Kablówki protestują przeciw tantiemom
Zachodnioeuropejskie stowarzyszenia zarządzające prawami autorskimi wyznaczyły polskim operatorom sieci kablowych opłaty za rozprowadzanie w sieciach programów telewizyjnych. Stowarzyszenia żądają od polskich operatorów około 60 groszy miesięcznie za każdy kanał telewizyjny. Opłata miałaby być naliczana od każdego abonenta. Oznacza to, że na przykład sieć kablowa licząca 100 tys. abonentów musiałaby odprowadzać miesięcznie około 60 tys. zł, a rocznie ponad 700 tys. zł za każdy zachodnioeuropejski kanał satelitarny umieszczony w jej ofercie. Największy polski operator — licząca ponad 1 mln abonentów Polska Telewizja Kablowa, zgodnie z roszczeniami musiałaby za każdy kanał płacić 600 tys. zł miesięcznie i ponad 7 mln zł rocznie. W grę wchodzą szczególnie niemieckojęzyczne kanały satelitarne, takie jak na przykład RTL i SAT1 czy włoska telewizja RAI.
— Są to ceny zdecydowanie za wysokie, dlatego postanowiliśmy, że będziemy wyłączać te kanały z naszych ofert. Innym państwom z naszego regionu, na przykład Litwie, wyznaczono stawki o ponad połowę niższe. Na rzecz samego tylko ZAIKS-u płacimy miesięcznie 3,5 proc. naszych przychodów, podczas gdy niemieccy operatorzy płacą 2,5 proc. na rzecz wszystkich stowarzyszeń łącznie — mówi Andrzej Ostrowski, szef Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Komunikacji Kablowej.
Przy rosnącej liczbie spolszczonych kanałów popularność zachodnich spada i część z nich jest wyłączana z ofert polskich operatorów.
— Mamy wiele umów podpisanych z poszczególnymi kanałami. Te kanały, za które żąda się od nas pieniędzy, nie są zakodowane — mówi Andrzej Ostrowski. WP
INNE CZASY: Jeszcze kilka lat temu na zachodzie Europy część nadawców płaciła operatorom za to, że umieszczali ich kanały w swojej ofercie — mówi Andrzej Ostrowski, szef Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Komunikacji Kablowej. fot. M. Pstrągowska