Jedenastu gniewnych ludzi

Paulina Sztajnert
opublikowano: 2005-01-10 00:00

Powoli wyłania się skład nowej komisji. W spektaklu mają szansę wziąć udział Marek Pol, Zygmunt Wrzodak i Bogdan Lewandowski.

Niebawem ruszy trzecia komisja śledcza, tym razem badająca sprawę prywatyzacji PZU. Do piątku kluby parlamentarne mają czas na zgłaszanie kandydatów. Prawo i Sprawiedliwość ma reprezentować Wojciech Jasiński, Unię Pracy — Marek Pol. Kandydatem PSL jest Jan Bury, SDPL — Bogdan Lewandowski, Samoobrony — Jan Łączny. Wśród śledczych mają szansę zasiąść także Ryszard Zbrzyzny, Małgorzata Ostrowska i Jacek Zdrojewski z SLD oraz jeden z czterech kandydatów LPR: Zygmunt Wrzodak, Robert Strąk, Marek Kotlinowski i Janusz Dobrosz. Platforma Obywatelska jeszcze się zastanawia, kogo wystawić. Wąytpliwości, kto powinien stanąć na czele komisji nie ma za to Andrzej Lepper: wystawi siebie.

Według posłów, powołanie komisji śledczej nie powinno być czerwonym światłem dla ministra skarbu Jacka Sochy przy ewentualnym podpisaniu ugody wynegocjowanej z Eureko, właścicielem 31 proc. akcji PZU. Ugody, która jest warunkiem oferty publicznej. Przypomnijmy, że przed sztokholmskim sądem arbitrażowym toczy się proces z pozwu Holendrów o nienależyte dbanie o interesy inwestora (niewywiązanie się z aneksu prywatyzacyjnego z 2001 r. zapewniającego Eureko dodatkowe 21 proc. PZU).

— Minister powinien podjąć takie działania, które w największym stopniu chronić będą polski interes. Nie mam wystarczającej wiedzy, by wskazywać konkretną ścieżkę — mówi Wojciech Jasiński.

Podobnego zdania jest Rafał Zagórny z Platformy Obywatelskiej.

W opinii Małgorzaty Ostrowskiej, jedna sprawa nie wyklucza drugiej.

— Komisja i ugoda to są dwie odrębne rzeczy. Nowe ciało ma badać przeszłość związaną z PZU. Ugoda dotyczy natomiast teraźniejszości, choć jest konsekwencją dawnych umów. Z jej zawarciem minister powinien się wstrzymać jedynie do wyjaśnienia przez komisję skarbu, czy podpisane wcześniej umowy prywatyzacyjne są ważne i zgodne z prawem — tłumaczy posłanka.

— Ugoda nie jest dręczeniem ani lewicy, ani prawicy. To wyłącznie konsekwencja dawnych umów. Jednakże jakąkolwiek decyzję minister podejmie, musi zrobić to w większości na własne ryzyko, a nie zrzucać je na posłów — mówi Jan Bury.

Jak radzi Andrzej Aumiller, poseł UP, rząd powinien odbyć solidną naradę, rozważyć wszystkie „za i przeciw” i podjąć decyzję sam. I chyba rzeczywiście tak się stanie.

— Działania rządu w sprawie PZU będą niezależne bez względu na działalność komisji śledczej — zapewnia premier Marek Belka.

Możesz zainteresować się również: