Innowacje tlą się w polskim IT

Kamil Kosiński
opublikowano: 31-12-2008, 00:00

Nie mamy żadnej znanej na świecie marki informatycznej. Kilka firm próbuje się jednak wybić. Kibicujmy im.

Krajowe też może być awangardowe

Nie mamy żadnej znanej na świecie marki informatycznej. Kilka firm próbuje się jednak wybić. Kibicujmy im.

— Gdy startował Internet, nikt sobie nie wyobrażał, że może powstać taka firma, jak Amazon.com wykorzystująca sieć do sprzedaży różnych produktów. Podobnie z technologiami semantycznymi. Na razie nie zdajemy sobie nawet sprawy, do czego takie rozwiązania mogą być wykorzystywane — rzuca Grzegorz Młynarczyk, wiceprezes spółki Software Mind.

I podaje swój ulubiony przykład:

— Technologie semantyczne analizują i łączą informacje w sposób znaczeniowy. Gdy w Google wpiszę słowa "Paris Hilton", zawsze wyskoczą odnośniki do stron o kobiecie noszącej to nazwisko. Gdyby była to wyszukiwarka semantyczna, skojarzyłaby, że dzień wcześniej szukałem hotelu i zamiast informacji o amerykańskiej gwiazdce, w pierwszej kolejności zaproponowałaby stronę hotelu Hilton w Paryżu — opowiada.

Firma, której założycielami są Grzegorz Młynarczyk i Konrad Siatka, zainteresowała się technologiami semantycznymi na przełomie 2003 i 2004 r. W 2008 r. przysporzyły one ułamek z zaledwie kilkunastu milionów przychodów Software Mind. Niewiele. Ale krakowską spółkę docenili ludzie, którzy tworzyli brytyjski bank internetowy Egg. Skorzystali z oprogramowania Software Mind w projekcie Garlik. Ma on czuwać nad bezpieczeństwem tożsamości. W kraju, w którym nie ma dowodów osobistych, do zaciągnięcia kredytu na czyjeś nazwisko wystarczy zbiór danych, które w zinformatyzowanym świecie można w miarę łatwo uzyskać, przeszukując Internet. Garlik ma więc analizować różne operacje i gdy uzna je za podejrzane — alarmować potencjalną ofiarę.

Tych języków nie znamy

W niezagospodarowanej dotąd niszy próbują sił także Łukasz Osowski i Michał Kaszczuk z firmy Ivo Software. Ich domena to komputerowe syntezatory mowy. Pierwszy produkt — o nazwie Speaker — dedykowany był wyłącznie osobom niewidomym lub niedowidzącym, które potrzebują jakichkolwiek narzędzi odczytujących zawartość komputerowego ekranu. Ale w 2006 r. sytuacja się zmieniła. Firma wypuściła syntezator mowy o nazwie Ivona.

— W przypadku Speakera nie było wątpliwości. Każdy od razu wiedział, że to sztuczny głos. Ivona nie mówi tak płynnie jak człowiek, ale można ją z człowiekiem pomylić — twierdzi Łukasz Osowski.

To zaś otworzyło przed Ivo Software nowe możliwości. Za sprawą firmy Finnsoft oprogramowanie tworzone w Gdyni trafiło do telefonicznego centrum obsługi klienta Deutsche Banku, a NextiraOne wykorzystała je w infolinii Straży Granicznej. Między innymi dzięki temu przychody Ivo Software wzrosły z 1 mln zł w 2006 r. do 3 mln w 2008 r. W oparciu o mechanizm Ivony firma zaoferowała również produkty typowo konsumenckie, przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców. Program o nazwie Expressivo czyta dokumenty z edytora tekstu Microsoft Word i programu pocztowego Microsoft Outlook. Do tego na domowym komputerze może podłożyć głos lektora do filmów dystrybuowanych w polskiej wersji wyłącznie z napisami.

Syntezatory Ivo Software komunikują się z użytkownikami nie tylko po polsku, ale również po angielsku i rumuńsku. W rumuńskim telekomie firma Wind Telecom zrealizowała zresztą jedno z korporacyjnych wdrożeń syntezatora Ivona.

— Ja ani nikt z pracujących nad mówiącą po rumuńsku Ivoną nie znał tego języka. Zajmujemy się technologiami syntezy mowy w różnych językach bez ich znajomości — informuje Łukasz Osowski.

— Robiąc lokalizację jakiegoś oprogramowania, nie trzeba znać języka, w którym będzie ono obsługiwane. Trzeba znać składnię i pewne elementy specyficzne, ale umiejętność czytania i pisania jest zbędna — zapewnia Marek Filipiak, założyciel firmy Psiloc.

Psiloc stworzył nakładki do oprogramowania Nokii pozwalające obsługiwać telefony tego producenta w około 70 językach — m.in. hebrajskim, tajskim, japońskim i trzech dialektach chińskich. A współpracę z telekomunikacyjnym gigantem zaczął w 2000 r.

— Gdy w 2000 r. wprowadziliśmy na rynek jeden z pierwszych naszych smartphone’ów - model 9210 - okazało się, że zainteresowanie nim w krajach Zatoki Perskiej jest tak duże, iż niezbędna jest sprzedaż telefonu z obsługą w języku arabskim. Psiloc zrobił taką lokalizację dobrze i na czas, więc współpraca zaczęła się zacieśniać — relacjonuje Dariusz Zalewski z Nokii.

Pasja procentuje

Psiloc produkuje rozmaite aplikacje dla producentów telefonów oraz programiki, które właściciele aparatów mogą kupić w sklepie internetowym Nokii. Może także samodzielnie oznaczać swoje produkty jako "certyfikowane" do pracy z systemem operacyjnym Symbian wykorzystywanym w słuchawkach Nokii, Samsunga, Motoroli i SonyEriccssona.

— O ile mnie pamięć nie myli, Psiloc był chyba pierwszą firmą na świecie, która uzyskała taki status współpracy z konsorcjum Symbian — dodaje Dariusz Zalewski.

A to dzięki temu, że Marek Filipiak zainteresował się Symbianem zanim ten powstał. Wszystko za sprawą komputerka kieszonkowego, który kupił sobie jeszcze w latach 90. Urządzenie zafascynowało go na tyle, że zaczął pisać własne programy, które poszerzyłyby funkcjonalność palmtopa. Tak się zaś złożyło, że był to komputer firmy Psion, pracujący pod kontrolą systemu operacyjnego Epoc, na bazie którego powstał Symbian.

— Otworzyłem firmę kilka miesięcy przed powstaniem konsorcjum Symbian. Dopłacałem do interesu przez trzy czy cztery lata, a znajomi pukali się w głowę i pytali: facet, co ty robisz — opowiada Marek Filipiak.

Sytuacja zmieniła się, gdy Nokia zaczęła stosować Symbiana w swoich telefonach. Firma z Polski dostała nagle szansę od losu.

— Gdy pierwszy raz zostaliśmy zaproszeni do udziału w konferencji technologicznej Nokii, byliśmy firmą trzyosobową. Mimo to nasze stoisko odwiedził wtedy cały zarząd Nokii — wspomina Marek Filipiak.

Nie byle komu ściskał też ręce Jerzy Dryndos z Logotec Engineering — konkretnie szefom Microsoftu — ale sukcesu komercyjnego mu to nie zapewniło. Czy Software Mind, Ivo Software i Psiloc rozwiną skrzydła, czy tak jak Logotec pozostaną tylko niszowymi producentami ciekawych, ale mało popularnych aplikacji, okaże się za kilka lat. Ich biznesowy sukces lub porażka to jednak coś więcej niż tylko powód do uśmiechu lub zgryzoty dla założycieli tych firm. To również szansa dla całej polskiej branży IT, by zamiast rynkiem zbytu stała się przynajmniej w jednej wąskiej dziedzinie ośrodkiem innowacji na globalna skalę.

Nagrody

nie wystarczyły

Logotec Engineering zyskał sławę dzięki programowi Mobile@Connector, którego sprzedaż rozpoczął w 2002 r. To skrzyżowanie środowiska programistycznego z gotową aplikacją, przeznaczone dla osób, które chcą opracować finalny program umożliwiający dostęp urządzeń mobilnych do danych znajdujących się w firmie, sprawiło, że Microsoft uznał Logotec za jedną z 25 najbardziej innowacyjnych firm programistycznych świata. W marcu 2003 r. ten sam koncern uznał Mobile@Connector za najlepszą aplikację dla komputerów klasy Pocket PC. I co? I nic. Aplikacja świata nie podbiła. A biznesową klapę symbolicznie przypieczętowało wycofanie się ze spółki funduszy venture capital, mających w niej około 23 proc. udziałów.

— Produkt Logotecu był bez wątpienia innowacyjny, ale nie udało się go skutecznie uplasować na rynku. A dla funduszu private equity sześć lat zaangażowania w spółkę to dość długo i w pewnym momencie trzeba podjąć zasadnicze decyzje. Albo firma ma realne szanse na wzrost i pozostaje się w niej dalej, albo sprzedaje się udziały, ratując z inwestycji, co się da — mówi Robert Bożyk, niegdyś członek rady nadzorczej Logotecu, reprezentujący w niej fundusze venture capital

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane