Mariusz Zając uśmiecha się na wspomnienie sylwestra 1996 r. Właśnie wtedy wraz z kolegą ze studiów postanowili założyć fabrykę okien.
— Zaczęliśmy od stolarki aluminiowej. Kupiliśmy kilka używanych maszyn do obróbki i w Morowie koło Nysy wynajęliśmy halę. Wcześniej pracowałem w firmie melioracyjnej ojca, ale nie widziałem tam swojej przyszłości. Z wykształcenia jestem budowlańcem. No i dobrze wybrałem, bo proszę spojrzeć, nieźle to wszystko wygląda? — raczej stwierdza, niż pyta Mariusz Zając.
Rzeczywiście, 150 osób uwija się jak w ukropie. Na montażowni również spory ruch, przed hałasem pracownicy bronią się słuchawkami (czy aby w nich nie płynie muzyka?), wózki z szybami, profilami i oknami jeżdżą we wszystkich kierunkach — sezon ciągle jeszcze trwa.
— Z Morowa po roku przenieśliśmy się do Nysy. Zaadaptowaliśmy pomieszczenia po upadłych zakładach państwowych i ruszyliśmy z produkcją okien z PCW — pokazuje hale przedsiębiorca.
Nie zrezygnował z profili aluminiowych, ale dzisiaj 90 proc. zysków przynoszą okna z PCW.
— Przy zakupie okien klienci skłonni są kupować związane z nimi akcesoria. Dlatego rozpoczęliśmy także produkcję materiałowych rolet wewnętrznych — mówi Mariusz Zając.
W swoich sklepach Alsecco oferuje również parapety, a nawet termometry zewnętrzne.
Sto tysięcy, a może więcej
— Prawie od początku postawiliśmy na własną sieć punktów sprzedaży. Nie współpracujemy z sieciami sklepów budowlanych, a mimo to sprzedajemy okna w całej południowej Polsce. W tym roku planujemy sto tysięcy — chwali się Mariusz Zając.
Alsecco ma 25 sklepów z oknami, zlokalizowanych głównie na Górnym Śląsku (m.in. w Katowicach, Gliwicach), w Nysie, we Wrocławiu i w Krakowie. Klienci indywidualni stanowią mniej niż połowę odbiorców.
— Startujemy w przetargach. Udaje nam się dostarczyć okna wielu instytucjom. Są na przykład w Urzędzie Miejskim w Brzegu i w siedzibie Telewizji Polskiej we Wrocławiu. Aluminiowe profile stosujemy przy wyposażaniu wystaw i witryn sklepowych. Tak naprawdę większość profili i szyb stosowanych w Polsce jest podobnej jakości. O sukcesie firmy decyduje poziom zadowolenia klienta, od momentu, gdy powie: „dzień dobry” aż po serwis posprzedażny — twierdzi Mariusz Zając.
To właśnie na obsługę i serwis postawiło Alsecco.
— Najważniejsze, że oferujemy kompletną usługę. Kiedyś przychodził pan Zdzisio i wsadzał okno w otwór, a później pojawiały się gwizdy i przecieki. Dzisiaj nie tylko dostarczamy okna, ale zapewniamy ich montaż i serwis — przekonuje przedsiębiorca.
Na potrzeby Alsecco pracuje 30 ekip montażowych, które osadzają okna w całej południowej Polsce.
Uwaga na sukces
Firma rozwija się bardzo dynamicznie. Sprzyja temu ożywienie rynku budowlanego.
— W zeszłym roku padliśmy ofiarą własnego sukcesu. Otrzymaliśmy tak dużo zamówień, że nie zdążaliśmy na czas dostarczać okien. Mimo że mamy własne ciężarówki, musieliśmy się wspomagać firmami spedycyjnymi — mówi Mariusz Zając.
Ciosem okazały się niezapłacone zlecenia. Nie zachwiały fundamentami firmy, ale znacząco zmniejszyły zyski.
— Najprościej sprzedawać z rączki do rączki. Ale w tej branży to niemożliwe. Dlatego obecnie sprawdzamy odbiorców, a dodatkowo ubezpieczamy transakcje. A mamy od czego, bo ten rok również zapowiada się dobrze — zapewnia przedsiębiorca.
Na początku 2006 r. eksport wynosił zaledwie trzy procent, we wrześniu udział stolarki okiennej sprzedanej za granicą wzrósł do 20 proc.
— Po co wozić okna do Szczecina, gdy do Pragi czy Berlina jest bliżej? — tłumaczy Mariusz Zając.
Firma nie otwiera własnych placówek za granicą, zawiera z przedstawicielami umowy na wyłączność reprezentowania Alsecco na ściśle określonym obszarze.
Rywalizacja wskazana
Przedsiębiorstwo wciąż szuka nowych możliwości rozwoju, oprócz okien oferuje również drzwi zewnętrzne.
— Ostatnio w orbicie naszych zainteresowań są ogrody zimowe. Pyta o nie coraz więcej klientów, ludzie chcą mieć piękne domy z dobrze zaaranżowanymi ogrodami. Z naszymi aluminiowymi profilami prezentują się interesująco — zapewnia przedsiębiorca.
Zima za progiem i już wkrótce obroty spadną. Część pracowników pójdzie na urlop, część będzie musiała poczekać na pracę do wiosny. Ale to także czas remontów i przeglądów maszyn, inwestycji oraz zawierania kontraktów na przyszły rok. To też czas, kiedy firmę odwiedza najwięcej osób proszących o wsparcie, o sponsorowanie.
— Montujemy nasze okna w szkołach, w schronisku im. Brata Alberta, domu dziecka, ale najwięcej satysfakcji sprawia mi sponsorowanie lokalnej szkółki tenisa ziemnego w Nysie — zdradza Mariusz Zając.
Sam regularnie bierze rakietę do ręki, był nawet czas, że w Niemczech żył z tenisa.
Przedsiębiorca nie chce się przyznać, ile stłukł szyb, zanim nauczył się kierować piłkę tam, dokąd nie sięgał jego przeciwnik.



