Inwestorzy boją się o wyniki Grupy Azoty

Mateusz Wojtala
19-02-2018, 22:00

Polski koncern ostrzy sobie zęby na niemieckiego producenta nawozów. Zagrożeń dla grupy jednak nie brakuje

Po zeszłorocznym nieudanym przejęciu chorwackiej spółki Petrokemija, które nie doszło do skutku po przeprowadzeniu badania due diligence, drugi w Europie pod względem wielkości gracz z branży nawozowo- -chemicznej podejmuje kolejną próbę akwizycji na rynku europejskim. Tym razem wybór padł na Compo Expert z Niemiec. Grupa Azoty złożyła wstępną ofertę nabycia 100 proc. udziałów spółki. Analitycy uznają to za dobry ruch, ale wstrzymują się z jego ostateczną oceną.

— W przypadku oferty za Compo Expert brakuje nam szczegółów, a przede wszystkim ceny. Nie można powiedzieć, że ruch sam w sobie jest zły. Jej zakup uzupełniałby ofertę Grupy Azoty o produkty z wyższą wartością dodaną. Co więcej, dawałaby lepszy dostęp do rynku niemieckiego, bo na razie spółka jest skazana na polskiego rolnika i nasz kapryśny klimat. Firmy globalne, działające w wielu krajach, jak chociażby Yara, przesuwają swoje produkty między regionami w zależności od sytuacji. Takiego pola manewru brakuje właśnie Grupie Azoty i w pewnym stopniu dawałby jej to zakup Compo Expert — komentuje Jakub Szkopek, analityk Domu Maklerskiego mBanku.

Ocena niejednoznaczna

Eksperci maja jednak mieszane uczucia co do kondycji koncernu. W ostatnim raporcie analityk DM BDM podkreślał, że spółka ma za sobą udany rok. W pierwszych trzech kwartałach mimo 28-procentowego wzrostu kosztów gazu oczyszczona EBITDA grupy wzrosła o 13 proc. r/r. Analityk, pomimo zmniejszenia ceny docelowej z 80,4 zł do 68,6 zł za jedną akcję, nie zmienił rekomendacji „akumuluj”. Akcentował przede wszystkim niską wycenę rynkową z 20-30-procentowym dyskontem do Yary, skandynawskiego konkurenta grupy. Innego zdania jest Łukasz Prokopiuk z DM BOŚ, który pod koniec stycznia zalecał sprzedawać akcje grupy, wyznaczając przy tym cenę docelową na poziomie 50 zł. Oczekuje on niecałych 1,4 mld zł EBITDA za rok 2017, jego zdaniem, jest to niewielka wartość, biorąc pod uwagę marże w segmencie chemicznym i tworzywowym w ubiegłym roku. Notowania Grupy Azoty w 2017 r. urosły o ponad 11 proc., ale WIG w tym czasie zyskał 20 proc.

— Sądzę, że notowaniom ciążyła zapowiadana polityka inwestycyjna i potencjalne duże nakłady na projekt PDH w Policach. Niedawno spółka zaktualizowała budżet tej inwestycji, który obecnie przekracza 5 mld zł. Są jeszcze inne kapitałochłonne przedsięwzięcia, jak np. elektrociepłownia w Puławach czy zgazowania węgla, jednak zwracamy uwagę, że znaczące wydatki inwestycyjne na te projekty pojawią się nie wcześniej niż w 2020 r. Ryzyko podnosi też główny właściciel, czyli skarb państwa. To bez wątpienia wpływa na dyskonto wyceny względem spółek z prywatnym kapitałem — mówi Krystian Brymora z DM BDM.

Niekorzystne tendencje

Od połowy grudnia niekorzystne trendy dotyczą zarówno cen nawozów, jak i gazu. Stąd słabsze zachowanie kursu giełdowego w końcówce roku i na początku 2018 r., swoje zrobiła też korekta na światowych rynkach akcji. Nad Grupą Azoty ciągle wisi widmo regulacji unijnych dotyczących limitu zawartości kadmu w nawozach. Chociaż walkę z tzw. dyrektywą antykadmową w interesie polskiego koncernu toczy rząd, to analitycy raczej studzą emocje. Ich zdaniem, może to być tylko przejściowy czynnik ryzyka. — Do uchwalenia limitów kadmu jeszcze daleko, choć same w sobie też nie byłyby problemem. Kłopoty pojawiłyby się dopiero po roku 2030, kiedy miałyby one osiągnąć ostateczny poziom 20 mg/kg. Jednak na to też są sposoby — dodaje Krystian Brymora. W tym roku nie należy oczekiwać fajerwerków po wynikach spółki. Analitycy spodziewają się

rezultatów zbliżonych lub nawet gorszych od tegorocznych, co raczej nie będzie sprzyjać wzrostowi notowań. Zdaniem Łukasza Prokopiuka, dalsze osłabienie dolara do złotego powinno negatywnie wpływać na ceny produktów, które są silnie związane z dolarem, oraz zbóż denominowanych w złotym.

— Szansą dla spółki na pewno są niskie poziomy cen płodów rolnych, które mogą skoczyć w razie jakiejkolwiek katastrofy naturalnej. Również prośrodowiskowa polityka w Chinach, gdzie wyłączane są moce produkcyjne, a Państwo Środka to największy producent i eksporter mocznika na świecie. Zagrożeniem w ubiegłym roku były, a w 2018 r. będą nowe moce produkcyjne uruchamiane w różnych częściach globu, które będą przerastać wzrost popytu, powodując nawis produkcyjny. Również notowania surowców energetycznych, przede wszystkich węgla i gazu, będą negatywnie oddziaływać na Grupę Azoty. Do tego dochodzą dobre wyniki za 2017 r., których, moim zdaniem, spółka nie poprawi w tym roku — uważa Jakub Szkopek. Raport za IV kw. 2017 r. grupa przedstawi 5 kwietnia. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Inwestorzy boją się o wyniki Grupy Azoty