Kabel zamiast rury wydechowej

opublikowano: 25-06-2017, 22:00

Elektryczna rewolucja w motoryzacji nabiera tempa. Musi jednak pokonać gigantyczną chmurę spalin.

Od kilku lat coraz więcej się mówi o samochodach elektrycznych (EV). Wielu wróży rychły kres aut zasilanych tradycyjnym paliwem. Sprzedaż pojazdów na prąd rośnie, często dzięki decyzjom rządów, które ograniczają użycie tradycyjnych silników i wspierają elektromobilność. Kilkusetprocentowy wzrost sprzedaży samochodów zasilanych energią elektryczną to już norma. Ale to także efekt tzw. niskiej bazy. Bo w rzeczywistości auta elektryczne ciągle stanowią znikomy ułamek wszystkich jeżdżących po świecie. Szacuje się, że tych wszystkich jest około 1,3 mld. A elektrycznych tylko 720 tys. W Polsce na około 17 mln samochodów ledwie kilkaset jest zasilanych z gniazdka.

Wspinaczka

Wyparcie aut spalinowych nastąpi dopiero w ciągu kilku dekad. W 2016 r. w Europie po raz pierwszy zarejestrowano ponad 100 tys. aut elektrycznych (dokładnie 102,6 tys.). W porównaniu z 2015 r. było to o ponad 5 proc. więcej. Po naszym kontynencie jeździ już podobno około 340 tys. takich pojazdów. Największym rynkiem zbytu w 2016 r. była Francja, która wyprzedziła Norwegię. Na te dwa kraje przypada połowa pierwszych rejestracji aut elektrycznych w Europie. A w Polsce? Tempo spore, ale liczby marniutkie. W 2016 r. zarejestrowano u nas, co prawda, o ponad 62 proc. więcej EV niż rok wcześniej, ale to tylko 114 aut. Przy sprzedaży ponad 400 tys. aut osobowych segment EV wygląda jak błąd statystyczny.

— W pierwszych czterech miesiącach 2017 r. nastąpił kolejny wzrost zainteresowania samochodami elektrycznymi. W porównaniu z takim samym okresem 2016 r. sprzedano ich o ponad 130 proc. więcej — informuje Wojciech Drzewiecki, szef Samaru. Co motywuje Polaków do kupowania EV? Moda na ekologię. Większość tych samochodów trafia do firm.

— Tendencja ta została wzmocniona przez nagłośnienie w ostatnich miesiącach problemu smogu w dużych miastach. Auta elektryczne nie emitują gazów i pyłów. Prąd wykorzystywany do ich zasilania jest wprawdzie produkowany głównie w wyniku spalania węgla, jednak ze względu na wyśrubowane wymagania stosowania przez elektrownie instalacji filtrujących i efektywnego spalania w wysokich temperaturach, ta emisja w Polsce jest średnio o 40 proc. niższa niż zanieczyszczeń z pojazdów spalinowych — mówi Krzysztof Leszczyński, menedżer z Alphabet Polska Fleet Management. Elektryczne samochody zyskują zwolenników także dzięki cichej pracy i dużej elastyczności napędu, zapewniającej szybkie przyspieszenie już od niskich obrotów. Nie bez znaczenia jest też niski koszt codziennej eksploatacji. Zależnie od modelu przejechanie 100 km pojazdem elektrycznym kosztuje od 6 do 10 zł. To znacznie mniej niż w przypadku jakiegokolwiek innego napędu. Konstrukcja silnika elektrycznego jest także dużo mniej skomplikowana. Nie wymaga stosowania wielu elementów mechanicznych, podlegających działaniu wysokich temperatur i ciśnienia podczas spalania, przez co takie silniki są znacznie mniej awaryjne i nie powodują wielu kosztów eksploatacyjnych, np. wymiany oleju lub płynu chłodniczego.

Więcej argumentów

Wszystkie te argumenty to jednak za mało, by na dobre rozkręcić rynek. Technologia wykorzystywana w samochodach elektrycznych, szczególnie w akumulatorach, jest wciąż dosyć droga, a to się przekłada na wyższą cenę takich pojazdów w porównaniu z autami spalinowymi. W przypadku baterii wciąż barierą jest ich pojemność, co ogranicza zasięg — jest on wyraźnie niższy niż tradycyjnych samochodów.A czas ładowania trudno porównać z kilkoma minutami potrzebnymi do zatankowania na stacji benzynowej. — Inżynierowie z wielu branż pracują nad pokonaniem tych ograniczeń technicznych. Postęp jest na tyle duży, że najwięksi producenci aut elektrycznych zdołali w ostatnich latach podwoić pojemność akumulatorów bez znacznych podwyżek ich cen. Opracowuje się też stacje dużej mocy, które pozwolą znacznie skrócić czas ładowania akumulatorów, czyniąc go porównywalnym do tankowania paliw płynnych — opowiada Krzysztof Leszczyński. W Polsce ważną barierą jest również ciągle bardzo mała sieć publicznych punktów ładowania.

Polski zryw

Próbą przyspieszenia rozwoju kosztownej infrastruktury publicznego ładowania samochodów elektrycznych są zamierzenia rządu zapisane w Strategii na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, zwanej Planem Morawieckiego, i w ustawach (jak konsultowana niedawno Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych) oraz w Planie rozwoju elektromobilności. — Wskazują kierunek, w jakim powinna się ona rozwijać, żeby spełnić wymagania

potencjalnych użytkowników. Plany kładą akcent na lokalizację punktów ładowania w aglomeracjach i wzdłuż tras szybkiego ruchu. Określają także wiele ułatwień i zachęt dla potencjalnych dostawców energii do aut elektrycznych. Jak wskazuje praktyka państw zachodnich, mogłyby one znacząco się przełożyć na wzrost atrakcyjności takich pojazdów, co stanowiłoby krok w stronę rozwoju elektromobilności w Polsce — zauważa Krzysztof Leszczyński. Motoryzacja zmierza w kierunku silników elektrycznych, ale sporo jest jeszcze do zrobienia. Nie bez znaczenia jest również to, że państwa, w tym Polska, czerpią przecież wielomiliardowe zyski z podatków i innych opłat, jakimi obciążają sprzedaż paliw. — Jeżeli kierowcy zaczną rezygnować z samochodów spalinowych, siłą rzeczy sprzedaż paliw znacznie spadnie, a wpływy budżetowe z tego tytułu zmaleją. Dla zrównoważenia tego ubytku można by wprowadzić podatki obciążające pobór energii elektrycznej. Aby nie dotknęłyby wszystkich obywateli, można zaś ograniczyć technologicznie ładowanie samochodów elektrycznych, np. przez uniemożliwienie korzystania ze standardowych gniazd elektrycznych — opowiada Krzysztof Leszczyński.

Wybiegając jeszcze dalej, można założyć, że jedną z najważniejszych zachęt do kupowania samochodów elektrycznych mogłaby być możliwość nieodpłatnego wjazdu do centrów miast, bezpłatne parkowanie czy jazda po buspasach. Jeżeli jednak takich pojazdów znacznie przybędzie, to miasta mogą się jeszcze bardziej zakorkować. Nie stanie się to w najbliższych latach, ale wraz z rozwojem elektrycznej motoryzacji zaczną być wyzwaniem.

Elektroulice

Producenci samochodów zaczynają się przestawiać na prąd.

— W BMW uważamy, że elektryfikacja to mocna tendencja. Napęd stricte elektryczny pojawi się we wszystkich naszych głównych markach. W pełni elektryczne Mini zaoferujemy w 2019 r., a BMW X3 w 2020 r. W 2017 r. planujemy sprzedać na świecie 100 tys. zelektryfikowanych aut — informuje Katarzyna Gospodarek z BMW Polska. Przypomina, że rozwija się także rynek aut hybrydowych plug-in, które są ciekawą propozycją przejściową.

— Rynek samochodów elektrycznych będzie się rozwijał, a jeśli zostaną wprowadzone różne systemy wsparcia, dyskutowane obecnie przez rząd, to jest szansa na jeszcze szybszy wzrost. Ciekawym przykładem są Chiny, gdzie w 2015 r. sprzedaż aut elektrycznych skoczyła o niemal 800 proc. — mówi Katarzyna Gospodarek. Z czasem widok elektrycznych samochodów przestanie być rzadkością, szczególnie w dużych miastach. Kiedy?

— Trudno na razie prognozować, kiedy takie pojazdy zaczną u nas dominować, tym bardziej, że nie wiadomo, kiedy i jakie pojawią się zachęty prawne i podatkowe. Sprzyjać będą strefy ograniczonego wjazdu dla samochodów spalinowych, które coraz częściej rozważają aglomeracje. Możliwe, że UE przestanie w końcu przymykać oko na katastrofalne zanieczyszczenie powietrza w naszym kraju. Groźba wysokich kar wymusiłaby ograniczenie stosowania paliw kopalnych w gospodarce, w tym w motoryzacji — uważa Krzysztof Leszczyński. Są w Europie bogate kraje, które znacząco wspierające elektryczną motoryzację. W Norwegii „elektryki” to już większa część sprzedawanych nowych samochodów. Holandia ogłosiła zaś, że do 2025 r. chce zrezygnować z rejestracji nowych samochodów spalinowych. Elektryczna rewolucja w motoryzacji zatem trwa i nie wydaje się już możliwe jej zatrzymanie. Również w naszym kraju elektryczne auta czeka więc chyba świetlana przyszłość. &

Parcie na efekty. Inżynierowie z wielu branż pracują nad pokonaniem ograniczeń technicznych. Postęp jest na tyle duży, że najwięksi producenci aut elektrycznych zdołali w ostatnich latach podwoić pojemność akumulatorów bez znacznych podwyżek ich cen — mówi Krzysztof Leszczyński z Alphabet Polska Fleet Management.

Skala. Elektrycznych aut szybko przybywa. Na razie jednak jeździ ich po świecie tylko około 720 tys. (wszystkich samochodów jest 1,3 mld).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARCIN BOŁTRYK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu