Inwestorzy nie mają powodów do narzekań

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2003-04-04 00:00

Czwartek przyniósł kontynuację środowych wzrostów na giełdach świata. Nieco umocnił się dolar, ceny ropy były stabilne. Wojska USA są coraz bliżej Bagdadu.

Od początku czwartkowych notowań rosły indeksy na światowych giełdach. Wzrosty nie były już jednak tak duże, jak w środę. Część inwestorów postanowiła zrealizować zyski, część woli stać z boku i patrzeć na postępy koalicji antyirackiej. Wzrosty indeksów nie przekroczyły 2 proc. — wyjątkiem była GPW, gdzie WIG20 zyskał dokładnie 2 proc.

Pozytywne dla Stanów Zjednoczonych wieści z Iraku spowodowały dalsze umocnienie dolara — za euro płacono już mniej niż 1,074 USD. Nieznaczny wpływ na osłabienie waluty Eurolandu miała decyzja Europejskiego Banku Centralnego o pozostawieniu stóp na nie zmienionym poziomie.

Jednak głównym czynnikiem, decydującym o postawach inwestorów, pozostaje wojna. A w Iraku wojska USA są coraz bliżej Bagdadu — jedne źródła donoszą, że są na przedmieściach, inne, że 8 km od stolicy, jeszcze inne, że zajęły pozycje do ataku na główne lotnisko. Siły specjalne zdobyły jeden z pałaców Saddama Husajna. Media donoszą też o dużych ilościach porzuconych irackich mundurów, które znajdują żołnierze koalicji. Ma to być dowodem na to, że coraz mniej poddanych Husajna chce być kojarzonych z reżimem.

Niewielki wpływ na zachowania inwestorów miały natomiast negatywne wieści z frontu — m.in. o zestrzeleniu przez siły irackie kolejnego śmigłowca i samolotu US Army. Niemal w bezruchu pozostawał wczoraj rynek paliw. Analitycy podkreślają, że świadczy to o tym, iż inwestorzy uznali, że dobre i złe informacje, docierające na rynek, równoważą się i nie ma potrzeby handlowania paliwami po innych cenach. Dobre wieści to oczywiście postępy na irackim froncie i odwołanie strajku w Nigerii — dostawy ropy wydają się niezagrożone.

— Inwestorzy oceniają, że na rynku jest wystarczająca ilość ropy, mimo wydarzeń w Iraku i Nigerii. Ale powodów do spadku cen nie ma, bo zapasy Amerykanów nie są największe, a popytu nie zabraknie — mówi Adam Siemiński z Deutsche Banku.