Jamroży: Politycy AWS "kwestowali" w PZU w sprawach inwestycji

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2005-02-25 19:18

Były prezes PZU Władysław Jamroży zarzucił prominentnym politykom AWS, że "kwestowali" u niego w sprawach różnych inwestycji. Jamroży zeznawał w piątek przed sejmową komisją śledczą badającą prawidłowość prywatyzacji PZU.

Były prezes PZU Władysław Jamroży zarzucił prominentnym politykom AWS, że "kwestowali" u niego w sprawach różnych inwestycji. Jamroży zeznawał w piątek przed sejmową komisją śledczą badającą prawidłowość prywatyzacji PZU.

    Jamroży zapewniał, że nie miał wpływu na przebieg prywatyzacji PZU. Posłowie zwracali uwagę na pojawiające się sprzeczności w zeznaniach Jamrożego i innych świadków, zarówno przed komisją jak i w innych postępowaniach dotyczących PZU.

    Świadek zeznał, że były szef AWS Marian Krzaklewski starał się wpłynąć na członków zarządu PZU, aby szybko podjęli decyzje w sprawie finansowania TV Familijnej. Mówił o kilku spotkaniach  władz różnych spółek z Krzaklewskim i innymi politykami AWS. Jako miejsce tych spotkań Jamroży podał siedzibę Telewizji Familijnej. Na tych spotkaniach "Krzaklewski dawał do zrozumienia, że jest patronem całego przedsięwzięcia" - zeznał świadek.

    Jamroży powiedział, że jedno ze spotkań odbyło się w restauracji w hotelu poselskim. Mieli w nim brać udział: Andrzej Szkaradek, Andrzej Chronowski, Grzegorz Wieczerzak oraz Krzaklewski i Jamroży. "Na tym spotkaniu (Krzaklewski) starał się nas zmobilizować do podjęcia decyzji w tej sprawie" - powiedział.

    B.prezes PZU przedstawił się jako sprawny, dbający o działanie zgodne z prawem menedżer, który stał się ofiarą rozgrywek polityków. "Byłem wykorzystywany instrumentalnie (...) stałem się ofiarą tego sukcesu" - mówił Jamroży. Był prezesem PZU w latach 1997-2000. Wcześniej, od 1994 roku był członkiem zarządu, a od maja 1996 roku prezesem PZU Życie. Podkreślił, że obietnicę objęcia prezesury w PZU SA po prywatyzacji złożył mu minister skarbu Emil Wąsacz.

     Na potwierdzenie swoich sukcesów w PZU przytaczał dane finansowe spółki. Zaprzeczył jednak, jakoby kiedykolwiek mówił prezesowi Eureko Joao Talone o swoich szerokich wpływach politycznych. O takich zapewnieniach Jamrożego mówił Talone w zeznaniach przed Trybunałem Arbitrażowym w Londynie.

    Przesłuchanie Jamroży zaczął prawie dwugodzinnym oświadczeniem, w trakcie którego "zasypał" posłów różnymi dokumentami. Jego zdaniem, prywatyzacją PZU zajmowała się ówczesna wiceminister skarbu Alicja Kornasiewicz. Z czwartkowych zeznań byłej wiceminister wynika, że jej zaangażowanie w prywatyzację spółki było niewielkie.

    Jamroży mówił o krytycznym podejściu zarządu PZU i PZU Życie do koncepcji prywatyzacji, po przedstawieniu której usłyszał od Kornasiewicz "że PZU jest przedmiotem, a nie podmiotem  prywatyzacji". W 1998 roku minister skarbu Emil Wąsacz zabronił członkom zarządu PZU wypowiadania się na temat prywatyzacji tej spółki. W ocenie Jamrożego, konsorcjum Eureko nie było preferowane przez ministerstwo skarbu w procesie prywatyzacyjnym PZU.

    B. prezes PZU twierdził, że "Eureko przedstawiało wizję PZU SA jako członka aliansu grupy Eureko" i dopiero późniejsze zmiany w statucie PZU ujawniły wpływ Eureko na zarządzanie spółką (miało połowę członków rady nadzorczej - PAP). Zdaniem Jamrożego, Eureko po prostu chciało przejąć PZU.  Jamroży opowiadał również o niejednoznacznym stosunku Eureko do sprzedaży posiadanych przez PZU i PZU Życie akcji BIG BG. Twierdził, że choć Eureko jeszcze w lipcu 1999 roku proponowało podpisanie umowy gwarantującej utrzymanie akcji BIG BG, to potem się tym nie interesowało.

    PZU, twierdził, traktował inwestycję w akcje swojego akcjonariusza wyłącznie jako lokatę, na której można dobrzezarobić. Stąd podpisanie umowy z Deutsche Bankiem (DB), która w styczniu 2000 roku umożliwiła przejęcie niemieckiemu bankowi na kilka miesięcy kontroli nad BIG BG. Twierdził, że zaproponował sprzedaż akcji BIG BG dla BCP i Eureko. Przypomniał, że starania DB o akcje BIG BG posiadane przez PZU były publicznie znane. Według Jamrożego, jednym z powodów jego odwołania w 2000 roku z funkcji prezesa mogła być odmowa finansowania Telewizji Familijnej oraz częściowo - umowa sprzedaży akcji BIG BG Deutsche Bankowi."Jej realizacja miała nastąpić wtedy, gdy to panu będzie wygodne, a nie wtedy, a gdy to będzie najwygodniejsze dla PZU" - mówił Jerzy Czepułkowski (SLD).  Zdaniem Jamrożego, jego zawieszenie w pełnieniu funkcji prezesaPZU pod koniec stycznia 2000 było konsekwencją tej umowy, a o zawieszeniu zdecydował ówczesny minister skarbu Emil Wąsacz, "wprowadzony w błąd" prawdopodobnie przez Mariana Krzaklewskiego.Jamroży zapewniał, że Deutsche Bank nie obiecywał mu niczego w zamian za podpisanie przez PZU i PZU Życie umów w sprawie sprzedaży posiadanych przez te spółki akcji BIG Banku Gdańskiego. 

  Jamroży nazwał "insynuacjami" informacje, zawarte m.in. w zeznaniach b. prezesa Eureko Joao Talone o tym, że wspólnie z b.prezesem PZU Życie Grzegorzem Wieczerzakiem domagali się wynagrodzenia w wysokości po 1 mln dolarów netto.  Świadek powiedział też, że nie załatwiał żadnych spraw z b. dyrektorem departamentu spółek strategicznych Hubertem Kierkowskim. Zeznał, że z propozycją dokapitalizowania przez PZU Stoczni Gdynia przyszedł do niego osobiście prezes grupy Stoczni Gdynia Janusz Szlanta. "Kwestia stoczni nie ma nic wspólnego zmoją obecnością w zarządzie PZU SA.(...) na poziomie pana Kierkowskiego nie załatwiałem żadnych spraw" - powiedział.

    O służby specjalne i kontakty z politykami AWS pytał Jamrożego Bogdan Lewandowski (SdPl). Na pytanie, czy spotykał się z funkcjonariuszami służb specjalnych, Jamroży odpowiedział, że w PZU Życie, PZU SA i Totalizatorze Sportowym (gdzie pracował później - PAP) "była taka praktyka" wizyt pracownika departamentu ochrony interesów ekonomicznych państwa, który pytał np. o to, czy prezes nie widzi zagrożeń dla kierowanej przez siebie spółki.

    Lewandowski pytał też o niektórych polityków prawicy. Jamroży zeznał, iż nie sądzi, by za jego osobą mógł lobbować - "ze względów osobistych" - polityk AWS Andrzej Szkaradek. B. prezes PZU uważa, że Szkaradek zachował do niego urazę ze względu na to, iż nie zapobiegł przesłaniu zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa w NFI, w którego władzach zasiadała córka tego polityka.

    Mirosława Kaszę - współpracownika Mariana Krzaklewskiego - Jamroży scharakteryzował następująco: "Był osobą, która się kręciła wokół pana Krzaklewskiego. W imieniu pana Krzaklewskiego kontaktował się z różnymi osobami w biznesie, z prezesami. (Osoba) bardzo trudna do prowadzenia dyskusji; z wielką ekwilibrystykątrzeba było omijać te rafy polityczne".