Jedna partia, jeden wódz

opublikowano: 04-07-2021, 20:00

Idea zapożyczona do tytułu, historycznie złowroga, w oryginale była trzyelementowa – zamiast partii obejmowała naród i państwo. Na szczęście żyjemy obecnie w ustroju pluralistycznym, ale trzeci człon wodzowski tylko z pozoru jest archaiczny.

Sobotnie konwentykle Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości potwierdziły absolutną hegemonię partyjną zarówno 64-letniego Donalda Tuska, jak też 72-letniego Jarosława Kaczyńskiego. Losy PO w siedmiu latach chudych dowiodły, jak usycha i marnieje partia pozbawiona charyzmatycznego kierownika. Tłustość PiS jest drugą stroną tego samego medalu. Tylko absolutyzm prezesa i okiełznanie ambicji najróżniejszych grupek (w tym tzw. przystawek, które samodzielnie się nie liczą) z tej samej półki ideologicznej pozwoliło na dwukrotne zdobycie przez listę PiS większości bezwzględnej w Sejmie.

W sobotę newsem dnia był oczywiście powrót Donalda Tuska z unijnych salonów do kraju. Aby przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej (skróci tam kadencję) objął ponownie stery PO jako… najstarszy wiekiem wiceprzewodniczący, partia wykonała nieprawdopodobne hołubce statutowo-personalne. Przewodniczący Borys Budka, który w powszechnym odbiorze społecznym jest postacią dość kabaretową, został dobrowolnie zdegradowany do rangi wice, zaś Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz dla dobra partii sami oddali kierownicze miejscówki. Naturalne jest pytanie, jaki może być rzeczywisty efekt powtórnego wejścia byłego przewodniczącego Rady Europejskiej do krajowej rzeki, która jest ta sama, ale nie taka sama. Na razie jego program, zadeklarowany wobec rządów PiS, brzmi lakonicznie: „Zło Tuskiem zwyciężaj”.

Donald Tusk i Jarosław Kaczyński ostatni raz rozmawiali w miarę zwyczajnie w telewizyjnej debacie wyborczej w 2007 r. Od katastrofy smoleńskiej z 2010 r. prezes PiS w ogóle odmawia premierowi z PO prawa do istnienia w życiu publicznym. Fot. TVP

Z niedostępnego dla mediów – nawet TVP stała pod płotem – kongresu PiS warte zapamiętania są dwa fakty. Przede wszystkim wynik tajnego głosowania nad reelekcją prezesa – 1245:18, przy 5 wstrzymujących się. A zatem wśród delegatów czarne owce, nieakceptujące jedynego wodza, stanowiły tylko/aż 2,8 proc. Przy takim poparciu wicepremier ds. bezpieki miał prawo w niedzielę namaścić premiera na swojego pierwszego zastępcę partyjnego, a w domyśle – przyszłego następcę. Niechęć aktywu PiS wobec Mateusza Morawieckiego jako delfina nie jest jednak jednocyfrowa, mały odsetek antyprezesowski trzeba przemnożyć co najmniej przez dziesięć.

Inny sygnał z kongresu PiS może mieć konkretne przełożenie na spółki skarbu państwa. Prezes nagle odkrył, że na publicznej kasie spasła się masa partyjnych tłustych kotów, co wywołało jego oburzenie, jako że swoje domowe utrzymuje na diecie. Taką wiedzę mógł posiąść już w styczniu 2017 r., gdyby przeczytał w „PB” materiał „sPiS zasobów własnych”, przedstawiający pajęczynę, która wtedy liczyła tysiąc partyjnych pieszczochów, a do dzisiaj rozrosła się kilka razy. W każdym razie przeforsował tzw. uchwałę sanacyjną o zakazie zatrudniania oraz zasiadania w radach nadzorczych spółek skarbu państwa rodzin posłów i senatorów PiS – współmałżonków, rodzeństwa, rodziców i dzieci. Od razu jest ona dziurawa, bo nie obejmuje np. europosłów, a poza tym uwzględnia tylko bliskie więzy formalne, tymczasem nasza pajęczyna obnażała setki relacji od ławy szkolnej, kielicha, konkubinatów etc. Liczący naiwnie na sczyszczenie spółek z PiS-owskich złogów powinni wczytać się w furtkę uchwały, która z zakazu wyłącza pociotków legitymujących się „kompetencjami i doświadczeniem zawodowym”. Przecież od początku tzw. dobrej zmiany te przymioty czystym przypadkiem nadzwyczajnie cechują akurat krewnych i znajomych PiS-owskiego królika…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane