Indeksy na giełdach wahają się pod szczytami

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-11-14 00:00

Wczoraj mieliśmy w USA kolejną dziwną sesję. Inwestorzy wydają się być zagubieni. Dane makro, uznane za jeden z powodów słabego zachowania rynku, wcale nie były złe. Deficyt handlowy wzrósł, ale mocno wzrósł również eksport. Deficyt wzrósł, dlatego że import był bardzo duży, co potwierdza trwające ożywienie gospodarki amerykańskiej. Tygodniowe dane z rynku pracy były nieco gorsze od prognoz, a te z zeszłego miesiąca zweryfikowano o 5 tys. w górę, ale w dalszym ciągu daleko było do uznawanych za recesyjne 400 tys. Już to, że mówiono o słabych danych jest podejrzane. Tak jakby szukano pretekstu do sprzedaży akcji. Jeszcze dziwniej zachowały się poszczególne sektory. Spółki zajmujące się sprzedażą detaliczną ucierpiały, bo Wal-Mart podał trochę słabszy wynik i obniżył prognozę.

Ale spadał również i to znacznie kurs środowej posesyjnej gwiazdy Applied Materials (spółka podała dobre wyniki i podniosła prognozy). Mało tego, spadał również kurs Dell’a, który miał podać wyniki po sesji (podał 40 minut przed końcem sesji – lepsze przychody, zysk zgodny z prognozą, ale kurs niewiele się zmienił). Jeśli się widzi takie reakcje rynku to ma się ochotę wziąć nogi za pas. A tymczasem na poziomie indeksów nic się nie stało. Można powiedzieć, że trwała konsolidacja po środowym wzroście. Inwestorzy nie wiedzą co mają robić, a my będziemy mieli problem zanim się nie zdecydują.

Euroland wczoraj od rana został zasypany lepszymi od prognoz wynikami Deutsche Telekom, BASF czy Siemensa. W tej sytuacji indeksy musiał wzrastać, ale nieco gorsze dane z rynku pracy w USA ochłodziły nastroje. Dzisiaj będziemy mieli sporo impulsów mogących wpłynąć na ruchy indeksów. Jak zawsze, kiedy pojawia się A. Greenspan rynki będą czekały, co powie, chociaż wydaje się że nic nowego od niego nie usłyszymy.

Ale nigdy nie wiadomo, co inwestorów ucieszy/zmartwi. Teoretycznie dane o inflacji w cenach producenta nie powinny być wielkim wydarzeniem. Ale sytuacja jest dosyć delikatna. Jeszcze parę tygodni temu inwestorzy cieszyliby się, gdyby inflacja rosła. Oznaczałoby to, że ożywienie gospodarcze zacznie przekładać się na zyski. Teraz, kiedy rynki boją się podwyżek stóp wzrost inflacji mógłby zostać przyjęty bardzo negatywnie. Za to niewątpliwie inwestorzy będą zadowoleni gdyby mocno wzrosła sprzedaż detaliczna oraz dynamika produkcji przemysłowej. Słabe dane wywołałyby spadki indeksów.

Dzień raportów makro zakończą wstępne dane o listopadowym indeksie nastroju Uniwersytetu Michigan. Wydaje się, że powinny być znacznie lepsze od prognoz – w końcu dane makro były tak dobre... Nawet te z rynku pracy. Gdyby jednak nastroje zmieniły się nieznacznie to inwestorom bardzo by się to nie spodobało. Nasza inflacja jest do pominięcia – nie będzie miała zupełnie wpływu na rynek. Za to niewątpliwie będą miały wyniki spółek. A będzie ich dużo. Problem z tym, że nie wiadomo, które zostaną podane po sesji.

Wczoraj przed sesją gorsze od prognoz wyniki podał BZ WBK i Softbank, ale bardzo dobre podała TPSA. Właśnie TPSA pomagała wczoraj bykom. Jednak przebieg sesji nie sygnalizował, że nastąpił atak kapitału. Wręcz odwrotnie – obrót bez TPSA, KGHM i Pekao (2/3 obrotu) był niewielki, a zachowanie rynku nadal słabe. Rozumiem, że nie ma kapitału z zagranicy, ale nie rozumiem, dlaczego nasze fundusze nie wykorzystują korzystnej sytuacji, żeby podnieść indeksy.

W ten sposób zbliżamy się coraz bardziej do linii trendu wzrostowego i trzeba będzie włożyć dużo kapitału, żeby ją obronić. Jedno jest pewne: jeśli dobra sytuacja na rynkach światowych utrzyma się jeszcze kilka dni to kapitał spekulacyjny do nas przyjdzie. Momentu ataku nie da się przewidzieć i dlatego do momentu przełamania wsparć trzeba zakładać, że trwa średnioterminowy trend wzrostowy.