ING stawia na pasywne zarządzanie

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 18-01-2016, 22:00

Inwestowanie na giełdzie to dla Kowalskiego niemal science fiction — uznał ING Bank Śląski i opornym zaoferował fundusze indeksowe.

Oferta banku spod znaku pomarańczowego lwa powiększyła się o trzy fundusze indeksowe, odzwierciedlające zachowanie indeksów WIG20, S&P500i europejskiego MSCI EMU (240 dużych lub średnich spółek z dziesięciu najbardziej rozwiniętych krajów strefy euro). Są to tradycyjne fundusze otwarte, działające w formule master-feeder i inwestujące w produkty z grupy Amundi.

— Bezpośrednie inwestowanie na giełdzie to dla klienta detalicznego niemal science fiction. Fundusze indeksowe ułatwią zadanie tym, którzy chcieliby wejść na rynek akcji, ale nie wiedzą, jak to zrobić. Nie podążamy za modą, lecz myślimy długoterminowo. Nie oferujemy kota w worku, lecz produkt, który jest przejrzysty i prosty — zapewnia Daniel Szewieczek, dyrektor departamentu środków powierzonych w ING Banku Śląskim.

Fundusz indeksowy funkcjonuje jak ETF (Exchange Traded Funds) z tą tylko różnicą, że nie jest notowany na giełdzie. Jego zadanie to wierne naśladowanie instrumentu bazowego, bez względu na to, czy zyskuje on, czy traci, dlatego z góry wiadomo, na jakie zyski go stać. W przypadku produktów ING benchmarkiem są indeksy giełdowe. Koszty zarządzania funduszami indeksowymi z oferty ING Banku Śląskiego wyniosą łącznie 1,85 proc. rocznie, co czyni te produkty droższymi w zestawieniu z ETF, ale o połowę tańszymi w porównaniu z tradycyjnymi funduszami otwartymi.

— Nie zdecydowaliśmy się na rozwiązanie oparte na ETF, gdyż inwestycja wymagałaby użycia rachunku maklerskiego, a to dopiero kolejny etap w rozwoju klienta — tłumaczy Daniel Szewieczek.

Minimalna pierwsza wpłata do funduszy to 100 zł, a każda kolejna 50 zł. Bank chciałby, żeby produkty te stały się narzędziem do regularnego inwestowania, ale rekomenduje klientom, żeby nie całość portfela, lecz 5-10 proc. oszczędności przeznaczyć na tego typu fundusze. Eksperci przekonują, że najlepsze perspektywy ma indeks MSCI EMU, który wspierany będzie przez luzowanie ilościowe prowadzone przez Europejski Bank Centralny.

Rafał Bogusławski, zarządzający z Amundi TFI, twierdzi jednak, że również WIG20 da zarobić w tym roku.

— Tempo wychodzenia inwestorów zagranicznych z polskiego rynku było największe od 2008 r. Polskie spółki są notowane z 20-procentowym dyskontem w stosunku do prognozowanych zysków, a gospodarka nie zmierza przecież do katastrofy. Dlatego, jeśli nie pojawią się nowe zagrożenia, jak np. opodatkowanie telekomów, to WIG20 ma szansę zakończyć rok na plusie — ocenia Rafał Bogusławski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu