Paweł Stamburski, członek zarządu, dyrektor zarządzający departamentu bankowości korporacyjnej Rabobanku Polska, jeździ z plecakiem. Surowe warunki i dzika przyroda to jego żywioł.
Czego pan szuka w swoich podróżach?
Dzikiej przyrody i orientalnej kultury. Przede wszystkim miejsc jeszcze nieskażonych cywilizacją, nieskomercjalizowanych zakątków. Poza tym, jak wielu pracowników korporacji, także odskoku, innego smaku życia...
To narzuca sposób wojażowania?
Tak, moje wyjazdy mają charakter backpackerski, kontakt z naturą nie jest możliwy w luksusowych hotelach z ofertą all inclusive. Jadąc z plecakiem, podejmuje się wyzwania emocjonalne, fizyczne i mentalne. Trzeba się dostosować do warunków, innych kultur, poradzić sobie w nieprzewidzianych okolicznościach.
Pana wymarzone kierunki?
Chciałbym pojechać do Nepalu i przejść trasę trekkingową po zboczach Mount Everestu. Marzy mi się wyprawa do Indonezji, ale muszę poczekać, aż dzieci trochę podrosną. Jak będą miały po kilka lat, zabierzemy je na mniej wyczerpującą wyprawę. W dalszej perspektywie planuję podróż po Syberii. To najprawdziwsza dzika ekstremalna przyroda, miejsca, których nie tknęła ludzka stopa. Poza tym chciałbym poznać mieszkających tam ludzi.
Jeździ pan sam, czy w stałej grupie?
Jeżdżę ze znajomymi i we dwoje z żoną. Na wyprawy backpackerskie lepiej wybierać się w sprawdzonym składzie. Ludzi dobrze poznaje się w dalekiej podróży, kiedy trzeba np. przesiedzieć 12 godzin na dworcu gdzieś na końcu świata lub iść wiele kilometrów w upale z bagażem na plecach. Ale na ryby jeżdżę w kilkunastoosobowej grupie kolegów. Jestem wędkarzem, dotychczas łowiłem w Szwecji, gdzie byłem już siedem razy. W tym roku po raz pierwszy jadę do Finlandii. Podróżujemy promem, później dopływamy łodziami na bałtyckie wyspy przybrzeżne, szkiery, gdzie kwaterujemy. W czerwcu noce są krótkie, zabieramy prowiant i cały dzień spędzamy na wodzie. Łowimy szczupaki – na ogół jednego bierzemy na kolację, resztę wypuszczamy z powrotem do morza.
Najciekawsze miejsca, jakie pan widział?
Najpiękniejsze to wyspy Morza Andamańskiego na zachodnim wybrzeżu Tajlandii. Lazurowa woda, palmy kokosowe rosnące dziko na plażach i żadnej infrastruktury. Na morze wypływa się tzw. longboatami, które można wynająć rano na plaży. Absolutnie rajskie miejsce. Smutny jest obraz Kambodży – widać biedę, dużo kalek. To skutek zaminowania kraju przez Wietnamczyków i Czerwonych Khmerów. Piękny jest Angkor Wat. Wspaniały kompleks świątynny, niestety już skomercjalizowany, ale robi ogromne wrażenie. Trzeba zobaczyć. No i ludzie w Azji. Mają zupełnie inne priorytety życiowe, wartości. Są szczęśliwi, mniej zestresowani. Choć często całego dobytku mają mniej niż ja w swoim bagażu. &FOT. MATERIAŁY PRASOWE
