Amerykańskie giełdy zakończyły sesje wzrostem. Indeksy ruszyły w górę jednak
dopiero wtedy, kiedy znalazły się w pobliżu dna z 20 listopada, od którego
rozpoczęły marsz w górę. Gdyby nie przejęcie inicjatywy przez popyt w połowie
sesji, indeksy spadłyby po raz ósmy z rzędu, co nie zdarzyło się od października
ubiegłego roku, a wcześniej września 2001 roku. Za spadki w pierwszej połowie
notowań odpowiedzialne są banki. Inwestorzy pozbywali się papierów Bank of
America w związku z obawą, że państwo będzie musiało go dokapitalizować, co
rozwodni kapitał akcyjny. Taniał Citigroup, który w piątek ma przedstawić wyniki
kwartalne. W czwartek zrobił to JP Morgan, którego kwartalny zysk okazał się o
75 proc. niższy niż rok wcześniej. Wśród blue chipów drożały akcje Alcoa,
przecenionego w trakcie ostatnich kilku sesji. Popytem cieszył się także Home
Depot oraz inni detaliści, co wiązało się z wyraźnym spadkiem notowań ropy. Z
teg samego powodu mocno drożały akcje przewoźników lotniczych, m.in. Delta
Airlines oraz AMR, właściciel American Airlines.
Indeksy odbiły się od listopadowego dna
Na zamknięciu sesji Dow Jones rósł o 0,15 proc. W jej trakcie po raz pierwszy od 20 listopada spadł poniżej 8000 pkt. S&P500 zyskał 0,13 proc. Najmocniej rósł Nasdaq, który zakończył sesję 1,5 proc. wzrostem.