Inwestorzy sparzyli się na franku

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 12-08-2011, 00:00

Dobre dane z USA,

Szwajcarski bank centralny nie wyklucza przejściowego zamrożenia waluty

Dobre dane z USA,

plotki o sztywnym kursie

i domniemana interwencja

— splot wydarzeń uderzył

we franka.

To był najlepszy dzień od wielu lat dla kredytobiorców zadłużonych we franku szwajcarskim — kurs spadł z 4,08 zł o 7 rano do 3,82 zł o 17. Złoty odrobił potężne straty z dwóch poprzednich dni. Inwestorzy rozpoczęli ucieczkę od franka, po tym jak pojawiły się spekulacje, że Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) może tymczasowo usztywnić kurs franka do euro. Takiej możliwości nie wykluczył wczoraj Thomas Jordan, wiceprezes SNB.

— Wszelkie przejściowe rozwiązania, które wpływają na kurs franka, są dopuszczalne i legalne, o ile pozwalają stabilizować ceny — stwierdził zapytany o zamrożenie waluty.

Lęk przed mrożeniem

Groźba przyniosła skutek — wywołała pierwszą falę odwrotu od franka. Do 10 rano cena waluty spadła o 12 gr. Dotąd przedstawiciele SNB sugerowali bowiem, że bank nie ma mandatu do usztywnienia franka, bo oznaczałoby to rezygnację z niezależności w prowadzeniu polityki pieniężnej. Oświadczenie Thomasa Jordana pokazuje, że SNB łagodzi swoje stano-wisko.

— W normalnej sytuacji upierałabym się, że powiązanie franka z euro nigdy nie nastąpi. Przy obecnych wycenach taki krok wydaje się jednak coraz bardziej możliwy — twierdzi Ursila Kubali, ekonomistka Banku Sarasin, cytowana przez Bloomberga.

Szwajcaria rozważa rezygnację z płynnego kursu po raz pierwszy od 1971 r., kiedy upadł system z Bretton Woods (zawiązane w 1944 r. porozumienie państw zakładające stałe parytety wymiany między najważniejszymi walutami świata). Zamrożenie kursu mogłoby więc uderzyć w wiarygodność franka i szwajcarskiego banku centralnego.

— Nie spodziewałbym się, że SNB wkrótce rzeczywiście zdecyduje się na ten krok. Wypowiedź wiceszefa SNB była raczej interwencją słowną. Chciał pokazać rynkom, że bank jest rzeczywiście zdeterminowany do przeciwdziałania umacnianiu się franka, i postraszyć, że jest gotowy zrobić niemal wszystko — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.

Oprócz kwestii wizerunkowych, przed usztywnieniem kursu powstrzymuje Szwajcarów ewentualny koszt takiej operacji. Powiązanie franka z euro oznaczałoby, że SNB sprzedawałby swoją walutę na rynku po wyznaczonej, stałej cenie. W rezerwach banku silnie przybywałoby więc euro. Istnieje ryzyko, że kiedy przywrócony zostałby płynny kurs, frank znowu umocniłby się, czyli wycena posiadanych przez SNB euro spadłaby, a to oznaczałoby dla banku poważną stratę (a w konsekwencji uszczuplenie dochodów kantonów).

— Jeśli interwencja okazałaby się nieskuteczna, skupione w jej trakcie euro stałyby się po prostu złą inwestycją, czyli taką, której wycena spada — wyjaśnia Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.

W 2010 r. z powodu nieudanych interwencji SNB zanotował 21 mld USD straty.

Szansa na przełom

Po południu frank znowu zaczął tracić. Tym razem iskrą, która wzmocniła wyprzedaż szwajcarskiej waluty, były dane z amerykańskiej gospodarki. W minionym tygodniu liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych nieoczekiwanie spadła o 7 tys., do 395 tys. — najniżej od kwietnia. To jedna z nielicznych w ostatnich tygodniach dobrych wiadomości płynących z gospodarki USA, co nieco uspokoiło inwestorów i przełamało ślepy pęd do franka jako bezpiecznej przystani.

— Dane o wnioskach o zasiłek pokazują, że amerykańska gospodarka jednak rośnie, choć w umiarkowanym tempie — twierdzi Dan Veru, strateg funduszu Fort Lee.

Wpływ, jaki dane z USA wywarły na kurs franka, przerosły jednak wszelkie oczekiwania. Dlatego na rynku pojawiły się plotki, że SNB skorzystał z okazji i dokonał interwencji walutowej.

— Władze banku nie potwierdziły oficjalnie żadnego działania, ale pogłoski były silne. Inwestorzy szukają już jakiegoś momentu przełomowego do realizowania zysków, a takie nastroje to dobre podłoże do interweniowania — mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Dodatkowo nastroje inwestorów poprawiła wczoraj deklaracja Giulio Tremontiego, ministra finansów Włoch, który zapowiedział, że w przyszłym tygodniu rząd ogłosi nowy, większy od poprzedniego program oszczędnościowy we włoskich finansach. W dodatku wczoraj kolejny dzień z rzędu spadały odsetki od obligacji Włoch i Hiszpanii.

— Pozytywnych informacji pojawia się coraz więcej, a inwestorzy na nie bardzo czekają — mówi Marek Rogalski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu