Jak w Ameryce - tylko odwrotnie

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-02-09 00:00

Co łączy Jerzego Hausnera, wicepremiera rządu polskiego, byłego już członka rządzącej w koalicji SLD, z prezydentem Stanów Zjednoczonych George’em Bushem? Z pozoru niewiele. Pierwszy jest członkiem chwiejącego się rządu bardzo chwiejnej koalicji, w której najsilniejszym spoiwem jest strach przed nadchodzącymi wyborami, drugi — świeżo po reelekcji — rozpoczyna kolejną turę prezydentury. Ale obaj, tylko w zasadniczo różny sposób, wpływają na kursy walut. Hausner na złotego, Bush na dolara.

Jeżeli prawdą jest stare porzekadło, że każdy prezydent przez pierwszą kadencję rządzi, by zapewnić sobie reelekcję, a przez drugą, by zapisać się w historii swojego kraju — to druga tura prezydenta Busha zapowiada się obiecująco. Jeżeli bowiem rozluźnienie polityki fiskalnej, monetarnej, a nawet niemożliwe przecież do przewidzenia na początku prezydentury perturbacje wynikające z ataków terrorystycznych, nie pozbawiły go reelekcji — to teraz może być tylko lepiej. O ile bowiem pierwszą turę rozpoczął od serii obniżek stóp procentowych i istotnego powiększenia deficytu budżetowego, o tyle w drugiej cele ma zasadniczo różne: cięcia budżetowe, ograniczenie deficytu o połowę i umiarkowane umacnianie waluty amerykańskiej.

To prawie tak samo jak u nas — tylko odwrotnie. Wicepremier Hausner od razu chciał ciąć deficyt, ale parlament ciągle wytrącał mu z ręki nożyczki. Za to nie chciał, by nadmiernie umacniał się złoty, ale ten miał to za nic, i innego zdania był bank centralny. I wyszło na to, że mimo wysokiego deficytu złoty jest silny jak nigdy. Teraz, czy wicepremier odejdzie z rządu czy nie, na koniec kadencji, przed wyborami, można spodziewać się rozluźnienia polityki fiskalnej i końca wzmacniania złotego. Następcy przecież i tak zaczną wszystko od nowa.