Jak to jest mieć miedź

Karol Jedliński, Rafał Kerger
21-04-2008, 07:41

Mirosław Krutin wygrał w cuglach batalię o  prezesurę w KGHM. Związkowcy mogą sobie grymasić.

Tak to tu wyglądało jeszcze parę lat temu, nim branżowy inwestor kupił Rokitę — tak Mirosław Krutin komentuje zdjęcia, przedstawiające walące się mury i sterty gruzu. Komentuje dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Dwa dni przed jego przyjściem do zarządu aresztowano poprzedniego prezesa Rokity. Straty liczono w dziesiątkach milionów złotych.

Duma z sukcesu — firma się rozrosła. Ale sny o (większej) potędze trzeba było odłożyć.

Chemicznym filarem „branżowego inwestora”, czyli grupy PCC AG, założonej przez urodzonego w Polsce, lecz mieszkającego w Niemczech Waldemara Preussnera, pozostają zakłady w Brzegu Dolnym (kolejną nogą, na której stoi w Polsce PCC jest holding PCC Rail — drugi u nas prywatny kolejowy przewoźnik towarowy).

Dwa lata temu milowym krokiem w rozwoju PCC Rokita miało być kupno zakładów chemicznych w Tarnowie i Kędzierzynie. Choć PCC AG wygrało licytację, przejęcie utrącił, debiutujący wtedy na salonach gospodarczych, rząd Prawa i Sprawiedliwości.

No i PCC Rokita musiał zacząć rozbudowywać brzeskie zakłady. Też pożytek. Kiedy sześć lat temu Mirosław Krutin został prezesem Rokity, spółka miała 300 tys. euro zysku. Po czterech latach — ponad 9 mln euro. Rocznie przeznaczała na inwestycje 170 mln złotych.

— Gdy awansowałem go na szefa Rokity, to był dla niego wielki skok. Podołał. Teraz zaatakował szczebel wyżej. Da radę — ocenia Waldemar Preussner.

Zdaniem właściciela PCC AG, Krutiny nie kręci sława, salony i popularność. Po prostu jest dobry, a tacy z dużych firm, jak PCC, odchodzą do największych. Szukają adrenaliny.

Cele dla sukcesora

Ambitny, konsekwentny 40-latek chwali się, że nigdy nie był w żadnej partii. Skończył studia inżynierskie i MBA we Francuskiej Szkole Zarządzania Systemami pod patronatem znanej politechniki École Centrale Paris. Jest z tych zdecydowanych menedżerów. Kiedy trzeba, opiera się na drużynie, ale podczas kluczowych decyzji ręka mu nie drży, nie szuka nerwowo telefonu do doradców. Przydawało się. A PCC Rokita to był trudny biznes, żaden samograj — przyznają menedżerowie z branży. W Brzegu Dolnym przeszedł wszystkie szczeble kariery: od stażysty po prezesa.

Czy jednak — jak mawiają piłkarscy trenerzy — Krutin ma papiery na wielkie granie? Czy podoła?

— Kontynuacja projektu przygotowania do wydobycia złoża Głogów Głęboki. Udostępnienie kolejnych pól eksploatacji i mocne wejście w sektor energetyczny. Nie udało się z Zespołem ElektrowniPątnów-Adamów-Konin, ale jest współpraca z Tauron Polska Energia. To najważniejsze zadania dla nowego zarządu KGHM — ocenia Krzysztof Skóra, były prezes KGHM, spółki wycenianej na 20 mld zł i zatrudniającej 18 tys. pracowników.

Radę nadzorczą — prócz kompetencji — Mirosław Krutin miał ująć m.in. prezencją i osobowością. Ale niektórzy pozostali odporni na jego atuty: związki zawodowe, których w KGHM jest kilkanaście. Trzech na dziewięciu członków rady nadzorczej reprezentuje głos ludzi „z dołu”, z kopalni.

Grymasy działaczy

Najlepszy byłby człowiek z wewnątrz, z Polskiej Miedzi — przekonują zgodnie Józef Czyczerski, przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ Solidarność i Ryszard Kurek ze Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego.

Czyczerski (reprezentuje ok. 30 proc. pracowników miedziowego giganta) w finałowej rozgrywce głosował na kontrkandydata Krutina. Pozostali członkowie rady za szefem PCC Rokita (8:1).

— Prezentuje się dobrze, PR-owo jest przygotowany. Jako jeden z niewielu miał prezentację na laptopie — przyznaje Czyczerski.

Zarzuty nie tylko związkowych działaczy? Za młody. Ponadto tylko o nim było słychać przed i w trakcie konkursu. Ale czy to wady?

— Konkurs był profesjonalny i czysty. Wygrał lepszy z dobrych — mówi krótko Arkadiusz Kawecki z rady nadzorczej KGHM.

Mirosław Krutin zarzeka, że nie on ujawnił swoją kandydaturę na prezesa KGHM. Choć ktoś się musiał sypnać — i to niekoniecznie kandydaci, bo oni akurat podpisywali glejt, że do końca pierwszego etapu konkursu nie ujawnią nazwisk. — Był najlepszym kandydatem z siódemki, którą przesłuchiwaliśmy. Ma energię i werwę. Ale nie uważam, żeby był najlepszym kandydatem w ogóle. Ale skoro musiał być konkurs — zawiesza głos Ryszard Kurek. Zgadza się jednak z rozpoznaniem przez nowego prezesa słabych stron miedziowej spółki: brak decyzyjności i zastój w inwestycjach. — Trzeba mocnego człowieka na mocne czasy. Administratorom dziękujemy — dorzuca Ryszard Zbrzyzny, związany ze spółką poseł i działacz związkowy. Jak przekonują osoby, które się z nim zetknęły, taki właśnie Mirosław Krutin jest. A że nie ma siwych włosów? — To biznesmen bez złych nawyków i rutyny. Dynamiczny człowiek, z doświadczeniem w naprawdę dużym przedsiębiorstwie. Zaczynał od dołu, skończył na górze, trochę self-made man — sumuje menedżer, z którym Mirosław Krutin pracował przez lata. Ludzie z jego otoczenia dopinają mu jeszcze jedną łatkę: gra fair, ale bywa impulsywny.

Plus i minus

Sukces i wpadka — pierwsze z Brzegu.

W zeszłym roku PCC Rokita założył brzeski park technologiczny — ChemiPark. Zapowiedzi: nowoczesne laboratoriumanalityczno-aplikacyjne, inkubator przedsiębiorczości, centrum konferencyjno-szkoleniowe.Pomysł szybko zyskał partnera — Dolnośląski Urząd Marszałkowski. Efekt? — ChemiPark ciągle pracuje nad projektami, aby zgłosić je do regionalnych programów operacyjnych — idzie o dotacje z Unii. Przedsięwzięcie świetnie realizuje zapisy i strategii lizbońskiej, i dolnośląskiej strategii innowacji, głoszących budowanie gospodarki opartej na wiedzy — mówi Małgorzata Jawor, dyrektor wydziału nadzoru właścicielskiego Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu. Niebawem pieniądze z UE będą zatem znaczyły wiele w budżecie badawczym naukowców z PCC Rokity. Ale wcześniej Mirosław Krutin miał na głowie bardziej przyziemne sprawy. Przykrzejsze. Ekolodzy z Greenpeace zorganizowali pod zakładami PCC akcję „Rzeka nie jest waszym ściekiem”. W próbkach wody i gleby z okolic rury ściekowej PCC Rokita, odprowadzającej nieczystości do Odry, było nieco „negatywnej sensacji”: analiza wykazała obecność chemikaliów. Zakłady Rokita prezentują się publicznie jako firma przyjazna środowisku, ale w tym samym czasie zatruwają Odrę toksycznymi substancjami — grzmieli zieloni. Sprawa ucichła. Ale choć od strony prawnej nic Rokicie zarzucić nie można było (nie obowiązywały wtedy w Polsce stosowne unijne przepisy), wspomina się tę łyżkę dziegciu.

Przed kamerami

Mirosław Krutin mało udziela się w organizacjach branżowych, biznesu raczej z przyjaźnią nie łączy. Dla mediów wypowiada się krótko i precyzyjnie. Na tę środę przygotowuje jednak — wraz z doradcami medialnymi — konferencję, na której wystąpi w nowej roli. Ale tymczasem: cicho sza. — Nic nie powiem. Ani o sobie, ani o firmie. Wszystko — w środę — odpowiada zdziwiony, że ktokolwiek zna numer jego komórki. Ten początkowy dystans może bierze się i z tego, że w końcu ostatnie 14 lat przepracował w jednej, w sumie mało medialnej firmie. Z drugiej strony, słyszymy od jego współpracowników, nie jest też tak, że nowy prezes to — z wyboru i charakteru — niedostępny dla nikogo profesjonalista. W maju będzie miał dobrą i nieformalną okazję, by przekonać do siebie sceptycznych, nieufnych związkowców. Na św. Floriana, podczas tradycyjnej biesiady piwnej. Wcześniej, bo 23 kwietnia, na konferencji prasowej nowy prezes przedstawi priorytety i plany zawiadywania Polską Miedzią. Do tego czasu musimy też poczekać na oficjalne poznanie nazwisk ustalonych już dwóch pozostałych nowych członków zarządu, wiceprezesów. W dwóch niezależnych źródłach udało nam się potwierdzić, że ochotę na stanowisko kierownicze w centrali KGHM ma Henryk Karaś (prezes spółki zależnej KGHM Cuprum, oferującej usługi badawczo-projektowe — od badań przez ocenę oddziaływania projektu na środowisko, analizę wykonalności, aż po nadzór nad realizacją). Czy związany z PiS Karaś pasuje prezesowi Krutinowi do personalnej układanki? Jeśli tak — pewnie szef KGHM będzie musiał powiedzieć, dlaczego. Bo od czwartku — do odwołania — pozostanie permanentnie w błysku fleszy. I będzie się musiał pogodzić z tym, że — mimo jego fotograficznej pasji — stanie na dłużej po drugiej stronie obiektywu.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński, Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Jak to jest mieć miedź