To, co dla jednych jest pułapką, dla innych staje się trampoliną. Korporacja Budowlana Doraco problemy potrafi przekuć na zwycięstwo.
Cztery lata temu ta gdańska firma zaangażowała poważne środki w budowę ekskluzywnego hotelu Haffner w Sopocie. Niestety, okazało się, że zleceniodawca nie jest w stanie zapłacić za roboty. Właściciele podjęli wtedy odważną decyzję.
— Chociaż kompletnie nie znaliśmy się na hotelarstwie, kupiliśmy będący na ukończeniu obiekt — wspomina Andżelika Cieślowska, prezes zarządu Doraco.
Trafili w dziesiątkę — Haffner to dziś jeden z najlepszych hoteli biznesowych w Polsce.
Doraco pozostaje jednak wierne swojej podstawowej działalności — generalnemu wykonawstwu, którym zajmuje się 15 lat. Pod tym względem korporacja jest liderem na rynku budowlanym Pomorza. Dobrze radzi sobie również w innych zakątkach kraju. Swoje przedsięwzięcia realizuje m.in. w Trójmieście, Bydgoszczy, Szczecinie, Świnoujściu, Poznaniu i pod Łodzią.
— Realizujemy skomplikowane projekty, o krótkim terminie wykonania, zaawansowane technologicznie, na przykład roboty hydrotechniczne czy modernizację nabrzeży portowych — mówi Cieślowska.
— Do trudnych wyzwań, których się podjęliśmy, należy budowa najwyższej pochylni w Europie. Powstała ona w Stoczni Szczecińskiej — dodaje Sławomir Bautembach, wiceprezes zarządu.
W dorobku Doraco są też prawdziwe perełki — firma przeprowadziła renowację dworku Salzmanna w Gdańsku-Oliwie czy zespołu parkowo-pałacowego w Krokowej. Przedsiębiorstwo wybrało niszowy rynek z górnej półki — buduje na przykład mieszkania o podwyższonym standardzie i apartamenty w Sopocie.
Domo, ratio i continuo
Konsekwencja i upór wpisane są w filozofię firmy. Nazwa Doraco nawiązuje do trzech łacińskich słów.
— „Domo”, czyli pokonywać, przezwyciężać, „ratio” — wiedza, umiejętność, plan i „continuo”, co znaczy trwać dalej, nie ustępować — tłumaczy Andżelika Cieślowska.
Najlepsze rozwiązania podpowiada życie. Trzeba tylko w kryzysie bądź problemie dostrzec okazję i szansę. Tak było z przejęciem hotelu Haffner. Tak jest i teraz, gdy najlepsi inżynierowie i fachowcy budowlani uciekają na Zachód. Zamiast załamywać ręce, można tych ludzi zdobyć sposobem.
— Otworzyliśmy filię w Londynie. Jeśli specjaliści już chcą wyjechać, niech nadal pracują dla nas — wyjaśnia Cieślowska.
Według zarządu Doraco kluczem do wygranej jest współpraca.
— Mimo że jesteśmy silni finansowo, organizacyjnie i logistycznie, bez kooperacji, bez łączenia się w konsorcja nie mielibyśmy szans na wygranie przetargów — podkreśla Bautembach.
— Tym tortem, którym jest rynek inwestycyjny, trzeba się dzielić. Przy realizacji pewnych zadań nawet nasi konkurenci stają się partnerami. To nie wyklucza twardych negocjacji biznesowych. Ale jak już się umówimy, to idziemy razem i każda strona musi wiedzieć, że na wspólnym interesie skorzysta — zaznacza prezes Cieślowska.
Równowaga musi być
Przekonanie, że wszyscy muszą wygrać, dotyczy również pracowników. Korporacja otrzymała tytuł Najlepszego Pracodawcy Roku, przyznany przez Krajowy Związek Pracodawców Budowlanych. W latach 2000 i 2001 była też naszą Gazelą Biznesu.
— To ludzie są naszym dobrem, stąd rozbudowany system świadczeń socjalnych, opieka medyczna i pakiet wypoczynkowo-rekreacyjny, a więc basen, zajęcia fitness, spa — tłumaczy Cieślowska.
Zarząd Doraco dba również o podnoszenie kwalifikacji swoich pracowników. Organizuje dla nich szkolenia: specjalistyczne, menedżerskie i językowe. Zdobyta wiedza pozwala wyzwolić się ze stereotypowego myślenia — uważa szefostwo. Kto się nie rozwija, wypada z gry. Dziś trzeba się uczyć, oduczać i uczyć na nowo.
— Korporacja rośnie, a wraz z nią rosną nasi ludzie — nie ukrywa dumy Sławomir Bautembach.
Przykład? Bogusław Niklas, który z majstra awansował na jednego z wiceprezesów. Albo kierownik budowy Wiesław Matlak.
— Lubią go przełożeni, podwładni, klienci, ale nie tylko. Gdy remontowaliśmy oliwskie zoo, z naszym Wiesiem zaprzyjaźnił się szympans Karol — uśmiecha się Cieślowska.
Jednak nie wszyscy przełożeni w Doraco mają tak miękkie serce jak pan Wiesio.
— Weźmy kierownika bazy sprzętu, Halinę Sumigę — mówi pani prezes. — Czerwone włosy, energiczne ruchy, ostre spojrzenie. Halina trzyma facetów krótko. I tak jest dobrze. Równowaga musi być.
