Spa i hippika w jednym miejscu? Tego nie znajdziesz w kurortowych hotelach. Szukaj na wsiach — wszak brukowane deptaki to nie miejsce dla koni.
W pierwszy weekend 2008 r. na zamku w Kliczkowie odbyła się kolejna edycja dorocznej Gali Jeździeckiej. Impreza organizowana od kilku lat jest dla miłośników koni ważnym elementem karnawału i jedną z głównych atrakcji zimowego sezonu kliczkowskiego zamku. Siłą rzeczy, konno się wtedy nie jeździ, ale w cieplejszych miesiącach w Kliczkowie nie brakuje rozrywek jeździeckich. Listopadowy konny Hubertus czy sierpniowe zawody w skokach wpisały się na stałe w kalendarz organizowanych tam imprez.
Zamek Kliczków nie jest przy tym jedynym ośrodkiem hotelowo-konferencyjnym, który ofertę w zakresie odnowy biologicznej i spa łączy z hippiką. Konie zazwyczaj trzymano tam, zanim jeszcze przyszła moda na spa. Tak było zarówno w ośrodku Manor House w Chlewiskach na granicy województw mazowieckiego i świętokrzyskiego, jak i we wspom- nianym dolnośląskim Kliczkowie.
Własna stajnia
— Spa otworzyliśmy w listopadzie 2007 r. Położone w zamkowych piwnicach, ma niepowtarzalny klimat i cieszy się zainteresowaniem gości — twierdzi Justyna Ludwin, kierownik działu marketingu spółki Integer, która zarządza Zamkiem Kliczków.
— Obie formy spędzania wolnego czasu znajdują amatorów. Choć nie ma co ukrywać, że spa skierowane jest do szerszej publiczności. Dla pań to żelazny punkt pobytu w naszym ośrodku. Poza tym ze spa można skorzystać niezależnie od warunków pogodowych — dodaje Joanna Pozorska z Hotelu Erania nieopodal Kołobrzegu.
Koncepcja obiektu zakładała, że wśród atrakcji znajdą się rozrywki związane z końmi. Nie każdy może sobie jednak na to pozwolić. Dorota Tokarska z Manor House zwraca uwagę, że rekreacja hippiczna wymaga nie tylko miejsca dla koni, lecz także pomieszczeń do składowania paszy. Trudno zaś sobie wyobrazić, by przez centrum miasta przejeżdżał ciągnik z sianem. Goście zresztą też wolą jeździć po lesie niż po asfalcie. Obiekty łączące spa z hippiką zlokalizowane są więc z reguły na wsiach. Choć nie zawsze. Hotel Król Kazimierz z Kazimierza Dolnego zdecydował się bowiem na współpracę ze stajnią, która do niego nie należy.
— W przypadku gości indywidualnych umawiamy godziny jazdy i dowozimy ich do stajni. Rozliczenia finansowe za jazdę są jednak poza nami. Przy grupach zorganizowanych, których program pobytu jest ustalany wcześniej, wszystkie atrakcje są w cenie, którą my inkasujemy. Później rozliczamy się ze stajnią — mówi Aneta Meller z Hotelu Król Kazimierz.
Atrakcje dla każdego
Rozrywki związane z końmi to przede wszystkim wypożyczanie koni do jazdy wierzchem oraz przejażdżki bryczkami lub wozami drabiniastymi. W niektórych ośrodkach można też przenocować własnego konia. Nie ma jednak co ukrywać, to przejażdżki bryczką cieszą się największym powodzeniem.
— Dla przeciętnego gościa to najłatwiejsza forma obcowania z koniem. Nie potrzeba do tego szczególnych umiejętności ani sprawności fizycznej — zachęca Justyna Ludwin.
— W przypadku konferencji organizatorom z reguły zależy, by były to pobyty integracyjne. W programie jest zazwyczaj jakieś ognisko lub grill, a goście podwożeni są wozem drabiniastym. Wchodzi na niego więcej ludzi niż na bryczkę, więc lepiej sprawdza się na imprezach integracyjnych — tłumaczy Joanna Pozorska.
Podobnie jest w Manor House. Dodatkowo zorganizowane grupy ponad 20- -osobowe mogą tam liczyć na ekstradodatek w postaci instruktora i dwóch koni do jazdy na padoku. A więc szable w dłoń. Niech obudzi się ułańska dusza!
