Inflacja, wojna węglowa i polexit

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 28-12-2020, 20:00

Skoro zdarzyła nam się zaraza, jesteśmy bardziej skłonni brać pod uwagę także inne scenariusze, które dotychczas wkładaliśmy między bajki - to jedna z naszych szokujących prognoz na 2021 r., tzw. czarnych łabędzi (wydarzenie bardzo mało prawdopodobne, ale o potencjalnie wielkich konsekwencjach). Nie jest to tekst informacyjny.

Po 2020 r. trudno pisać o wydarzeniach niezwykłych. Z trzech największych katastrof, które mogą przydarzyć się ludzkości – czyli wojny, głodu i epidemii – doświadczyliśmy na globalną skalę trzeciej. Mieliśmy przy tym dużo szczęścia, ponieważ epidemia obeszła się z ludzkością relatywnie łagodnie. Na razie na COVID-19 umarło ok. 3 mln osób, podczas gdy analizy ryzyka w przeszłości wskazywały, że w warunkach ostrej pandemii może umrzeć 100 mln.

Uwaga, czarne łabędzie
To jedna z naszych szokujących prognoz, tzw. czarnych łabędzi (wydarzenie bardzo mało prawdopodobne, ale o potencjalnie wielkich konsekwencjach). Nie jest to tekst informacyjny.

Możemy sobie tylko wyobrazić, jak wyglądałby świat w czasie pandemii, gdyby krzywa śmiertelności była odwrócona i najwięcej umierałoby dzieci, a nie seniorów. Czy miałby kto obsługiwać sklepy, transport publiczny, szpitale, produkcję żywności? Mogłoby dojść do chaosu nieporównanie większego niż to, co widzieliśmy wiosną mijającego roku. Mimo to w świetle ostatnich wydarzeń żadna katastroficzna wizja nie wydaje się nierealna – skoro trafiła nas epidemia, może nadejść też wojna i głód.

Jeźdźców apokalipsy zostawmy jednak na razie na boku, skupiając się na czarnych łabędziach - zjawiskach, których nieśmiałe zalążki dostrzegam dziś, a które w negatywnym scenariuszu mogą się rozwinąć. Pisząc o scenariuszu negatywnym, mam na myśli ryzyko rzędu 5-10 proc. Zjawiska te nie mogą wystąpić wszystkie jednocześnie – niektóre z nich są raczej scenariuszami alternatywymi. Nie może np. równocześnie przydarzyć się nam 6-procentowa inflacja i znaczące umocnienie kursu złotego.

Inflacja w Polsce przekracza 6 proc.

Narodowy Bank Polski w swoim modelu makroekonomicznym szacuje, że ryzyko inflacji przekraczającej 4,5 proc. jest bardzo niskie (nie przekracza kilku procent). Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie scenariusz, w którym inflacja jest wyższa niż 5 proc. lub nawet 6 proc. Ryzyko jest małe, ale łańcuch potencjalnych zdarzeń dość klarowny. W tym łańcuchu w pierwszym kwartale 2021 r. dochodzi do bardzo długiego lockdownu ze względu na rozprzestrzenianie się nowego wariantu wirusa SARS-CoV-2, a akcja szczepień jest dość powolna. Rząd wprowadza program pomocy firmom i gospodarstwom domowym wart ok. 100 mld zł. W drugim kwartale dochodzi do gwałtownego ożywienia gospodarczego i uwolniony zostaje ogromny popyt, który doprowadza do podwyżek cen. Podobny mechanizm występuje w innych krajach rozwiniętych i rosnąca inflacja staje się zjawiskiem globalnym. Na to nakłada się wzrost cen surowców.

Wzrost inflacji powinien być zjawiskiem przejściowym, ale niektórzy bankierzy centralni zaczynają się bardzo obawiać o utrwalenie wysokiej dynamiki cen i mówią o potencjalnych podwyżkach stóp procentowych. Są w mniejszości, ale część inwestorów ich słucha. Dochodzi do skokowego wzrostu rentowności obligacji skarbowych, co jednocześnie uderza w ceny akcji i innych aktywów – m.in. mieszkań.

Rozpoczyna się węglowa wojna handlowa

Unia Europejska przyjęła w grudniu 2020 r. nowy cel polityki klimatycznej – ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do 2030 r. o 55 proc. w stosunku do roku 1990. Jest to cel radykalny, który wymaga dużych zmian w polityce gospodarczej. W scenariuszu negatywnym już w 2021 r. dochodzi do tak silnego wzrostu cen uprawnień do emisji CO2, że produkcja przemysłowa w branżach energochłonnych zaczyna mocno spadać. To sprawia, że UE przyspiesza prace nad wprowadzeniem węglowego podatku granicznego (carbon border tax), który ma ograniczyć opłacalność importu towarów produkowanych przy intensywnym wykorzystaniu energii z paliw kopalnych. To z kolei powoduje konflikty handlowe na linii UE - Chiny i UE - USA. Wojna handlowa zaczyna nabierać nowej dynamiki. Toczy się już nie pod dyktando nacjonalistów gospodarczych, ale lewicy, skoncentrowanej na radykalnych celach klimatycznych. To zapewnia bardziej trwały grunt polityczny bitwie na cła i kontyngenty. Wojna handlowa zaczyna przekładać się negatywnie na inwestycje i ogranicza tempo ożywienia gospodarczego po pandemii.

Rząd organizuje referendum w sprawie członkostwa Polski w UE

W roku 2020 r. wzrosło ryzyko związane z potencjalnym wyjściem Polski z Unii Europejskiej. Dotychczas taki scenariusz uchodził za absolutnie niedopuszczalny, o niemal zerowym ryzyku. W minionych miesiącach retoryka najważniejszych polskich decydentów zaczęła jednak ulegać zmianie. Jarosław Kaczyński w grudniowym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zasugerował, że zacieśnianie integracji w ramach UE może zmienić rachunek korzyści członkostwa Polski w Unii. Wprawdzie nie powiedział wprost, że w takich warunkach popierałby polexit, ale z jego słów dość jasno to wynika. Komentatorzy polityczni dostrzegli, że był to prawdopodobnie pierwszy moment, gdy Kaczyński tak jasno zasugerował możliwość wyjścia Polski z UE. Nie znaczy to oczywiście, że taki scenariusz jest tuż za horyzontem, ale wystarczy, że jego ryzyko wzrosło z okolic zera do zauważalnie dodatniej wartości.

Gdy Polska zaczyna iść w kierunku wyjścia z UE, istotnie rośnie premia za ryzyko uwzględniana przez inwestorów – spadają bezpośrednie inwestycje zagraniczne, rosną koszty obsługi długu publicznego, rząd musi mocniej ciąć wydatki i podnosić podatki, a gospodarka wyraźnie zwalnia.

Kurs euro spada do 4 zł

Oszczędności gospodarstw domowych z 2020 r. skutkują potężnym wzrostem popytu w 2021 r. Rządy nadal wspierają gospodarkę wysokim deficytem budżetowym i niskimi stopami procentowymi, a jednocześnie programy szczepień przyspieszają. Wiosna 2021 przynosi całkowitą odmianę warunków makroekonomicznych – z sytuacji kryzysu przesuwamy się w kierunku niewidzianego od wielu lat ożywienia gospodarczego. Bardzo dobra sytuacja gospodarcza w największych krajach świata doprowadza do znacznego wzrostu apetytu na ryzyko, co przy niskich stopach procentowych w dolarach powoduje bardzo silny napływ kapitału na rynki wschodzące. Skutkiem jest istotne umocnienie złotego – dużo większe, niż wskazują obecne prognozy na rynku finansowym. To z kolei oznacza problemy dla wielu polskich producentów. Polska wyspecjalizowała się w produkcji towarów średnio przetworzonych o dość niskich marżach. Gwałtowny skok kursu walutowego uderza w marże producentów i w krótkim okresie przekłada się negatywnie na inwestycje w gospodarce. Narodowy Bank Polski interweniuje, by zapobiec takiemu scenariuszowi i osłabiać walutę, ale kapitału napływa tak dużo, że to nie wystarcza.

Państwo musi ratować banki

Kondycja sektora bankowego ma duży wpływ na ogólną sytuację gospodarczą. W Polsce przez wiele lat był on bardzo stabilny, jednak problem kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich wywiera coraz bardziej negatywny wpływ na wyniki banków. W listopadzie „PB” opisał analizę banku Raiffeisen, z której wynikało, że w skrajnie negatywnym scenariuszu seryjne porażki w sądach zmuszą banki do odpisania nawet 80 proc. wartości portfela kredytów we frankach, czyli ok. 70-80 mld zł. W takich okolicznościach najsłabsze banki stają na skraju wypłacalności, a mocniejsze są za słabe, by przejmować mniejsze podmioty. Państwo musi interweniować, by ustabilizować sektor. W międzyczasie dochodzi do istotnego ograniczenia dostępności kredytu w gospodarce, co negatywnie wpływa na wzrost PKB i wywołuje istotną przecenę waluty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane