"Inflacja sposobem na kryzys"

MWIE
04-10-2011, 00:00

O kryzysie w strefie euro rozmawiamy z profesorem Wojciechem Morawskim, wykładowcą historii gospodarczej w SGH.

"PB": Gdzie tkwi źródło obecnego kryzysu w strefie euro?

źródło: Istockphoto
Zobacz więcej

źródło: Istockphoto

Błąd był w samej konstrukcji wspólnej waluty. Zapotrzebowanie na bezpieczeństwo systemu pieniężnego wzrasta wraz z zamożnością społeczeństwa. Biedne społeczeństwo nie potrzebuje silnego pieniądza tak jak bogate. Dobry przykład to dziewiętnastowieczna historia Stanów Zjednoczonych. Bogaci ze Wschodniego Wybrzeża chcieli ustanowienia banku centralnego, a Dziki Zachód, gdzie ważniejszy od bezpieczeństwa był łatwy dostęp do kredytu, torpedował te próby.

Tymczasem euro jest skrojone właśnie pod najbogatszych. Dlatego, jeśli nic się nie zmieni, kraje słabsze będą stopniowo dławione przez zbyt deflacyjny system. Na koniec zostaną tylko Niemcy z Holendrami.

Oczywiście, Grecy nie są w tej historii bez winy, bo oszukiwali, ale przecież nie można myśleć tylko w takich kategoriach, jak ich ukarać. Niemcy cały czas podkreślają, że to oni finansują pomoc dla krajów, które popadły w tarapaty. W związku z tym mają poczucie, że zachowują się wielkodusznie. Jednak naprawdę wielkodusznie zachowaliby się, gdyby spuścili z tonu i dostosowali standardy do najbiedniejszych. To tak jak w czasie górskiej wycieczki. Silniejsi muszą dostosować krok do słabszych. Jeżeli tego nie zrobią, cała grupa się rozpadnie.

Czym grozi taki scenariusz?

Klęska wspólnej waluty może oznaczać rozpad nie tylko samej strefy euro, ale i całej Unii Europejskiej. To jest trochę tak jak z armią. Póki idzie do przodu, wszystko jest w porządku. Gdy jednak znajdzie się w odwrocie, to mało prawdopodobne, by zdołała zatrzymać się na z góry upatrzonych pozycjach. Odwrót łatwo przeradza się w ucieczkę.

W przypadku klęski euro z pewnością nasiliłyby się nastroje nacjonalistyczne oraz tendencje protekcjonistyczne. Poszczególne gospodarki narodowe zamykałyby się na wzajemną współpracę i poszukiwały rozwiązania problemów wewnątrz kraju. Tak jak w latach trzydziestych. W tym kontekście trzeba widzieć wypowiedź ministra Rostowskiego. Być może zachował się niezbyt zręcznie, mówiąc o wojnie, ale merytorycznie ja się z nim jak najbardziej zgadzam. Dlatego przywódcy strefy euro słusznie czynią, by nie dopuścić do niewypłacalności innych krajów niż Grecja (restrukturyzacja jej zadłużenia jest już przesądzona). To miałoby katastrofalne konsekwencje, nie tylko gospodarcze.

Jakie zatem jest wyjście z kryzysu?

Najbardziej prawdopodobnym wyjściem jest inflacja. To najmniej bolesne rozwiązanie. Zaletą procesów inflacyjnych jest to, że redukują one problem zadłużenia. W warunkach spadku wartości pieniądza to raczej wierzyciele mają problem, a nie dłużnicy. Alternatywą byłaby restrukturyzacja zadłużenia i deflacja. To jednak nie zostanie zaakceptowane społecznie. Ludzie łatwiej zniosą spadek siły nabywczej swoich wynagrodzeń, niż obniżenie ich nominalnej wysokości.

Dziś mam jednak wrażenie, że ludzie kierujący Europejskim Bankiem Centralnym to doktrynerzy. Euro powstało w okresie dominacji doktryny monetarystycznej, dlatego w samą konstrukcję strefy euro wpisane jest mnóstwo zabezpieczeń przed inflacją przy zupełnym braku zabezpieczeń przed deflacją. Nie powinno być jednak tak, żeby główną troską banku była stabilność cen. To prawda, inflacja podkopuje zaufanie do mechanizmu rynkowego, ale czy patrzenie na ludzi umierających z głodu tego nie czyni? Wyjście z zadłużenia przez inflację jest złe, ale ma mniej wad niż inne rozwiązania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MWIE

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / "Inflacja sposobem na kryzys"