Jak KAS nie wygrywa z automatami

opublikowano: 02-09-2021, 20:00

Krajowa Administracja Skarbowa dostała listę lokali, w których można grać na nielegalnych jednorękich bandytach. Minęły dwa miesiące i... nadal można.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak ustaliliśmy, że donos ws. nielegalnych jaskiń hazardu, który trafił do Krajowej Administracji Skarbowej (KAS), nie przyniósł żadnych wymiernych rezultatów
  • ile z tych miejsc jest wynajmowanych od... stołecznego urzędu miasta
  • którymi statystykami z wojny z jednorękimi bandytami KAS się chwli, a które ukrywa

Nowelizacja ustawy hazardowej, która zaostrzyła kary za urządzanie gier na automatach poza kasynami i przyznała monopol na legalną działalność w tym zakresie państwowemu Totalizatorowi Sportowemu (TS), obowiązuje od 2017 r. Od tego czasu Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) zajęła ponad 60 tys. tzw. jednorękich bandytów i wszczęła ponad 15 tys. postępowań karno-skarbowych, a sądy za złamanie przepisów ustawy hazardowej skazały około 9 tys. osób. Te statystyki robią wrażenie, ale są i takie, których KAS nie upublicznia. Nie bez powodu. Rzeczywistość walki z nielegalnymi automatami mocno bowiem skrzeczy, na co zdobyliśmy niezbite dowody…

Skarbówka weryfikuje...

KAS zapewnia, że „wszelkie zgłoszenia, zawiadomienia, informacje i sygnały”, dotyczące nielegalnych punktów z automatami „są przedmiotem analiz”, „podlegają badaniu pod kątem wypełnienia znamion czynu zabronionego”, a organy skarbówki każdorazowo „podejmują działania adekwatne do otrzymanych informacji”. Tyle teoria, a jak wygląda praktyka?

„PB” ustalił, że dwa miesiące temu do Izby Administracji Skarbowej (IAS) w Warszawie trafiła lista około 100 miejsc w samej stolicy, w których działają lokale z jednorękimi bandytami. Co funkcjonariusze skarbówki z nią zrobili?

- Wszystkie zawarte tam informacje są aktualnie przedmiotem weryfikacji. Przekazana lista adresów pokrywa się częściowo z lokalizacjami znanymi IAS. Działania w tych punktach były i nadal są podejmowane – przekonuje biuro prasowe KAS.

I zaraz dodaje, że lista składała się nie z około 100, ale z 54 warszawskich adresów. Z naszych informacji wynika, że lokalizacji było jednak 94, przy czym pod niektórymi adresami działa więcej niż jedna minijaskinia hazardu (rekordowy zespół pawilonów na stołecznej Woli mieści ich aż siedem!).

Tak czy inaczej kluczowe jest to, co KAS zrobiła z pozyskaną informacją i jaki jest rezultat jej działań. Sprawdziliśmy zdecydowaną większość lokali z listy i okazało się, że… wszystkie, do których dotarliśmy, mimo upływu dwóch miesięcy, wciąż funkcjonują! Co więcej, na stronach mazowieckiej IAS nie ma żadnej informacji o jakichkolwiek akcjach rekwirowania jednorękich bandytów w stolicy w ostatnich dwóch miesiącach, choć normalnie skarbówka chętnie się takimi akcjami chwali.

... a miasto wynajmuje

To nie koniec kontrowersji w tej sprawie. Okazuje się, że prawie połowa z lokali, wymienionych na liście, znajduje się… na gruntach będących własnością miasta stołecznego Warszawy. Czy ratusz ma tego świadomość i jeśli tak, to czy zamierza cokolwiek z tym zrobić? I jak komentuje fakt, że na miejskich gruntach, w tak wielu miejscach, prowadzona jest nielegalna działalność? Na te pytania stołeczny urząd nie odpowiedział.

Pracownicy biura prasowego ratusza przekazali nam jedynie, że zarówno odpowiednie zarządzenie prezydenta stolicy w sprawie zasad najmu lokali, regulamin ich wynajmu, jak i same umowy zawierane z najemcami uznają organizowanie gier na automatach za działalność niedopuszczalną. A za naruszenie tych przepisów grozi sankcja w postaci rozwiązania umowy. Czy więc ratusz wypowiedział jakieś umowy? Można się domyślać, że niekoniecznie, bo pytanie o to też nie doczekało się odpowiedzi.

Syzyfowa praca

Tolerowanie przez ratusz tej dwuznacznej sytuacji to jeden problem. Drugim, jeszcze poważniejszym, jest to, dlaczego działania i weryfikacja, o których mówi KAS, zakończyły się niczym? Z nieoficjalnych rozmów z przedstawicielami firm legalnie funkcjonujących na rynku hazardowym, a także skarbówki wynika, że służba ta nie podchodzi do zwalczania bezprawnego urządzania gier hazardowych priorytetowo, bo w innych sferach może osiągać dużo szybciej znacznie większe sukcesy.

- Rozpracowując gangi paliwowe, KAS może zająć majątek stanowiący realną wartość, choćby cysterny. Przy nielegalnej produkcji tytoniu bez problemu utrudnia danej grupie powrót do procederu, przechwytując całą linię produkcyjną. Tymczasem zatrzymywane automaty to szrot, nieprzedstawiający prawie żadnej wartości, który później latami, do momentu zakończenia spraw sądowych, trzeba magazynować. A i tak wiadomo, że w większości przypadków jedne maszyny zostaną zaraz zastąpione kolejnymi, bo już miesięczne zyski, które generują, są kilka razy większe niż ich wartość – mówi jeden z naszych rozmówców.

I wspomina „numer ze Szczecina”.

- Już na początku akcji KAS do funkcjonariuszy podjechał człowiek w luksusowym aucie i zaproponował, żeby nie męczyli się z zajmowaniem automatów w lokalu, bo może im dać kilka takich samych, które ma gotowe do „podmianki” na ciężarówce. Oferta oczywiście nie została zaakceptowana, ale dobrze oddaje bezczelność ludzi z szarej, a tak naprawdę czarnej strefy – mówi.

Co na to wszystko KAS? Zapewnia, że teza naszych rozmówców, że skarbówka jest niespecjalnie zainteresowana zajmowaniem nielegalnych automatów, jest „nieuzasadniona”. Twierdzi też, że efektywność jej działań na tym polu „utrzymuje się na stałym od wielu lat, bardzo wysokim poziomie”. Na dowód statystyki.

Podziemie wygrywa na pandemii

Tylko w 2020 r. organy KAS podjęły 8946 czynności, których celem była weryfikacja miejsc pod kątem nielegalnego urządzania gier na automatach oraz 1807 tzw. kontroli wynikowych. W pierwszej połowie 2021 r. było to odpowiednio 4074 czynności i 1038 kontroli wynikowych. W ubiegłym roku skarbówce udało się też wszcząć 3510 postępowań karnoskarbowych i zająć 6570 jednorękich bandytów, a w pierwszej połowie tego roku – wszcząć 1012 postępowań i zająć 4164 maszyny.

KAS przyznaje przy tym, że wszystkie podane wartości w 2020 r. były niższe niż we wcześniejszych latach, ale zrzuca to na karb epidemii koronawirusa i wynikających z niej ograniczeń. Zaznacza, że w 2021 r. wyniki prawdopodobnie przekroczą ubiegłoroczne i puentuje: „wieloletnia walka z szarą strefą hazardową przyniosła efekt w dostrzegalnym zmniejszeniu się tego zjawiska w ostatnich latach”.

W pogoni za króliczkiem:
W pogoni za króliczkiem:
Krajowa Administracja Skarbowa, której szefuje Magdalena Rzeczkowska, zapewnia, że „nieustanie podejmuje czynności zmierzające do wyeliminowania z przestrzeni publicznej nielegalnej działalności w dziedzinie hazardu oraz trwałej jej likwidacji”. Tempo i rezultaty tych działań budzą jednak wątpliwości.

Firmy legalnie działające na rynku hazardowym widzą to inaczej. Nie tylko prywatne, ale także państwowy TS, który jako jedyny może prowadzić salony gier z automatami (na dziś ma ich w całym kraju prawie 800). W sprawozdaniu z działalności hazardowego giganta za 2020 r. można przeczytać, że o ile w pierwszym okresie funkcjonowania jego salonów „spadek nielegalnych punktów był znaczący”, o tyle „w miarę rozwoju sieci legalnych salonów uruchamianych przez Totalizator Sportowy obserwuje się ponowne odradzanie szarej strefy”.

- Często zdarza się, że kiedy TS otwiera lokal, tuż obok powstaje kilka nielegalnych. Ich właściciele niejako pasożytują na „totku”, bo wiedzą, że wybór miejsca poprzedziły analizy pod kątem atrakcyjności. Przejmują jakiś procent potencjalnych klientów państwowego giganta, choćby dlatego, że część woli nie być legitymowana przed grą – potwierdza jeden z naszych informatorów.

Zaznacza, że w przeciwieństwie do KAS nielegalni operatorzy w okresie pandemii nie zmniejszyli aktywności.

- Przeciwnie, urośli w siłę, bo salony TS długo były zamknięte, a gdy działały, to w pełnym reżimie sanitarnym. Tymczasem podziemie żadnymi obostrzeniami się nie przejmuje – mówi nasz rozmówca.

Miliardy z kar na papierze

W tej sytuacji nie może dziwić, że w raporcie za 2020 r. TS wśród rynkowych zagrożeń umieścił „aktywność szarej strefy”. Jego zdaniem czynnikiem ryzyka jest także „nieskuteczna walka z szarą strefą ze względu na m.in. brak odpowiedniej wydolności organów ścigania”.

Brak wydolności? Nieskuteczność? KAS nie zgadza się z tymi stwierdzeniami. Na dowód przedstawia wartość kar wymierzonych za naruszenie ustawy hazardowej (od 2017 r. operatorom nielegalnych maszyn oprócz odpowiedzialności karnej grozi 100 tys. zł kary za każdy automat). Tylko w 2020 r. wymierzone kary przekroczyły 0,5 mld zł, w pierwszym półroczu 2021 zbliżyły się do 250 mln zł, a od 2017 r. do dziś sięgnęły ponad 1,75 mld zł!

To jedna strona medalu. Druga, znacznie mniej imponująca, dotyczy tego, ile pieniędzy faktycznie wpłynęło do budżetu państwa. Zapytaliśmy o to KAS, ale nie odpowiedziała. Zapewne dlatego, że – jak ujawniliśmy w „PB” w tekście sprzed roku – nie ma się czym chwalić. Dla przykładu w 2019 r. budżet zainkasował z kar 14,4 mln zł, czyli… 35 razy mniej, niż wyniosła ich wartość na papierze (498,1 mln zł).

- Liczą się statystyki, nie realne efekty. Działania operacyjne nakierowane na rozpracowanie grup przestępczych są prowadzone w ograniczonym stopniu. KAS wyłapuje tzw. słupy, a nie osoby faktycznie kierujące podziemnym hazardem, o czym najlepiej świadczy właśnie to, ile nałożonych kar jest faktycznie płaconych – komentował te dane już rok temu jeden z ówczesnych informatorów „PB”.

Dziś nasi rozmówcy to potwierdzają.

Akcje efektowne, ale czy efektywne
Akcje efektowne, ale czy efektywne
Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) na swojej stronie internetowej, w mediach, a nawet w specjalnym serialu dokumentalnym chętnie chwali się tzw. realizacjami, podczas których jej funkcjonariusze, często w wyposażeniu bojowym i z użyciem siły, rekwirują nielegalne automaty. Ustalenia „PB” stawiają pod znakiem zapytania efektywność tych działań.
krajowa administracja skarbowa

Ile się udaje zająć...

Tymczasem KAS zapewnia, że „koncentruje swoje działania na identyfikacji i pociągnięciu do odpowiedzialności faktycznych organizatorów nielegalnych gier”. Dla podniesienia skuteczności ściśle współpracuje z policją i prokuraturą, korzysta z pomocy techników kryminalistycznych i informatyków śledczych, którzy zabezpieczają ślady daktyloskopijne i dowody cyfrowe, a także zleca analizy kryminalne, dotyczące finansów głównych organizatorów nielegalnego procederu.

W ostatnich miesiącach KAS, we współpracy z policją i prokuraturą, udało się rozbić trzy gangi zajmujące się nielegalnym hazardem. W pierwszej akcji, na Śląsku, zatrzymano siedemnastu członków dwóch różnych grup przestępczych, z których czterech okazało się… skorumpowanymi funkcjonariuszami KAS, którzy m.in. ostrzegali organizatorów nielegalnego hazardu o planowanych kontrolach lokali i sposobach uniknięcia odpowiedzialności karnej.

O drugiej akcji pisaliśmy w „PB”, bo wedle śledczych na czele szajki stał m.in. Adam G., bohater naszych wcześniejszych artykułów, któremu postawiono już zarzut kierowania innym gangiem specjalizującym się w nielegalnym hazardzie. W tym wypadku zatrzymano 39 osób, a wszystkie związane były z firmami działającymi oficjalnie w branży kryptowalut.

Co ciekawe, wszystkie trzy grupy działały aż od 2018 r., a tylko jedna z nich, ta Adama G., na nielegalnej działalności zarobiła według śledczych ponad 50 mln zł. Tymczasem organom ścigania w trakcie przeszukań udało się zabezpieczyć… sto razy mniej, bo około 500 tys. zł (do czego można „dołożyć” poręczenia majątkowe, sięgające 1,8 mln zł). W przypadku dwóch śląskich grup zajęto natomiast prawie 1,5 mln zł i luksusowy samochód, wart ponad 300 tys. zł.

... a ile to kosztuje

To „przychody”. A jakie są koszty walki z jednorękimi bandytami? Wysokie. Tylko wynagrodzenia za ekspertyzy i opinie biegłych, przygotowane na potrzeby prowadzonych przez KAS postępowań, w 2020 r. wyniosły 3,25 mln zł, a w pierwszej połowie 2021 r. kolejne 1,28 mln zł. Od 2017 r. do dziś przekroczyły 17,5 mln zł.

Jeszcze więcej, bo aż 52,2 mln zł, KAS musiała w tym samym okresie wydać na opłaty za magazynowanie zajętych automatów (to dane szacunkowe, bo skarbówka przechowuje też inne przedmioty). Przy czym te koszty z roku na rok systematycznie rosną: z 7,7 mln zł w 2017 r. do 14,3 mln zł w 2020 r. Czy to efekt tego, że – jak wynika z naszych informacji – coraz więcej maszyn zalega w magazynach skarbówki? Nie wiadomo. KAS przekazała „PB”, że nie gromadzi takich danych.

Skarbówka, zasłaniając się „tajemnicą służbową, niepodlegającą upublicznieniu”, odmówiła też podania liczby funkcjonariuszy zaangażowanych w działania przeciwko jednorękim bandytom. Okazuje się, że jeszcze rok temu nie była to tajemnica. W upublicznionej wtedy „Informacji o realizacji ustawy o grach hazardowych w 2019 r.” KAS przyznała, że w najazdy na minijaskinie hazardu zaangażowanych było, bagatela, około 2,5 tysiąca funkcjonariuszy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane