Jutro będzie futro albo… nie będzie

Ukraina, Mołdawia, Kazachstan i Białoruś czekają na polski przemysł futrzarski — twierdzą hodowcy. Wolą zostać w Polsce, ale badają grunt.

Od miesięcy raz głośniej, raz ciszej jest o zmianach w ustawie o ochronie praw zwierząt, zgodnie z którą zakazana ma być hodowla zwierząt na futra. Ostatnie oficjalne informacje to cofnięcie projektu przez Biuro Analiz Sejmowych do uzupełnienia oceny skutków regulacji.

PODIUM: Polska przed kilkoma laty została drugim producentem skór w Europie, głównie dzięki norkom, wyprzedzając Holandię. Poza zasięgiem pozostają Duńczycy z około dwa razy wyższą produkcją.
Zobacz więcej

PODIUM: Polska przed kilkoma laty została drugim producentem skór w Europie, głównie dzięki norkom, wyprzedzając Holandię. Poza zasięgiem pozostają Duńczycy z około dwa razy wyższą produkcją. Fot. PAP

Zobacz także

„Nasz Dziennik” ostrzegał niedawno, że wprowadzenie zakazu może być niezgodne z prawem unijnym. Hodowcy przypominają, że branża to dziesiątki tysięcy zatrudnionych (pośrednio i bezpośrednio) i setki milionów euro przychodów polskich rolników. Przeciwnicy, wśród nich ekolodzy i niektórzy naukowcy, twierdzą natomiast, że to bestialstwo. Adwersarze przerzucają się statystykami, raportami i argumentami, np. o poparciu/ braku poparcia Polaków dla zakazu, wpływie na gospodarkę (negatywnym/pozytywnym), niszczeniu/rozwoju potencjału miejscowości, w których powstają fermy. Na ukraińskich portalach i w prasie słychać o oczekiwaniu na przenosiny polskiej branży na Wschód, gdzie jest mile widziana.

Gość w dom

— Ukraińcy nie rzucają słów na wiatr. Dostałem zaproszenie już jakiś czas temu i wiem, że trafiło też do co najmniej kilku znaczących polskich hodowców. Jesteśmy na etapie zaawansowanych przygotowań prawnych do ewentualnych przenosin — wybraliśmy ziemię i podpisaliśmy stosowne umowy. Ukraińcy podeszli do sprawy profesjonalnie — chcą ściągnąć inwestorów. Ich warunki to płacenie podatku dochodowego lokalnie i zatrudnianie lokalnych pracowników. Proszą, ale nie wymagają, by jeśli się da, budować fermy z lokalnych surowców — twierdzi Szczepan Wójcik, jeden z hodowców zwierząt futerkowych.

Jacek Podgórski, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej, który zaangażował się w analizy na rzecz branży (i jest z nią powiązany), mówi nie tylko o Ukrainie.

— Podobne propozycje docierają z Kazachstanu, Mołdawii i Rosji. Słychać również o Białorusi. Otwarte na inwestorów z tej branży są też Grecja, Hiszpania i Portugalia. Hodowcy twierdzą, że nie tylko analizują możliwości rozwoju na Wschodzie, ale w niektórych przypadkach prowadzą zaawansowane rozmowy — twierdzi Jacek Podgórski. Szczepan Wójcik zarzeka się, że nie zamierza wynosić się z Polski dopóty, dopóki będzie mógł tu legalnie działać.

Brak alternatywy

Branża podaje, że bezpośrednio zatrudnia w Polsce 10 tys. osób na około 1,1 tys. ferm, a dalsze 40 tys. — powiązani z nią producenci i usługodawcy. Roczne przychody rolników zajmującychsię hodowlą mają sięgać 400-600 mln EUR. — To nie są rolnicy, którzy mają zdywersyfikowaną produkcję i hodują również bydło czy drób, ale wyspecjalizowani w zwierzętach futerkowych. Inwestowali, rozbudowywali fermy, zaciągali kredyty i muszą prowadzić biznes, żeby je spłacać. Przenosiny są naprawdę realne — twierdzi Jacek Podgórski.

— Rynek nie znosi próżni. Jeśli u nas będzie zakaz, produkcja będzie się odbywać gdzie indziej. Dopóki jest popyt na futra, będzie podaż. Jeśli nie zarobi polski rolnik, to zarobi inny — podkreśla Szczepan Wójcik. Wątek potencjalnych przenosin dotyczy nie tylko przemysłu futrzarskiego. Zmiany prawa mogą dotknąć części branży mięsnej, zajmującej się ubojem rytualnym. Jeden zakaz, tymczasowy, firmy już przetrwały. Teraz spodziewa się trwałego. Pytanie tylko kiedy.

— Robimy rekonesans pod kątem potencjalnych akwizycji u południowych sąsiadów, ale żadnych istotnych działań na razie nie podjęliśmy. Inna opcja to umowa o długoterminowej współpracy, polegająca na zlecaniu produkcji. My mamy know-how w zakresie zakupu surowca, bazę klientów itd. Musielibyśmy jednak ograniczyć produkcję w Polsce, co oznaczałoby zwolnienia pracowników i utratę części marży. Oczywiście nie chcemy tego robić — tłumaczy jeden z branżowych menedżerów.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Jutro będzie futro albo… nie będzie