Indyjski skok Lumelu

Małgorzata Grzegorczyk
15-06-2011, 00:00

100 mln zł obrotów w przyszłym roku obiecuje nowy szef sprywatyzowanej firmy z Zielonej Góry.

Inwestycji z Indii będzie więcej, jeśli Polska będzie się lepiej promować

100 mln zł obrotów w przyszłym roku obiecuje nowy szef sprywatyzowanej firmy z Zielonej Góry.

Narendra Goliya, właściciel firmy Rishabh Instruments, która w ramach prywatyzacji kupiła niedawno 85 proc. Lumelu, zielonogórskiego producenta aparatów elektrycznych i odlewów aluminiowych, ma ambitny plan.

— W przyszłym roku obroty powinny wzrosnąć z 73 do 100 mln zł. Będzie to możliwe m.in. dzięki sprzedaży produktów Lumelu w Indiach — mówi Narendra Goliya.

W 2009 r. Lumel miał 2,7 mln zł straty netto, a w ubiegłym niewielki zysk.

Nie ma, ale będzie

Nowy szef, założyciel firmy produkującej urządzenia pomiarowe w Indiach, obiecuje też nowości, które opracują połączone zespoły badawcze. W Polsce jest to 30 osób, w Indiach 85.

Narendra Goliya nie podaje ceny, za którą kupił Lumel. Z informacji "PB" wynika, że było to około 30 mln zł. Hindusi podpisali z pracownikami (563 osoby) pakiet socjalny z pięcioletnią gwarancją zatrudnienia.

— Nie potrzebujemy w tym momencie tylu pracowników, ale rozwiniemy firmę i wszyscy będą nam potrzebni —twierdzi nowy właściciel.

Dlatego raczej nie myśli o sprzedaży jednego z trzech budynków należących do Lumelu.

Złoto dla miasta

Podczas prywatyzacji pracownicy obawiali się o przyszłość firmy. Złe wspomnienie w mieście zostało po Reliance, która obiecywała w fabryce włókien Trevira 1,8 mld zł inwestycji i 600 etatów, a dziś jest w upadłości. Władze miasta postanowiły zabezpieczyć Lumel za pomocą złotej akcji.

— Gdy dostałem tę propozycję od prezydenta Zielonej Góry, nie wahałem się nawet minuty. Co więcej, niewykluczone, że tę jedną akcję miasto dostanie — zapowiada Narendra Goliya.

Promujcie się

Jakie były kulisy inwestycji w Polsce?

— Zastanawialiśmy się nad wieloma krajami. Polskę wyróżniał pozytywny wzrost PKB, podobna kultura ciężkiej pracy, duży rynek. Skandynawskie kraje mają zbyt małe rynki. W Niemczech koszty pracy są zbyt wysokie i przy względnie prostej technologii, jak nasza, nie opłaca się tam budować. Szukaliśmy Lumelu przez dwa lata — opowiada prezes Rishabh Instruments.

I podpowiada, co zrobić, żeby indyjskich inwestycji było w Polsce więcej.

— Brakuje informacji o tym, że tak dużo firm w Polsce czeka prywatyzacja. Wolałem kupić firmę niż budować od podstaw, bo to szybszy, choć droższy sposób. Nie widzę przeszkód, żeby do Polski wchodziło rocznie 10 indyjskich inwestorów. Potrzeba jednak większej promocji, więcej misji biznesowych i informacji — przekonuje Narendra Goliya.

Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, zalicza Indie do krajów "do ustawicznego nękania". Agencja jeździ do Indii średnio raz w roku. W 2010 r. odwiedził ten kraj premier Donald Tusk. Pokłosiem jest inwestycja producenta opakowań Uflex we Wrześni i kolejna szansa na fabrykę opon firmy Apollo Tyres.

W 2009 r. wartość indyjskich inwestycji bezpośrednich w Polsce spadła o 3,9 mln EUR do zaledwie 31,1 mln EUR. Nie jest wysoka, bo Hindusi lokują w naszym kraju głównie centra usług. Według Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL, jest ich siedem, m.in. Tata Consultancy Services, HCL Technologies, Infosys czy Genpact. Mniej jest inwestycji w produkcję, przykłady to ArcelorMittal czy Arista Tubes w Międzyrzeczu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Indyjski skok Lumelu