Jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się branż jest dzisiaj IT. Szybki rozwój nowych technologii oznacza również większe zapotrzebowanie na informatyków, którzy od dawna na brak ofert pracy nie narzekają.

— Obecnie programista posiadający raptem dwuletnie doświadczenie zawodowe może przebierać w ofertach pracy — przyznaje Konrad Gandziarski, regional sales manager w IT Kontrakt. Narzekają natomiast firmy — że nie ma kogo zatrudnić. Liczba studentów kierunków informatycznych nie rośnie znacząco, w 2012 r. było ich 52 tys., rok wcześniej niecałe 48 tys., a dwa lata wcześniej podobnie. Przy tym w 2012 r. mury uczelni opuściło 10,5 tys. absolwentów informatyki, a rok wcześniej 10,1 tys. — wynika z danych GUS.
— Specjalistów IT jest za mało. Nie wystarczy ich dla wszystkich — twierdzi Sylwia Błaszczyk, kierownik poznańskiego oddziału Devonshire, firmy zajmującej się rekrutacją m.in. specjalistów IT. Szczególnie nie wystarcza ich dla mniejszych, często bardzo młodych podmiotów, które mają ogromny potencjał, żeby na swoich pomysłach wyrosnąć i stać się chlubą naszej gospodarki.
Zapłacą więcej
Przedstawiciele firm pośredniczących w rekrutacji informatyków twierdzą, że pracowników mniejszych firm najczęściej udaje się przekonać do pracy w międzynarodowych korporacjach, a nie na odwrót.
— Nie mamy większych problemów z przejmowaniem informatyków z mniejszych firm do korporacji. Szukamy ich wszędzie, gdzie tylko można. Wynagrodzenie nie jest najważniejszym, ale bardzo ważnym aspektem, więc naszym głównym celem są przedsiębiorstwa, które mają mniej atrakcyjne warunki zatrudnienia. A z reguły mniej płacą małe firmy — twierdzi Sylwia Błaszczyk.
Jej zdaniem, korporacja dla specjalistów IT oznacza często prestiż, możliwość rozwoju, pracy z najnowszymi technologiami i uczestniczenia w projektach na większą skalę, wyprzedzających polski rynek.
— Informatyk w mniejszej firmie zazwyczaj ma co prawda szersze pole obowiązków i możliwość udziału w projekcie od początku do końca, ale na małą skalę. Przechodząc do firmy międzynarodowej, otrzymuje węższy zakres obowiązków, ale działa na dużą skalę i np. z 30 użytkowników obsługuje ich kilka tysięcy. Ważny jest też prestiż firmy. Znana marka, lider w określonym obszarze to najlepsza rekomendacja oferty dla pracowników mniejszych firm — mówi Monika Budzyńska, IT/Technologies Division Manager w Devonshire.
— Rozpoznawalność firmy w pewnym stopniu ma wpływ na decyzje kandydatów, szczególnie tych zaraz po studiach. Pod tym względem MSP trudniej jest konkurować z dużymi międzynarodowymi firmami — zgadza się Michał Misiak, dyrektor IT w Focus Telecom. Najsilniejszym argumentem są jednak przeważnie pieniądze. Do tego nie tylko korporacje działające w Polsce stanowią pod tym względem konkurencję dla mniejszych firm. Chrapkę na polskich specjalistów IT ma także zagranica. A tutaj wynagrodzenia są bezkonkurencyjne.
— Niestety pod względem zarobków nadal jesteśmy mało konkurencyjni w stosunku do tego, co za podobny poziom kompetencji oferuje rynek zachodni — przyznaje Konrad Gandziarski.
Co daje mała firma
Dlatego też mniejsze firmy działające na rynku IT przyznają, że znalezienie odpowiednich osób do pracy i utrzymanie ich to obecnie jeden z największych problemów, z którymi muszą się zmagać. Chcą się rozwijać, ale nie mają z kim.
— Jak tylko gdzieś wypłynie informacja o naszym dziale R&D, dzwonią head-hunterzy i próbują przekupić naszych informatyków — żali się właściciel firmy działającej w obszarze nowych technologii, który nie chce ujawniać swojej tożsamości. Rekrutcje w wielu podmiotach z takiej branży trwają nieustannie.
— Obecnie bardzo intensywnie rekrutujemy do naszego biura w centrum Krakowa informatyków (PHP, Java, bazy danych), administratorów systemu oraz
testerów oprogramowania. Jednocześnie do warszawskiego biura poszukujemy specjalistów e-commerce i marketingu internetowego. Szukamy najlepszych ludzi — mówi Michał Wrodarczyk, prezes Fru.pl.
Jego zdaniem, mniejsze podmioty też mają zalety.
— Mała firma może zaoferować informatykom przede wszystkim możliwość wywarcia realnego, bardzo konkretnego wpływu na swój produkt. Nasi ludzie na co dzień widzą efekt swojej pracy i czerpią z tego wielką satysfakcję, podczas gdy w korporacjach byliby trybami w wielkiej maszynie — uważa Michał Wrodarczyk. Podobnego zdania jest Michał Misiak.
— Informatyk zatrudniony w dziale IT mniejszej firmy widzi nie tylko wąski fragment powierzonego mu zadania, ale całość działań, ich kierunek i cel. Ma realny wpływ na kształt systemu, nad którym pracuje i efekty swojej pracy, co również podnosi jego motywację. W mniejszych firmach zdecydowanie niższe jest również ryzyko wypalenia zawodowego. Ponadto sukcesy pojedynczych osób pozostają od razu zauważone i docenione, również finansowo — przekonuje Michał Misiak.
— Dla najlepszych pracowników przewidujemy udziały w firmie — pierwsze akcje dla najbardziej zasłużonych zostaną przyznane jeszcze w tym roku — wtóruje mu Michał Wrodarczyk.
Zdaniem przedstawicieli mniejszych podmiotów, problem tkwi nie tyle w finansach, co w braku odpowiedniej liczby dobrych informatyków. To muszą być pasjonaci. — W informatyce jeden dobry fachowiec zdziała więcej niż dziesięciu „przeciętniaków” — twierdzi Michał Wrodarczyk. A w przypadku ludzi świeżo pod studiach często na tak fachowe wsparcie trudno liczyć.
— Z naszego doświadczenia rekrutacyjnego wynika, że jedynie ok. 5 proc. osób tuż po studiach informatycznych posiada zasób wiedzy i umiejętności, na których nam zależy — mówi Michał Misiak.
Wyfruwają z gniazd
Jednak często młodzi informatycy swoje pierwsze kroki stawiają właśnie w małych podmiotach, skąd potem chętnie znikają, skuszeni propozycją większej firmy ze znaną marką, gdzie droga do zdobywania świata stoi otworem, a pieniądze leją się strumieniami. — Zdarzają się osoby, które wolą rodzinną atmosferę i nie chcą być tylko numerkiem na liście płac. Ale rzadko — mówi Sylwia Błaszczyk.