Japonia podkrada Europie wzrost

  • Przemysław Kwiecień
17-05-2013, 00:00

Kiedy amerykański Fed wprowadził drugą rundę luzowania ilościowego, na świecie podniosła się wrzawa.

Wielu polityków argumentowało, że polityka monetarna w USA ma dać amerykańskiej gospodarce przewagę kosztem innych krajów. Niedawne inicjatywy Banku Japonii nie wywołują już takich reakcji. Organizacje, takie jak MFW czy też G7 oraz G20, wręcz chwalą Japończyków za dokładanie się do globalnego wzrostu. Tymczasem dane sugerują, że Japonia podkrada go innym.

Na pełną ocenę działań Banku Japonii, który podwyższył cel inflacyjny i wprowadził nielimitowane zakupy aktywów (obejmujące nie tylko obligacje, ale także fundusze akcyjne i rynku nieruchomości), przyjdzie nam poczekać zapewne kilka lat. Tyle czasu potrzeba, aby ocenić, czy polityka ta wpłynęła korzystnie na długoterminowy wzrost, co byłoby empirycznym zaprzeczeniem teorii monetarystycznej.Ostatnie dane sugerują, że ekspansywna polityka przynosi krótkoterminowe efekty. W pierwszym kwartale wzrost gospodarczy wyniósł 0,9 proc. (w ujęciu kwartalnym) i był najwyższy od roku.

W latach 2010-12 japońska gospodarka urosła o 4 proc. W tym czasie niemiecka odnotowała wzrost przekraczający 6,5 proc. W pierwszym kwartale tendencje te się odwróciły. O ile w Japonii odnotowano zdecydowany wzrost, o tyle niemiecka gospodarka znalazła się minimalnie ponad kreską. Tym samym japońska gospodarka odnotowała już drugi zdecydowanie lepszy kwartał. W zakończonym jaskrawa była jednak różnica w eksporcie. Niemiecki obniżył się, podczas gdy japoński wzrósł o niemal 4 proc. Jest jeszcze zbyt wcześnie, aby z pewnością stwierdzić, że to 30-procentowe osłabienie jena wobec euro jest odpowiedzialne za te tendencje, ale można już przypuszczać, że Japonia zaczyna podkradać wzrost innym eksporterom.

Jeśli się to potwierdzi, miałoby to ciekawe konsekwencje. Po pierwsze, Japonia zmusiłaby europejskie banki (w tym NBP) do prowadzenia relatywnie luźniejszej polityki pieniężnej, wobec spadających szans na ożywienie poprzez eksport. W tym kontekście stwierdzenie G20, że kraje będą unikać konkurencyjnej deprecjacji, mija się z rzeczywistością. Teoretycznie, takie implikacje powinny oznaczać też koniec osłabienia jena. Skoro gospodarka zaczyna szybko ożywać, nie ma potrzeby dalej luzować polityki pieniężnej, a japońskie gospodarstwa domowe powinny inwestować przede wszystkim w kraju. Mając jednak na uwadze fakt, że gigantyczne osłabienie japońskiej waluty to głównie zasługa funduszy hedgingowych, szybkiego zwrotu na rynku walutowym nie można być pewnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Kwiecień X-Trade Brokers DM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Japonia podkrada Europie wzrost