Internacjonalizm, czyli patriotyzm

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2019-12-17 22:00

Tytuł wywołuje u starszych czytelników déją vu, jak najbardziej zasadnie.

Mniej więcej tak brzmiał przecież temat niejednego wypracowania, a nawet prac maturalnych. Obowiązująca w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej doktryna internacjonalizmu miała umacniać proletariat, zgodnie z założeniem, że narody w znaczeniu burżuazyjnym stopniowo będą zanikały. Zupełnie inną definicję internacjonalizm znajduje w demokracji kapitalistycznej — wzmacnia poczucie tolerancji, pomaga w stworzeniu międzynarodowej wspólnoty niepodzielonej na rasy oraz naturalnie wzmacnia funkcjonowanie rynków, rozszerzając zakres ich działania. Wyższą formą internacjonalizacji jest oczywiście globalizacja.

Mateusz Morawiecki wydał przedsiębiorcom dyrektywę „cztery razy i”.
Fot. Marek Wiśniewski

Powyższe przypomnienie elementarza pojęć wydało mi się konieczne dla zrozumienia sensu do wtorkowej wielkiej zbiórki na PGE Narodowym. Poza współczesną scenerią klubu biznesowego jako żywo przypominała ona bowiem częste w epoce PRL tzw. krajowe narady aktywu partyjno-gospodarczego. Premier Mateusz Morawiecki w zaproszeniach do „Liderów rozwoju” (tak brzmiał oficjalny tytuł narady) wpisał chwytliwe hasło „Jak przestawić zwrotnice modernizacji Polski i przyspieszyć rozwój polskiego kapitału?”. Takie pytanie bynajmniej nie jest retoryczne, przestawianie zwrotnic odbywa się przecież na kilka sposobów. Dominują nowoczesne, na sygnał radiowy, podczerwień etc., ale technologia czasami się zawiesza i trzeba ręcznie — z wykorzystaniem tzw. wajchy, czyli specjalnego drążka. Po kilkugodzinnej naradzie z udziałem gospodarczej części rządu oraz pojednawczej, przedświątecznej kolacji uczestnicy ze świata biznesu nie są przekonani, który wariant będzie dominował w polityce gospodarczej drugiej kadencji władzy Prawa i Sprawiedliwości.

Lejtmotywem dyskusji była konieczność budowania krajowego kapitału. Generalnie optymistyczna jest wieść, że do ekipy tzw. dobrej zmiany wreszcie dotarło, iż rozwój gospodarczy oparty na konsumpcji — absolutnie dominujący w Polsce od czterech lat — ma naprawdę krótkie nogi. Gospodarz narady wytyczył polskim przedsiębiorcom cztery kierunki rozwoju. Nazwy wszystkich rozpoczynają się na tę samą literę: innowacje, inwestycje, instytucje i przywołany w tytule internacjonalizm. Ten ostatni termin premier odkurzył z PRL zgodnie z modą na recykling. Nie było jednak możliwe udzielenie odpowiedzi na strategiczne pytanie rozesłane w zaproszeniach.

Nieprzypadkowo ważnym politycznie wątkiem narady było wytknięcie akurat 17 grudnia błędów w polityce gospodarczej ostatnich 30 lat. Dokładnie tego dnia bowiem minęły trzy dekady od zaprezentowania w 1989 r. planu gospodarczego przez wicepremiera Leszka Balcerowicza. Ówczesny kontraktowy Sejm oraz reformatorski Senat uchwaliły rządowy pakiet dziesięciu ustaw błyskawicznie, prezydent Wojciech Jaruzelski od ręki podpisał i w noc sylwestrową 1989/90 plan wszedł w życie. Obecna władza całkowicie dyskwalifikuje tamten program za neoliberalne i niepatriotyczne podejście do krajowej gospodarki. W krytyce oczywiście zawarty jest pierwiastek prawdy, ale uczciwość ocen wymaga przede wszystkim zachowania proporcji. Ciekawe, jak za 30 lat będzie pamiętana — czy w ogóle przez kogokolwiek — dyrektywa „cztery razy i” wydana tegorocznego 17 grudnia na PGE Narodowym.