Kraków jest tu dla mnie tylko symbolem szerszego pytania o los młodych na rynku pracy. Miasto to w socialmediowej publicystyce zostało już nie raz porównane do Detroit, czyli metropolii upadłej pod ciężarem umierającego przemysłu motoryzacyjnego. W naszym kraju tymi zanikającymi branżami mają być usługi biznesowe i informatyczne, które są ważnym elementem krajobrazu biznesowego Krakowa i całej Polski. Ich eksport w ostatniej dekadzie wzrósł z 13 do 50 mld EUR, symbolizując sukces gospodarczy naszego kraju. Jeszcze w 2010 r. eksport samych usług IT per capita był w Polsce taki jak w Indiach, obecnie jest prawie czterokrotnie większy. Dziś jednak podnosi się argument, że AI wyeliminuje dużą część zapotrzebowania na te usługi. Z tego powodu informacje o wzroście bezrobocia w Krakowie mają elektryzujący charakter. Czy już się zaczęło? Spójrzmy.
W ostatnich dniach przez media przetoczył się artykuł opublikowany oryginalnie przez PAP, według którego bezrobocie wśród osób do 30. roku życia w Krakowie wzrosło w trzecim kwartale o 40 proc. W artykule znajduje się wyjaśnienie, że powodem jest m.in. adaptacja przez firmy technologii sztucznej inteligencji oraz zwijanie się centrów usług wspólnych. Nawet przy małych liczbach bezwzględnych (młodych bezrobotnych jest około 2,5 tys., czyli trzy promile populacji miasta) taki wzrost byłby poważnym sygnałem alarmowym. Zmiany dziejące się na obrzeżach rynku są często istotnymi wskaźnikami, nawet zanim nabiorą jeszcze masy. Jeżeli młodym ludziom byłby odcinany dostęp do rynku, miałoby to najpierw implikacje społeczne, a niedługo potem makroekonomiczne.
Nie wygląda jednak na to, by głównym powodem wzrostu bezrobocia wśród młodych w Krakowie i innych dużych miastach były zmiany makroekonomiczne i technologiczne. Gwałtowne przyspieszenie liczby bezrobotnych nastąpiło od czerwca, kiedy w życie weszła nowa ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia. Ustawa znacząco ułatwiła rejestrowanie się w urzędach pracy m.in. dzięki zniesieniu limitów wiekowych na bony na zasiedlenie, zniesieniu obowiązku rejestrowania się w miejscu zameldowania czy umożliwieniu rejestracji rolnikom. Szczególne znaczenie miało to dla mieszkańców dużych miast. Dlatego w Polsce jeszcze w maju roczna dynamika liczby bezrobotnych w wieku 18-24 lata wynosiła 0,2 proc., a w listopadzie już 19. W sześciu największych metropoliach w maju było to 2,3 proc., a w listopadzie już 46. Wydaje się wątpliwe, by to przyspieszenie zostało wywołane głównie czynnikami ekonomicznymi i technologicznymi. W gospodarce w tym czasie nie wydarzyło się nic, co uzasadniałoby aż taką zmianę. Wręcz przeciwnie — koniunktura zaczęła się poprawiać również w sektorach usług biznesowych.
To wszystko nie oznacza natomiast, że problem nie istnieje. On nie jest tak palący, jak sugerowałyby to nagłówki artykułów internetowych, ale się tli. Z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS, które są źródłem danych o bezrobociu opartym na deklaracjach ankietowanych, a nie fakcie rejestracji w urzędach wynika, że w trzecim kwartale liczba bezrobotnych w wieku 15-24 lata wzrosła o 13 proc. rok do roku, a stopa bezrobocia zwiększyła się o 1,5 pkt proc. (z 10,9 do 12,4 proc.). Dla porównania, stopa bezrobocia w całej populacji wzrosła w ciągu roku o 0,2 pkt proc.
Bardzo ciekawą analizę na temat wpływu zmian technologicznych na rynek pracy w Unii Europejskiej przeprowadziła firma EY. Maciej Stefański, jej ekonomista, pokazał, że w krajach o najwyższym tempie adaptacji technologii AI przez firmy stopa bezrobocia wśród młodych rośnie bardziej od średniej, nawet po korekcie o czynniki cykliczne. „Wprawdzie sztuczna inteligencja nie jest jeszcze głównym czynnikiem kształtującym rynki pracy — na pierwszym planie pozostają imigracja, demografia i czynniki cykliczne — to coraz częściej pełni rolę istotnego czynnika zakłócającego funkcjonowanie tego rynku. A ten wpływ będzie tylko się zwiększał” — napisał Maciej Stefański.
Nie ma więc powodu, by straszyć już dziejącą się katastrofą, ale jest powód, by traktować bezrobocie wśród młodych jako zjawisko potencjalnie niebezpieczne. I zająć się tym wyzwaniem dziś, a nie za 10 lat.
