Nerwowy przebieg miały czwartkowe notowania na amerykańskich giełdach. O ich kierunku decydowały trzy czynniki. Rozczarowująca prognoza Apple, wystąpienie szefa Fed oraz dane makro.
Dwa pierwsze miały dosyć niepokojący wydźwięk. Miło za to zaskoczyły dane gospodarcze, choć raczej przesądziły o tym, że nie ma co spodziewać się szybkiego poluzowania polityki monetarnej. Wskaźnik cen konsumpcyjnych wzrósł zgodnie z oczekiwaniami ekonomistów. Wyższa za to była liczba rozpoczętych budów domów. Sytuacja na rynku nieruchomości jest więc nadal dobra, co zmniejsza obawy o schłodzenie koniunktury w gospodarce USA.
Zaniepokoiła z kolei wypowiedź Bena Bernanke, przewodniczącego amerykańskich władz monetarnych. Stwierdził on, że w najbliższej dekadzie USA mogą stanąć przed widmem kryzysu finansowego jeśli nie zostaną zrestrukturyzowane wydatki socjalne. To był wyjątkowo silny cios dla Wall Street.