Jedzenia będzie w bród

Tania wieprzowina stoczy ostrą walkę z tanim drobiem, jabłka zawitają za Wielki Mur. Producenci sprzętu rolniczego liczą na wielkie zakupy

Po roku zastanawiamy się, czy to już koniec wzrostu, i na szczęście co roku odpowiedź brzmi „nie” — mówią już od kilku lat producenci drobiu. Tym razem odpowiedź może być, niestety, twierdząca.

Drób był jednym z największych, jeśli nie największym, 
sukcesem polskiej branży rolno-spożywczej w ciągu ostatnich kilku lat. W
 tym roku po raz pierwszy może zderzyć się z barierą popytu.
Zobacz więcej

POD SUFITEM:

Drób był jednym z największych, jeśli nie największym, sukcesem polskiej branży rolno-spożywczej w ciągu ostatnich kilku lat. W tym roku po raz pierwszy może zderzyć się z barierą popytu. Bloomberg

Zobacz także

Drób w ostatnich tygodniach tanieje, a w branży coraz głośniej jest o nadprodukcji i… kolejnych inwestycjach w moce produkcyjne. W mijającym roku podniesiono wprawdzie prognozy krajowej konsumpcji (ze spodziewanych 28 kg na głowę do 29,5 kg), ale to już bardzo wysoki wynik, który trudno będzie dalej zwiększać. Dlatego głównym motorem rozwoju branży jest eksport.

Problem w tym, że w UE — jako największy producent, wciąż zwiększający dystans do kolejnych w rankingu — nie będziemy w stanie sprzedawać dużo więcej. Producenci muszą więc szukać odbiorców poza Europą. Wiele mówi się o potencjale sprzedaży do krajów azjatyckich i afrykańskich. Podobnych opcji nie ma wieprzowina.

Po wykryciu wirusa afrykańskiego pomoru świń u padłych dzików w 2014 r. zamknęły się dla niej drzwi do wielu rynków eksportowych (zgodnie z wynegocjowanymi umowami weterynaryjnymi pojawienie się choroby wyklucza nas jako dostawcę — czasem na wiele lat).

Procedury ponownego otwierania tych rynków trwają, ale nikt nie spodziewa się szybkich efektów. Pozostaje więc głównie handel wewnątrzunijny, tymczasem mięso tanieje. W tej sprawie ręce rozkładają wszyscy — również unijni politycy.

Na razie ruszają dopłaty do prywatnego przechowywania wieprzowiny, ale to nie wystarczy — uważają hodowcy. Spadek cen sprawił, że przetwórcy mówią o większym ruchu w sklepach, ale przy półkach z mięsem, nie przetworami. A ponieważ sumaryczna konsumpcja nie rośnie, nieprzetworzone mięso zastępuje wędliny.

Dotychczas drób i wieprzowina były na dwóch końcach cenowo-popytowej huśtawki. W rytm naprzemiennie występujących dołków i górek zyskiwało raz jedno, raz drugie mięso. Ten rok będzie inny, bo tanieją oba gatunki.

Kto więc wygra walkę o rynek? Zdania ekspertów są podzielone. Sporo przemawia za drobiem — postrzeganym jest jako łatwiejszy i szybszy w obróbce, a do tego bardziej dietetyczny. Wieprzowina rozpoczęła jednak pod koniec ubiegłego roku kampanię, która ma oczyścić jej wizerunek mniej zdrowej — zdaniem naukowców, fałszywy. Na tym tle rynek wołowiny jawi się jako oaza spokoju — być może dlatego, że producenci przestali już liczyć na cud nad Wisłą. 70-80 proc. produkcji wyjeżdża z kraju i to się na pewno nie zmieni.

Widać będzie jednak coraz większe poruszenie w segmencie mięsa kulinarnego najwyższej jakości. Hodowcy mówią o rozkwicie pogłowia czysto rasowego. Twierdzą, że nie nadążają z produkcją.

Ten trend będzie się umacniał, ale to wciąż niewielka część rynku, która nie ma większego wpływu na globalne statystyki. Spożycie wołowiny oscyluje wokół 1,6 kg na osobę (przed 2000 r. było to dobrych kilkanaście kilogramów, ale głównie dzięki dodawaniu wołowiny — wówczas taniego mięsa — do wielu mięsnych przetworów).

W przeciwieństwie do hodowców bydła mięsnego rolnicy hodujący krowy mleczne nie pogodzili się z losem. Tymczasem tendencja wzrostowa w konsumpcji wyhamowała, a mocno taniejące produkty — o dziwo — znacząco jej nie pobudziły. Wydaje się, że branża cenowy dołek ma już za sobą. Teraz wystarczy... znaleźć odbiorców — bo mleczarze też od miesięcy narzekają na nadprodukcję.

Kłopoty z nadmiarem ma też biznes sadowniczy. Jabłek jest za dużo, a chłodnie pękają w szwach. Całkiem prawdopodobna jest powtórka z 2015 r., w którym pod koniec sezonu popyt zaczął znacznie przewyższać podaż, bo spore ilości kupiły od nas kraje nieobłożone rosyjskim embargiem, które wcześniej wyeksportowały do Rosji własną produkcję. Ten rok może być jednak dla sadowników wyjątkowy z powodu otwarcia rynku chińskiego. Jesteśmy już po audytach i wyjaśnieniach poprzedzających inaugurację handlu.

Producenci owoców wiążą z nim duże nadzieje — podobnie jak działający już w Chinach mleczarze i płaczący nad jego zamknięciem producenci wieprzowiny. Pytanie, czy dostęp do ogromnej rzeszy konsumentów wystarczy, by odnieść sukces. Na rynkowe ożywienie liczą też producenci maszyn. Pełną parą ruszyć mają konkursy na fundusze z budżetu unijnego na lata 2014-20.

Oficjalne dane sprzedażowe ciągników i przyczep rolniczych (to jedyne rodzaje maszyn, których sprzedaż jest znana, dzięki konieczności rejestracji) wskazywały na dwucyfrowy spadek, a wyniki producentów i dilerów ratowały resztki pieniędzy z poprzedniej unijnej perspektywy. Lepiej żyło się natomiast handlującym sprzętem używanym.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu