„Sami nie prowadzimy działalności operacyjnej” – przypomina szef holdingu w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Jan Wejchert nie rozumie więc, skąd powstały kontrowersje wokół niedawnej transakcji przejęcia kolejnego, 26 proc. pakietu udziałów w platformie N przez TVN. Większość inwestorów i analityków przyjęła ją negatywnie, a kurs w kilka dni spadł o kilkanaście procent.
Spekulowano, że ekspresowe tempo przeprowadzenia operacji to wynik kłopotów finansowych holdingu, związanych z jego wysokim zadłużeniem.
„To, że dziś grupa ITI jest zadłużona, nie wynika z tego, że pieniądze gdzieś wyfrunęły, lecz z tego, że były przeznaczone na konkretne działania” – mówi Jan Wejchert.
Szef ITI jest także przekonany, że za rok-dwa inwestorzy zrozumieją, jak ważne jest posiadania platformy cyfrowej dla TVN. Głównie ze względu na zabezpieczenie dystrybucji i zróżnicowanie przychodów. „Dlaczego grupa ITI sama ma finansować rozwój TVN? Dlaczego nie maja w tym uczestniczyć mniejszościowi udziałowcy? Czy ciągle mamy być dobrym wujkiem?” – pyta retorycznie Jan Wejchert.
Jan Wejchert uważa również, że wycena giełdowa firm nie ma obecnie żadnego
związku z rzeczywistą ich wartością. To o tyle ważne, że konsorcjum banków, w
których zadłużone jest ITI, próbuje właśnie zmienić warunki udzielonego kredytu.
A akcje TVN stanowią jego zabezpieczenie. ITI stoi jednak na stanowisku, że
umowa jest umową i żadne korekty nie będą wprowadzane. W ostateczności strony
mogą pójść do sądu.