Najpierw rewolucja prawna, teraz właścicielska. Na rynku odpadów zaczął się ruch. Szansę dla siebie dostrzegło EZO z NewConnect, które inwestuje w zakłady przetwarzające śmieci na energię. Chce przejąć wysypiska.

— Od paru miesięcy rozmawiamy z właścicielem trzech wysypisk śmieci w różnych rejonach kraju. Sprzedającym jest podmiot, który chce wycofać się z tego rynku w związku ze zmianą przepisów — mówi Maciej Fenicki, prezes EZO.
Nowa ustawa śmieciowa nakłada obowiązek sortowania śmieci przed wysypaniem. Zatem, w świetle przepisów, właściciel wysypiska musi zainwestować w sortownię (nawet kilkadziesiąt milionów złotych) albo wyjść z biznesu. Dla EZO taka inwestycja ma sens, bo przy swoich instalacjach przetwarzania śmieci i tak zamierza stawiać sortownie. Zakup wysypisk oznacza zapewnienie sobie dostępu do surowca.
— Jeśli transakcja dojdzie do skutku, zainwestujemy w instalacje przy przejętych wysypiskach. Postaramy się wykorzystać dotacje unijne — zapowiada Maciej Fenicki.
O wartości ewentualnej transakcji nie chce mówić. Podaje jedynie, że wysypiska generują dziś łącznie kilkadziesiąt milionów złotych przychodów, a ich rentowność EBITDA to 5-8 proc. Niewykluczone, że sprzedający dostanie w ramach zapłaty i gotówkę, i akcje EZO. Jeśli przejęcie się powiedzie, biznes EZO urośnie skokowo. Firma dopiero zaczyna budowaćinstalacje w Pionkach, Starachowicach i Toruniu, co oznacza, że nie osiąga jeszcze przychodów. Produkcja energii ma ruszyć w 2015 r. A wtedy, według zapowiedzi zarządu, przychody sięgną 60-80 mln zł (z tych trzech instalacji), a rentowność operacyjna wyniesie ok. 40 proc.
— Specyfiką tej branży jest to, że surowiec nie jest kosztem, lecz przychodem, bo za przyjęcie śmieci otrzymuje się zapłatę. Wpływy będzie też przynosiła sprzedaż energii — podkreśla Maciej Fenicki. Mimo braku przychodów EZO nie brakuje gotówki na inwestycje. Spółce przyznano łącznie 108 mln zł dotacji z PARP, podczas gdy całkowita wartość inwestycji to 170 mln zł (do spółki trafiło już pierwsze 10 mln zł). Dla porównania — kapitalizacja EZO na NewConnect to dziś ok. 17 mln zł. Inwestycjami w odpady interesują się też fundusze private equity. W marcu Abris, który ma w portfelu m.in. kurierską Siódemkę, Polski Bank Przedsiębiorczości, FM Bank czy Investors Holding, kupił większościowy pakiet udziałów w firmie Uskom z Mławy. To regionalny lider na rynku odpadów, wyróżniający się również na tle kraju — i rozmiarem biznesu, i technologią. Abris zapowiedział, że wesprze Uskom kilkuset milionami złotych na dalsze inwestycje w technologię.
10 lat temu odpady skusiły Enterprise Investors. Fundusz zainwestował w Polską Grupę Gospodarki Odpadami, ale po dwóch latach wyszedł z tego projektu.
Duzi będą więksi
Rynek odpadów w Polsce przebadał w zeszłym roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Za największy podmiot uznał grupę Remondis, a pozycję wicelidera przyznał firmie Sita. Na kolejnych umieścił grupy Alba, Veolia oraz Toensmeier. To oznacza, że największymi graczami są przedsiębiorcy ponadregionalni, kontrolujący ok. 30 proc., rynku (29,1 proc. w 2010 r.). Zdaniem UOKiK, ich udział będzie rósł po zmianie przepisów.
OKIEM EKSPERTA
To branża na długi termin
DARIUSZ MATLAK
prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami
Rynek odpadów w Polsce jest w przededniu rewolucji, wynikającej z wejścia w życie nowych przepisów. Intencją ustawodawcy jest doprowadzenie do zmniejszenia liczby wysypisk i uzbrojenie ich w sortownie, kompostownie i spalarnie. Szacuje się, że liczba firm w tym sektorze spadnie w długim terminie z dzisiejszych 500 do ok. 200, przy czym będą one większe i kompleksowo zajmą się składowaniem i przetwarzaniem odpadów. Zatem firmy, które mają dziś w portfelu tylko wysypiska, mają w perspektywie wyłożenie kilkudziesięciu milionów złotych na inwestycje lub groźbę degeneracji biznesu. Nic więc dziwnego, że często decydują się na sprzedaż aktywów. Prywatne firmy odpadowe stanowią w Polsce ok. jednej trzeciej rynku. To sektor dla inwestorów długoterminowych i raczej branżowych, choć pojawiają się też fundusze typu venture, angażujące się na kilka lat. To niewątpliwie dlatego, że nasz rynek odpadów jest wciąż bardzo opóźniony w stosunku do reszty Europy i w stosunku do wymagań unijnych. Będzie się więc rozwijał.