Złote czasy dla środkowej i wschodniej Europy, to także złote czasy dla Polski. Właśnie nadchodzą. Konsumpcja rośnie.
Sprawdza się stara zasada: im gorzej, tym lepiej. Im gorzej Stanom Zjednoczonym, tym lepsze perspektywy wzrostu dla krajów Europy Środkowo- -Wschodniej.
— Europa Środkowo-Wschodnia to region o niskim ryzyku, wzrastającej konsumpcji i nieustającym wzroście gospodarczym. Dlatego uważamy, że w średniookresowej perspektywie to, co się dzieje na rynku w Stanach Zjednoczonych, może się przełożyć na ten rejon bardzo pozytywnie. Inwestorzy będą szukali inwestycji bezpieczniejszych niż np. na rynku chińskim, a spełniających wymogi efektywności — uważa Debora Revoltella, główna ekonomistka grupy Unicredit.
Ponadto dowodzi, że w stosunku do krajów starej Unii mamy sporo do nadrobienia. W Unii Europejskiej kredyty mieszkaniowe stanowią 38,4 proc. PKB, gdy w naszej części zaledwie 7 proc., kredyty konsumpcyjne odpowiednio 7 proc. PKB i 6 proc.
— Oznacza to, że w najbliższych latach możemy oczekiwać kontynuacji popytu na finansowanie nieruchomości. Natomiast w relacji kredytów konsumpcyjnych do PKB powinniśmy pokonać poziom Unii Europejskiej. Klienci kupują i będą kupowali dobra na poczet przyszłego wzrostu dochodów. Gdy się wzbogacą, zaczną zadłużać się dokonując znacznie większych inwestycji. Wówczas wskaźniki starej i nowej Unii Europejskiej wyrównają się — mówi Andrzej Bratkowski, główny ekonomista Pekao.
Jego zdaniem, Polska będzie szła z trendem regionu. Z tym że w latach 2008-09 oczekuje pewnego spowolnienia wzrostu — do około 5 proc., a później znów znacznego odbicia.
Kredyty konsumpcyjne będą rosły szybciej niż korporacyjne, bo firmy będą wykorzystywały też inne źródła finansowania. Wzrost konsumpcji osobistej będzie nieco wolniejszy niż w innych krajach regionu, ale do tej pory był szybszy. Nie powinniśmy się też obawiać o wzrost inwestycji.