Jak skupić i sprzedać obligacje w paczkach

Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 2012-05-29 00:00

Stowarzyszenie non profit szuka taniego pieniądza dla samorządów. Genialny projekt czy mission impossible?

Spotkanie z członkami Związku Gmin Puszczy Białowieskiej, wystąpienie na posiedzeniu Związku Miast Polskich, rozmowy z burmistrzami i skarbnikami. Krzysztof Bielejewski, doktor z Harvardu, konsultant firm informatycznych i były doradca ministra obrony, pielgrzymuje po Polsce z ideą, która z jednej strony jest stara jak świat, z drugiej — prekursorska. Stara, bo hurtowe zakupy są tańsze. Nowa, bo w pakietach (potocznie zwanych paczkami) wartych minimum 50-100 mln zł mają się znaleźć nieduże emisje obligacji samorządowych, które będzie obejmować… stowarzyszenie non profit. Potem Instytut Samorządu Terytorialnego (IST — taką nazwę ma przyjąć organizacja) wyemituje własne obligacje, na które poszuka chętnych przede wszystkim poza sektorem bankowym — wśród funduszy inwestycyjnych i emerytalnych, głównie zagranicznych.

— Wchodzimy w paradę bankom, ale naszym celem jest uzyskanie przez lokalne władze najtańszego finansowania. Małe samorządy przy niedużych emisjach nie mogą liczyć na dobre warunki. My będziemy mogli zaoferować oprocentowanie na poziomie nieco więcej niż WIBOR. IST, jako agent emisji municypalnych oraz reemitent, będzie tańszy niż podmioty kapitałowe. Pomoże nam to, że jako organizacja non profit na starcie jesteśmy tańsi o 19 proc., a ponadto mamy dużo niższe koszty — mówi Krzysztof Bielejewski.

Model do zbilansowania

Aby projekt się spiął, po drugiej stronie muszą się znaleźć instytucje, które obejmą obligacje emitowane przez stowarzyszenie po cenie pozwalającej na zbilansowanie przedsięwzięcia. Część finansistów w to nie wierzy. Krzysztof Bielejewski twierdzi, że projekt się powiedzie, a wśród zagranicznych instytucji znajdą się chętni na tak skonstruowany papier emitowany w złotych.

— Prowadzimy cały czas rozmowy z międzynarodowymi brokerami, instytucjami finansowymi, ale na tym etapie nie możemy ujawnić ustaleń. Musimy pamiętać, że nasz projekt, co potwierdziły kwerendy w ośrodkach naukowych, nie ma precedensu w światowej ekonomii. Potwierdzenia możliwości sprzedaży takich papierów wartościowych szukamy w różnych źródłach. Zainteresowanie jest naprawdę duże — mówi Krzysztof Bielejewski.

Jednym z podstawowych atutów obligacji IST ma być bezpieczeństwo. Po pierwsze — papiery emitowane w Polsce będą wyłącznie w złotych. Będą też miały pełne zabezpieczenie w obejmowanych obligacjach samorządów. Po drugie — w stowarzyszeniu działać będzie rada naukowa, która będzie stale monitorować kondycję emitentów obligacji i publikować ratingi.

— Wszystkie dochody uzyskiwane przez stowarzyszenie będą przeznaczane na zwiększenie bezpieczeństwa portfela emisji pierwotnych — gwarancje, poręczenia — oraz na ewentualne programy naprawcze finansowanych projektów samorządowych — dodaje Grzegorz Skwarski, jeden z promotorów przedsięwzięcia.

As w rękawie

IST wysoko mierzy. — Chcemy do końca roku zamknąć pierwszy projekt i przygotować reemisję obligacji samorządowych za minimum 500 mln zł — mówi Krzysztof Bielejewski. Beata Orczyk, skarbnik powiatu wielickiego, uważa, że pomysł jest przedni.

— Samorządy szukają taniego pieniądza. Boję się jednak, że realizacja tego projektu będzie bardzo trudna z powodu… samych samorządów. Mówiąc wprost — wielu skarbników woli zaciągnąć prosty kredyt, niż komplikować sobie życie i sięgać po obligacje. Potrzebna jest naprawdę szeroka akcja marketingowa i edukacyjna, by ten pomysł chwycił — uważa skarbniczka z Małopolski. Witold Brzosko, burmistrz Łap, którego inicjatorzy przedsięwzięcia niedawno odwiedzili, komentuje lakonicznie.

— To wciąż zbyt mało konkretna idea. W tej chwili jestem zainteresowany głównie szukaniem oszczędności, a nie zaciąganiem nowych zobowiązań — ucina Witold Brzosko. Krzysztof Bielejewski twierdzi, że ma jednak w rękawie asa, który może przekonać samorządy. Jego zdaniem, stowarzyszenie może przygotować im głównie emisje obligacji przychodowych, które umykają rygorowi wpisywania do zadłużenia miasta. A to — jego zdaniem — otwiera przed nimi nowe możliwości inwestycyjne.

— Projekt wciąż znajduje się w fazie wstępnej. Podoba mi się w nim to, że jego inspiratorzy doceniają rolę rozwoju gospodarczego na szczeblu lokalnym. Żeby stymulować lokalne władze do inwestycji, potrzebny jest dopływ możliwie taniego pieniądza. A to przedsięwzięcie daje taką nadzieję — komentuje Lech W. Zacher, profesor z Akademii im. Leona Koźmińskiego.

OKIEM EKSPERTA

Dużo znaków zapytania

LESZEK AUDA

szef zespołu zarządzających AXA TFI

Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się ciekawy, ale może być trudny w realizacji. Inwestorzy muszą wiedzieć, co kupują, a w tym wypadku może być z tym problem. Powodzenie przedsięwzięcia zależy przede wszystkim od przejrzystości instrumentu. Żeby inwestorzy chcieli kupować takie zbiorcze samorządowe obligacje, musieliby otrzymać bardzo szczegółową informację na temat tego, jakie samorządy kryją się pod taką emisją, jaka jest ich sytuacja finansowa, jak zabezpieczone są te papiery itd. Nawet gdyby takie informacje zostały inwestorom przedstawione, trudno byłoby je analizować, bo dotyczyłyby wielu drobnych podmiotów. Przy takiej niejasności co do sytuacji emitenta inwestorzy mogliby zażądać dodatkowej premii za ryzyko, co podniosłoby oprocentowanie. Nie można jednak wykluczyć, że mimo wszystko inicjatywa uda się i będzie dla samorządów opłacalna.