Kiedy prezydent Kwaśniewski, z uporem godnym lepszej sprawy, lansował Marka Belkę na szefa rządu, wiedział, co robi. Co bardziej jednoznaczni w sądach obserwatorzy sceny politycznej już wtedy zaczęli porównywać ten układ do relacji pomiędzy odchodzącym prezydentem Jelcynem i jego następcą, prezydentem Putinem. Jednym z najistotniejszych zadań „pomazańca” było zabezpieczenie interesów „domu panującego” Jelcynów, zabezpieczenie jego bytu i powodzenia. Do tego, poza umiejętnościami, niezbędna jest... skuteczność działania. I tę skuteczność prezydent Putin, rękami swoich ludzi, wykazuje.
Ale zostawmy Wielkiego Brata i panujące tam obyczaje, wróćmy na nasze podwórko. Oto na naszych oczach, w zgodzie z prawem i w jego majestacie, dokonuje się renacjonalizacja prywatnej spółki. Rzecz tyczy oczywiście PKN Orlen. Pierwszy prezes tej firmy, Andrzej Modrzejewski naruszył zasady ruchu pieszego w okolicach hotelu Marriott w Warszawie, musiał więc zostać zatrzymany przez brygadę antyterrorystyczną. Jego następca, Zbigniew Wróbel, odwoływany był tak średnio raz na miesiąc od samego początku swojego urzędowania.
Ale rekord padł przy najnowszym prezesie, Jacku Walczykowskim. Już samo powołanie Jana Wagi, wiernego żołnierza Jana Kulczyka, na przewodniczącego rady nadzorczej tej spółki wydawało się prowokacją, a w każdym razie było wyraźnym brakiem pokory ze strony najbogatszego Polaka. Czyżby niezawodny instynkt, czyniący zeń rekina biznesu, osłabł? Bo inaczej trudno uzasadnić konfrontacyjny wybór Jacka Walczykowskiego. No i zaczęło się. Jeszcze nowy prezes nie zasiadł dobrze w fotelu, a już została rozpoczęta procedura jego impeachementu. Minister skarbu zarzucił radzie nadzorczej złamanie procedury wyboru prezesa, co jest o tyle dziwne, że procedura ta nie została dookreślona — nie mogła więc zostać złamana. Dalsze postępowanie ministra Jacka Sochy to już tylko konsekwencja tego zarzutu. Odwołanie Jana Wagi, pod zarzutem łamania zasad ładu korporacyjnego, i całej rady nadzorczej. Minister, porozumiawszy się z funduszami emerytalnymi, odzyskał pełnię władzy nad radą. No, jeszcze tylko prezes zarządu.
Po „nocy długich noży” (obrady poprzedniej rady nadzorczej), kiedy poległ żelazny kandydat ministra skarbu na szefa Orlenu, Paweł Olechnowicz z Lotosu, który przyniósł na obrady rady zdjęcia rodzinne (no co, chciał je postawić na biurku prezesa zarządu Orlenu), i schłodzony już szampan znowu się zagrzał, nastał dzień rewanżu.
Pucz się powiódł. Ale naiwnością byłoby sądzić, że to już koniec rozgrywki. Odzyskanie rady nadzorczej nie zadowoli przecież ani ministra Sochy, ani premiera Belki, ani... A i doktor Jan, jak należy sądzić, otrząśnie się z szoku i ruszy do kontrataku?