skrócie rok 2002 na rynku walutowym wyglądał następująco: na początku silny złoty, w połowie słaby, a na koniec ponownie mocny.

Prawdziwym ciosem, osłabiającym polską walutę, okazała się dymisja ministra finansów Marka Belki. Po dwóch miesiącach złoty ponownie jednak zaczął się umacniać wraz ze zbliżającym się szczytem Unii Europejskiej w Kopenhadze i zakończeniem negocjacji akcesyjnych przez Polskę.

W tym roku nie było na- tomiast większego napływu środków pochodzących z prywatyzacji. Złoty zawdzięczał więc swoją siłę przede wszystkim napływowi kapitału spekulacyjnego, który angażował się na rynku obligacji.

Spowolnienie gospodarcze oraz brak oznak ożywienia w największej gospodarce świata, czyli USA, spowodowały, że euro zaczęło się systematycznie umacniać.

— To umocnienie miało pozytywny wpływ na polską walutę, gdyż na początku roku przedsiębiorstwa płaciły za euro około 3,50 zł, a teraz 4 zł. Tendencja ta jednak w przyszłości wraz z wychodzeniem gospodarki amerykańskiej z dołka może ulec ponownemu odwróceniu — mówi Marcin Bilbin, analityk Banku Handlowego.

— Jednak wydarzenia takie jak referendum w Irlandii, debata w parlamencie holenderskim czy szczyt Unii Europejskiej w Kopenhadze powodowały systematyczne umacnianie polskiej waluty — dodaje Tomasz Zdyb, analityk Pekao SA.

Sytuacja na rynku walutowym w przyszłym roku stoi pod wielkim znakiem zapytania. Analitycy uważają, że jednego możemy być pewni — złotego czekają silne wahania.

— Z jednej strony zapowiedzi kupowania walut przez resort finansów na rynku w celu osłabienia złotego, z drugiej zmienna sytuacja na rynku euro-dolar. Dopóki gospodarka USA znajduje się w stagnacji i dopóki euro będzie się umacniać, znajdzie to automatycznie swoje odbicie na polskim rynku walutowym. Pod koniec roku czekają nas także przymiarki do zmiany członków RPP — przypomina Marcin Bilbin.